Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alicija. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alicija. Pokaż wszystkie posty

14 maj 2017

Od Aliciji do Lewisa

Powiodłam wzrokiem po wszystkich siedzących przy naszym stole. Zaintrygowana Lise, rozbawiony Stephen i zrozpaczony Lewis. Ciekawy zestaw. Mina Lewisa podpowiadała mi, że nie chcę wiedzieć kim jest Caroline, albo o co z nią chodzi. Wzięłam więc taktyczny łyk wody, która stała obok mnie. Sytuacja ogólnie była mało komfortowa. Nadal bawiło mnie to, że Lewis kompletnie mnie nie rozpoznał. W mojej głowie zrodził się obraz tłumów, które musiały odwiedzać jego biuro każdego dnia. W sumie, gdyby nie tłumy ganiających za nim kobiet, też nie przywiązałabym do niego specjalnej uwagi. Oczy wszystkich znalazły się na telefonie Lewisa, gdy ten ponownie zadzwonił. Mężczyzna rzucił szybkie spojrzenie na ekran i tym razem odebrał sam. Słuchał przez chwilę następnie przetarł swoją twarz dłonią.
- Dobrze mały, jak coś to rozmawiasz ze Stephenem, nie ze mną - nachyliłam się nad stołem z uśmiechem a głos sam wyrwał mi się z krtani.
- Nico? - spytałam a mężczyzna rzucił mi dziwne spojrzenie i pokiwał głową. Po chwili przewrócił oczyma i podał mi telefon. Zmarszczyłam brwi i wzięłam go w dłonie. Przyłożyłam delikatnie do ucha.
- Dobry wieczór, pani profesor! - usłyszałam głos ze słuchawki. Uśmiechnęłam się mimowolnie.
- Dobry wieczór. Dlaczego jeszcze nie śpisz? - spytałam. Wszyscy przy stole wydali z siebie jęki rozpaczy.
- Caroline rozmawia strasznie głośno z jakimś panem. Używając brzydkich słów - powiedział chłopiec a ja zmarszczyłam brwi.
- Z jakim panem? - spytałam i spojrzałam zaniepokojona na Lewisa.
- Nie wiem, rozmawiają przez telefon, Caroline powiedziała właśnie, że...
- Nico, nie sądzę, żebyś powinien to powtarzać - przerwałam szybko chłopcu i potarłam czoło.
- Oddam telefon twojemu tacie, dobrze słonko? Może chcieć to usłyszeć - rzuciłam.
- Dobrze. Dobranoc, psze pani! - powiedział Nico a ja podałam telefon Lewisowi. Mężczyzna wsłuchał się uważnie w słowa swojego syna. Patrzyłam, jak jego wyraz twarzy na chwile zmienia się na okropnie zmęczony. Przetarł twarz dłonią i powrócił do swojej kamiennej miny. Wyczułam na sobie pytające spojrzenie Lisy. Nagle, Lewis wstał i popatrzył na wszystkich siedzących.
- Przepraszam, idę skopać komuś dupę - powiedział a ja rozszerzyłam oczy ze zdziwienia. Mężczyzna wydawał się być niezwykle opanowany, a z jego ust wypływały takie słowa.
- To chyba mało rozsądne - powiedziałam a on rzucił mi mało mówiące spojrzenie.
- Lewis... - zaczął Stephen, lecz drugi mężczyzna kierował się już ku drzwiom.
- Jak coś to zadzwoń po adwokata! - krzyknął przez ramię. Stephen przeklął siarczyście i rzucił nam przepraszające spojrzenie.
- Chyba powinienem za nim pójść - powiedział i po chwili już wychodził z restauracji.
- Ali, sama rozumiesz - rzuciła Lisa i złapała swoją torebkę. Popatrzyła na mnie przepraszająco.
- Leć! - powiedziałam i ona także rzuciła się do drzwi. Oparłam się o stół. Co się do cholery wydarzyło? Siedziałam tak chwilę, czując na sobie spojrzenia ludzi, obecnych w restauracji. Westchnęłam i spojrzałam na pizzę, która dopiero co przyszła do stolika. Poszukałam wzrokiem najbliższej kelnerki. Uśmiechnęłam się do niej przepraszająco.
- Czy mogę poprosić o rachunek i zapakowanie tych pizz? - kobieta pokiwała głową a ja poczułam, jak serce mi się łamie. Ta pizza musi mi wystarczyć do końca miesiąca, bo po zapłaceniu za to wszystko nie będzie mnie stać na jakiekolwiek inne jedzenie.
***
Szłam powoli ciemną ulicą, trzymając reklamówkę z pudełkami pizzy w dłoni. Przeklinałam ten dzień w duchu, krzywiąc się przez ból, który zadawały mi moje obcierające pięty, nowe baletki. Kroczyłam ledwo, a moje kroki wywoływały echo w pustej uliczce. Spojrzałam na niebo. Nie było widać gwiazd, eh. Jednocześnie było to smutne, i niepokojące. Brak gwiazd, równał się chmurom. Rzuciłam jeszcze jedno podejrzliwe spojrzenie niebu. Jak na komendę, poczułam kroplę rozbryzgującą się na moim nosie. Zaczęło padać. Zdenerwowana, tupnęłam nogą. Wniosek był jeden - już nigdy nie dam się wyciągnąć Lisie na podwójną randkę. 

27 kwi 2017

Od Aliciji do Lewisa

Zamrugałam zaskoczona. Szybko straciłam orientację w tym co się działo wokół mnie. Usiadłam na podłodze, co zawsze najbardziej pomagało mi w myśleniu. Dziecko handlowało swoim ojcem? Well, Carter był przystojny, ale to całkowicie nie tłumaczy... Przygryzłam kciuk i wyciągnęłam telefon, googlując imię i nazwisko Cartera. Momentalnie zakręciło mi się w głowie. Wyniki pokazywały Mad Hattera - spadkobiercę biznesu Benjamina Cartera - Carter's.
- Czyli to dlatego! - stwierdziłam, przeglądając dalej google. Podniosłam wzrok i zauważyłam, że ta dwójka patrzy się na mnie, raczej rozbawiona.
- Naprawdę pani nie skojarzyła? - spytał niedowierzająco mężczyzna, a ja uśmiechnęłam się zakłopotana. Mając w głowie obraz sytuacji, wyciągnęłam portfel. Wyciągnęłam z niego 100$, mało to wychowawcze, ale cóż. Kiedy ja wybierałam bardziej wychowawcze rozwiązania?
- Proszę Nico. Płacę za wyłączność na twojego tatę - oznacza to, że ma się nie pokazywać w szkole. Nie chciałbyś pani dyrektor jako nowej mamy, prawda? - uśmiechnęłam się złowieszczo patrząc jak obaj się wzdrygają. Nico popatrzył nieufnie na pieniądze w mojej dłoni, a ja po prostu mu je wcisnęłam. Wskazałam na niego palcem.
 - Koniec z interesem - powiedziałam stanowczo, a chłopiec, chyba z wizją jaszczurzycy w welonie, pokiwał głową. Zwróciłam się teraz do ojca:
- Nie zawiesimy go, uznamy raczej, że cała sytuacja nie miała miejsca. Ale na dziś już jest zwolniony z lekcji. I proponuję ewakuować się szybko, pani dyrektor ma oczy w całej szkole. i zdradza pana ten tabun piszczących dziesięciolatek - Nico rzeczywiście zaczął się podnosić. Hatter nie ruszał się jednak z miejsca.
- Nico, idź już do samochodu - powiedział i rzucił chłopakowi kluczyki. Nico po prostu złapał je i wyszedł. Zaczęłam być zaniepokojona. Spojrzałam na Hattera, który patrzył mi przenikliwie w oczy.
Ten tylko sięgnął dłonią do kieszeni. Wyjął z niej portfel, z niego natomiast wyjął sto dolarów. Poczułam jak krew mi dopływa do twarzy. Pokręciłam szybko głową.
- Czemu nie? - spytał mrużąc oczy.
- To wbrew moim zasadom - powiedziałam i obróciłam się na pięcie.
- Zapłaciła pani za posiadanie mnie na wyłączność, skoro nie chce pani zwrotu, trzeba to jakoś wykorzystać - do cholery jasnej. Przeklinałam ciągle w myślach. Mało nauczycielskie, ale cóż. Odwróciłam się tylko górną częścią ciała.
- Jedyne co chcę z tym zrobić to nic. Dosłownie. Jedyne o co proszę, to nie pojawianie się ponownie w szkole. Z tego co wywnioskowałam z telefonu, pan też za tym nie przepada. Następnym razem rzeczywiście proszę przysłać pracownika - powiedziałam, kierując się do drzwi. Otworzyłam je, a moim oczom ukazały się dziewczynki i kobiety patrzące na mnie wyczekująco. Wysłałam Hatterowi zdenerwowany uśmiech i rzuciłam szybkie słowa pożegnania. Wyszłam szybko, cudem unikając stratowania.
***
Rzuciłam Lisie koc. Tym razem zostawała na noc.Czy ta kobieta ma jakiś własny dom? Przeglądała ubrania na stronie internetowej chrupiąc marchewkę. Usadowiłam się naprzeciw niej, Gryząc ogórka, wyciągnęłam telefon. Zawahałam się przez parę chwil ale ciekawość wzięła górę i znów wygooglowałam Hattera. Zaczęłam leniwie przeglądać wyniki wyszukiwania. Strony z wiadomościami do biznesmenów, serwisy plotkarskie. Natknęłam się do linku do instagrama faceta. Uśmiechnęłam się na widok jego zdjęć. Tych to on kompletnie nie umie robić. Przescrollowałam uważnie, żeby niczego nie polubić i zamknęłam tę kartę. Całkowicie automatycznie weszłam w następny wynik, kompletnie nie przeczuwając co jest w środku. Zdębiałam kompletnie widząc nagłówek. Mój kciuk zadrżał, niepewnie, nie wiedząc czy przewijać dalej. Była to strona pewnego renomowanego fotografa. Ciekawość ponownie wzięła górę, a ja zaczęłam przeglądać zdjęcia. Z nagiej sesji Hattera. Czułam się jak najgorszy zboczeniec. Oglądałam fotografie, cicho oceniając ciało mężczyzny. Jego sylwetkę, w pełni odkryte tatuaże. Poczułam coś dziwnego w moim podbrzuszu. W obrazach nie było nic erotycznego - były sztuką, ale... Wiedząc jak mężczyzna wygląda na żywo, nie mogłam powstrzymać dziwnych wizji rojących się w mojej głowie. Towarzyszył temu dziwny ból. Spojrzałam na moją dłoń zauważając na niej kropelkę krwi. Podniosłam tę samą dłoń do nosa, by odkryć, że leci mi z niego krew. Zbladłam. Czyli anime mówiło prawdę? Wstałam powoli, by nie zwrócić uwagi Lisy i wycofałam się do toalety, gdzie opanowałam krwawienie. Gdy wróciłam, kobieta podała mi puszkę piwa. Odrzuciłam telefon gdzieś daleko, przeklinając to, co tam zobaczyłam. Po chwili jednak stwierdziłam, że oszalałam i poczołgałam się po telefon, zwyczajnie szybko zamykając stronę fotografa. Otworzyłam za to 9gaga i zaczęłam przeglądać memy, niektóre z nich zapisując. Przerwał mi dzwonek do drzwi, a ja zarzucając koc na brudną piżamę, podreptałam do drzwi, wiedząc, że Lisia się nie ruszy. Przekręciłam klucz a moim oczom okazał się młody chłopak. Wcisnął mi w dłonie ciepłą paczkę, małą różę i kopertę.
- Miłego wieczora - rzucił i wycofał się, zanim zdążyłam cokolwiek zrobić. Otworzyłam paczuszkę, a moim oczom ukazało się parę pudełek z restauracji sushi z centrum miasta. Zmarszczyłam brwi. otwierając kopertę.
"I tak nie zamierzałem przychodzić."
I tyle. Nic więcej. Zdenerwowałam się konkretnie. Skąd on do cholery wziął mój adres? Wrzuciłam szybko różę do wody i kopnęłam szafkę. Świat zwariował. Ale zajrzałam do sushi. Tak dobrym jedzeniem nie pogardzę.

Lewis?

22 kwi 2017

Od Aliciji do Lewisa

Podeszłam do okna i wyjrzałam przez nie, choć niezbyt zwróciłam uwagę co działo się za nim. Miałam wolną tą godzinę, lecz stwierdziłam, że wykorzystam ją na spokojne wypicie kawy i obmyślenie następnej lekcji. Za piętnaście minut kończy się przerwa i będę musiała wyjść do pokoju nauczycielskiego. Pomysł niezbyt mi się podobał, zwłaszcza, że pani głośna Grudy miała teraz okienko. Męczył mnie ból głowy, lecz oto co się dostaje za czytanie do pierwszej w nocy. Z korytarza dobiegły mnie śmiechy dzieci i odruchowo sama się uśmiechnęłam. Dzień nie był piękny, zacinający deszcz nie dodawał mu uroku, ale pocieszała mnie myśl, że nie muszę wychodzić z ciepłego budynku przez cztery najbliższe godziny. Zaniepokojona uświadomiłam sobie, że śmiechy ustały, zamiast tego zapanowała grobowa cisza, zwykły gwar uległ zniszczeniu. Odwróciłam się i odstawiłam kubek na biurko, lecz zanim doszłam do drzwi, doszedł mnie chłopięcy krzyk. Szybko wyszłam z klasy by zobaczyć przed nią Nicholasa z 4B i Bena z 4A. Ben trzymał się kurczowo za nos, dłonie Nico były zaciśnięte w pięści a rozżalenie gościło na jego twarzy. Uczniowie otoczyli ich ciasnym kółkiem, obserwując przebieg sytuacji. Przez grupki przebijał się nauczyciel matematyki, Timon. Mężczyzna, rzecz jasna nie ma tak na imię, ale uczniowie nazwali go tak, ze względu na niezwykłe podobieństwo do surykatki z kreskówki. Podeszłam do chłopców i lekko popychając ich plecy, zaczęłam zaganiać ich w stronę gabinetu pedagoga. Było to jedyne w chwili obecnej puste miejsce, a potrzebowałam takiego, zwłaszcza, że dyrektorka odebrała mi mój gabinet. Weszliśmy do pomieszczenia, Nico posadziłam na krześle pod ścianą i zaczęłam oglądać nos Bena.
- Więc, macie jakieś wyjaśnienie? - spytałam pogodnie. Twarz chłopca wyglądała w porządku, poza jego miną, która nie wyrażała zadowolenia. Odpowiedziało mi milczenie. Wstałam i oparłam się o biurko, sięgając po długopis i bawiąc się nimi. Wysłałam pytające spojrzenia chłopcom i Nico, niechętnie, ale zaczął się odzywać:
- Obraził mojego tatę - powiedział. Zaczęłam szybko myśleć. Ben jest dobrym dzieckiem, lecz przez ciągłą nieobecność rodziców, miał problem z wyznaczaniem granic, natomiast Nico jest sprytnym ale wrażliwym dzieckiem. Sytuacja była raczej jasna, tak samo jak jej rozwiązanie zresztą. Odepchnęłam się od biurka i wyciągnęłam telefon. Wysłałam szybkiego smsa do Lisy. Nie trwało to zbyt długo nim pojawiła się w drzwiach. Podeszła do Bena i położyła mu rękę na ramieniu. Ufałam metodom swojej przyjaciółki, i uśmiechnęłam się pogodnie. To ona była w końcu jego wychowawczynią. Spojrzałam za to na swojego wychowanka i usiadłam naprzeciwko niego. Ważyłam słowa w ustach,
- Neeks, wiesz, że będę musiała wezwać twojego tatę - powiedziałam a on spojrzał na mnie. Widziałam w jego oczach rozżalenie, ale nie był zaskoczony. Jest inteligentnym chłopcem i lubię rozmawiać z nim, choć raczej jest to przykra okazja. Pokiwał głową a ja podałam mu telefon, żeby wpisał numer swojego ojca. Zazwyczaj skorzystałabym ze szkolnych danych, ale nie chciałam zostawiać chłopca samego. Wybrałam numer wstukany przez chłopca i streściłam sytuację beznamiętnemu głosowi po drugiej stronie słuchawki. Nico obserwował mnie tylko. Rozłączyłam się i westchnęłam.
- To dzielne z twojej strony, ale mam wrażenie, że twój tata potrafi obronić się sam - powiedziałam chłopcu a ten uśmiechnął się lekko.
- Wiem, że to oznacza zniknięcie ze szkoły na resztę dnia, ale nie rób tego więcej, dobrze? - spytałam dziobiąc go w kolano. Chłopiec obiecał i przesiedzieliśmy chwilę w ciszy. Po raz kolejny dobiegły mnie dziwne odgłosy z korytarza, tym razem były to podekscytowane piski. Zmarszczyłam brwi i w pomieszczeniu rozległo się pukanie do drzwi, które następnie uchyliły się. Wyjrzał zza nich mężczyzna, nieco starszy ode mnie, ubrany w koszulę i jeansy. Uśmiechnęłam się zapraszająco i powoli wstałam, a za mną Nico. Chłopak stanął obok ojca.
- Dzień dobry panie Carter - wyciągnęłam dłoń na powitanie. Jak długo uczyłam Nico, tak jego mamę spotkałam tylko dwa razy oraz był to pierwszy raz gdy spotkałam jego ojca. Mężczyzna uścisnął moją rękę.
- Więc, jaki jest wyrok? - spytał Carter bez zbędnych emocji w głosie. Poczułam pewien niepokój.
- Poza opuszczeniem lekcji i obniżeniem oceny z zachowania jeśli się to powtórzy, nic - odpowiedziałam lekko. Tym razem bez ostrzeżenia, drzwi otworzyły się po raz kolejny i wyszła zza nich pani dyrektor. Z przyklejonym sztucznym uśmiechem na twarzy i wymachując dziwacznie biodrami podeszła do nas.
- Dzień dobry panie Carter, miło pana widzieć! - powiedziała przesadnie słodkim głosikiem, a mnie zmroziło. Musiałam wyglądać ciekawie, bo rozległ się śmiech Nico a smoczyca wysłała mi karcące spojrzenie.
- Uhm, przepraszam. To ja wyjdę - powiedziałam i wyciągnęłam rękę do Nico, a ten z uśmiechem przybił mi piątkę. Chciałam pożegnać się także z ojcem chłopca i uciec z tej niezręcznej sytuacji, lecz spotkałam się z chłodnym spojrzeniem mężczyzny.
- My także wychodzimy. Do widzenia paniom - powiedział i skierował swoje kroki ku drzwiom. Chłopiec niewzruszony sytuacją podążył za nim, wyprzedził mężczyznę i wyszli. Carter zatrzasnął za sobą drzwi a mną wstrząsnęło. Kolejne piski dobiegły moich uszu a smoczyca tylko wysłała mi prześmiewczy uśmiech i także wyszła. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, nad komodą. Moja twarz wyrażała czyste what the hell. Myślałam nad tym co się zdarzyło, lecz żadne logiczne wyjaśnienie nie przychodziło mi do głowy. Zegar mówił mi tylko, że połowa mojej spokojnej godziny minęła. Dang it.
***
Zamieniłam moją niebieską sukienkę i żółty sweterek na piżamę, zmyłam makijaż i związałam włosy. Rzuciłam się na kanapę obok Lisy, która zjadała moje lody karmelowe w swoim nieśmiertelnym dresie. Uderzyłam ją w głowę jeszcze bardziej rozwalając jej kasztanowe włosy i chwyciłam stojące jeszcze w reklamówce lody ciasteczkowe. Otworzyłam je i wbiłam w nie łyżeczkę.
- Oszalała dzisiaj na widok rodzica - powiedziałam. Wuefistka pokręciła głową.
- Niemożliwe - rzuciła wygrzebując końcówkę lodów. 
- Też tak myślałam. Przystojny był, Myślisz, że ona to jedna z tych? - spytałam i odwróciłam się w stronę kobiety. Sięgnęła po wino i zaśmiała się. Wizja smoczycy uganiającej się za młodszym facetem rozbawił i mnie. Oparłam głowę na ramieniu przyjaciółki. Ta zaczęła nalewać trunek i podała mi kieliszek. 

Lewis?

Imagination is the only weapon in the war against reality.

KONTAKT: fennydragneel@gmail.com
Alicija (Alice) Kazankov
29 lat | Kobieta | Antynadnaturalna
Głos: Clare Bowen
Opis: Rodzina Kazankov wyjechała z Rosji w roku 1986 r., małżeństwo Walentin i Tatiana, z dwoma córeczkami: pięcioletnią Leną i dwuletnią Aliciją. Swój nowy dom znaleźli w Stanach Zjednoczonych, tam ułożyli sobie życie. Alicija, rzecz jasna nie pamięta życia w Rosji, lecz zna język rosyjski, parę razy odwiedziła ten kraj i jest dumna ze swojego pochodzenia. Kocha też miejsce, w którym się wychowywała, mały domek na południu stanu Waszyngton. To miejsce także opuściła, chcą się uniezależnić. Swoje kolejne miejsce na ziemi znalazła w San Lizele. Po skończonych studiach zajęła się tym, co najbardziej ją pasjonowało - nauczaniem. Znalazła zatrudnienie w lokalnej szkole podstawowej, ucząc języka angielskiego, udziela także korepetycji z rosyjskiego. Jest przykładowym człowiekiem na właściwym miejscu. Uwielbia dzieci, a one uwielbiają ją. Ze swoimi wychowankami tworzy niezwykle zgrany zespół. Jej otwartość i radość udzielają się wszystkim dookoła niej (chyba, że nie wypije swojej porannej kawy). Jest niesamowicie pozytywną osobą, choć ze względu na swoją postawę, nie jest trawiona przez wszystkich, zdarzały się osoby, które zarzucały jej zakłamanie i fałszywość. Myliły się, Alice ma też swoje słabe strony. Poza szkołą jest niesamowicie roztrzepana i niezorganizowana. Jej domek to jeden wielki chaos, a dwójka pupili z pewnością tego nie ułatwia. Lubi spędzić wieczór z kieliszkiem wina, lecz na szczęście zachowuje umiar. Wyrzuca sobie hipokryzję - nie toleruje chamstwa, ale ma skłonność tak odpowiadać na bezczelność. Jest także mało oszczędna i tylko z powodu własnej głupoty, czasem końce miesiąca musi przeżyć tylko na zupkach chińskich. Wracając do jej życia w szkole, choć cieszy się ogólną sympatią ze strony nauczycieli, z jedną z wuefistek nawiązała szczególną więź - Lisa jest jej jedyną przyjaciółką i potrafią spędzać ze sobą mnóstwo czasu. Typowe singielki przed 30. Osobą, która za to wyraźnie jej nie toleruje, jest pani dyrektor. Niedługo po zatrudnieniu Alice kadra zmieniła się, niestety z niekorzyściami dla niej. Starsza kobieta, rządząca teraz szkołą obawia się, że Alicija chce przejąć jej nowo zdobytą pozycję. Rosjanka nie ma rzecz jasna takich zamiarów, nie kusi jej ta cała papierologia, zwłaszcza, że wie, jakby to u niej wyglądało. 
Oczywiście, pod pozorami zakręconej nauczycielki, kryje się inna, jeszcze bardziej zakręcona postać. Alicija, gdy nie musi sprawdzać dyktand, zazwyczaj znajduje się w swojej piżamie w łóżku, z paczką popcornu, oglądając na swoim rozpadającym się laptopie kolejny serial, anime lub film. Jest wielkim geekiem, czemu daje upust na mediach typu tumblr, tworząc cosplaye (swoją drogą, bardzo dobre) na odwiedzane konwenty. Nie pogardzi też godzinami przy dobrej książce, w głębiach internetu, przeglądając memy na 9gagu czy grając w jakąś nową grę, lub wracając milionowy raz do niekończącego się Skyrima. Jej zainteresowania sprawiają, że ciężko znaleźć jej partnera. Jednak, nauczona mangami shoujo, czeka na tego jedynego. Nie dba zbytnio o zdrowe żywienie, ale próbuje swoich sił w bieganiu, zwłaszcza po tym, gdy dowiedziała się, że jest antynadnaturalną, choć nie jest to ważny element jej życia, jeśli sytuacja tego nie wymaga, pozwala sobie o nim zapomnieć. Jej pozytywne nastawienie do wszystkiego, określa często jej strój - jest fanką kolorowych sukienek, spódnic, zwiewnych koszul, zwłaszcza tych w kwiatowe wzory. Pasuje to zarówno do jej wizerunku ukochanej nauczycielki, jak i delikatnego wyglądu. Jej niebieskie oczy, długie blond włosy i 157 centymetrów wzrostu nadają jej bardzo dziewczęcego wyglądu. I mimo, że jest niska szpilki są jej wrogiem nr 1.

Pupil: Aela i Yuri.

Stosunki:
  • Lisa Senier - bliska przyjaciółka Alice, koleżanka po fachu i częsta towarzyszka w podróżach po klubach.
  • Walentin Kazankov - tata Aliciji, ciepły, starszy człowiek, będący w stanie zrobić wszystko dla swojej rodziny.
  • Tatiana Kazankov - mama kobiety, typowa kura domowa, osoba, po której Alice odziedziczyła swoją pozytywność.
  • Lena Kazankov - typowa starsza siostra, która zdążyła już założyć swoją rodzinę - kobiety nadal łączy szczególna więź, potrafią godzinami rozmawiać przez telefon.


Ciekawostki:
  • Ilość kwiatowych rzeczy w szafie Alicji wynosi 37.
  • Mimo swojej miłości do kwiatów, nie potrafi się nimi zajmować i wszystkie znajdujące się w jej mieszkaniu są sztuczne.
  • Jest fanką szpinaku, uwielbia go w każdej postaci.
  • Ma nietolerancję laktozy.
  • Jej rodzice byli pewni, że urodzi im się chłopiec.
  • Zdarzyło jej się sadzać uczniów zauroczonych sobą w jednej ławce.
  • Uwielbia brać udział w wszelkiego rodzaju zbiórkach i akcjach charytatywnych.
  • Zdarza jej się przybijać piątki przypadkowym ludziom na ulicy.
  • Nienawidzi pomarańczy.
  • Kolekcjonuje ilustrowane książki dla dzieci.
  • Choć ma ładny głos, jest zupełnym beztalenciem jeśli chodzi o instrumenty muzyczne.
  • Lubi muzykę Eda Sheerana.