Pokazywanie postów oznaczonych etykietą William. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą William. Pokaż wszystkie posty

2 cze 2018

Od Williama do Elli

Uśmiechnąłem się leciutko. Zacząłem myśleć nad propozycjami, choć z braku odpoczynku szło mi raczej opornie. Moja głowa wydawała się ciężka, nawet nie mogło do niej dojść, że to już koniec, że już jest dobrze, że już nie miałem czym się martwić. Moje ciało, zmęczone już ciągłym stanem zaalarmowania wydawało się zesztywniałe, jakby zaspałe. Jednak z każdym spojrzeniem na Ellę dochodziło mu trochę sił, tak jak z każdą myślą, że parę sal dalej pielęgniarki opiekowały się jego córeczką. Więc, nie dając po sobie poznać przysunąłem się bliżej łóżka Elli i złapałem jej drobną dłoń pomiędzy swoje, ciepłe ręce.
- Proponuję Telimenę - rzekłem szybko, na co Ella zareagowała prychnięciem i spróbowała wyrwać swoją dłoń.
- Wystarczy, że to dziecko ma nas jako rodziców, nie krzywdź go jeszcze takim imieniem - rzuciła z dezaprobatą. Zacząłem kciukiem robić delikatne wzorki na wierzchu jej ręki, w uspokajającym geście.
- To był tylko żart - mruknąłem, próbując ratować swoją głowę. - I nie sądzę żebyśmy byli aż tacy źli - uśmiechnąłem się lekko, zdradzając, że nawet jeśli słabo, to sam w to wierzyłem. Ella zamilkła na chwilę, patrząc mi w oczy.
- Caleen - rzuciła z pustym wyrazem twarzy. To była moja pora na prychnięcie.
- Co za cholernie głupie imię - rzuciłem oburzony, od razu przypominając sobie Cale’a, ze zdegustowaną miną. Ella wybuchnęła chichotem, dokładnie w momencie gdy pielęgniarka weszła do sali.
- Widzę, że lepiej się pani czuje - powiedziała zadowolona, zwłaszcza gdy zauważyła po części zjedzone śniadanie. - Jak na takiego szkraba, radzi sobie bardzo dobrze. Pomyślałam, że może chcieliby państwo ją zobaczyć - uśmiechnęła się, mimo widocznych cieni pod oczami. Nie chciałem wiedzieć, którą parę już tak odwiedza. Spojrzałem na Ellę, która zawiesiła się na moment, a potem ochoczo pokiwała głową. Pielęgniarka dosłownie na chwilę wyszła z sali - dosłownie po sekundzie przepychała się przez drzwi z wózkiem inwalidzkim. Szybko je wstałem i je przytrzymałem, za co kobieta wysłała mi wdzięczny uśmiech. Pomogliśmy mojej obolałej ukochanej się na niego przesiąść, co wbrew pozorom było bardzo skomplikowane. Przepychaliśmy się przez krzątające się wszędzie pielęgniarki, młode mamy próbujące, nadal w kaczkowaty sposób doczłapać się do łazienki. Słychać było płacz dzieci, przerażające odgłosy porodów oraz głosy młodych ojców informujących przez telefon rodzinę i przyjaciół o przyjściu nowego członka rodziny na świat. Całe to otoczenie wydawało się jak z innego świata. Mój tata, mimo swego rodzaju medycznych uzdolnień oddał patronat nad lekarzami Asklepiosowi. Jednak w tej scenerii, mimo surowego wyglądu szpitalnych korytarzy czaiło się coś ciepłego, coś poetyckiego, co sprawiało, że mogłem wyczuć jednak jego obecność. Zamyślony dreptałem za pielęgniarką, która poprowadziła nas do niewielkiej sali. Po chwili patrzyliśmy z Ellą na małego, tyciego noworodka. Nasza córka wyglądała śmiesznie. Nie widziałem w życiu zbyt wiele dzieci, zwłaszcza takich. Jednak widok takiej bezbronnej kruszynki rozczulił mnie jednak. Cholera, byłem za młody żeby być ojcem! Przeraziły mnie myśli na temat tego, na jak wiele sposobów mogłem skrzywdzić to maleństwo. Od razu zalęgło się też sprzeczne poczucie obowiązku bronienia jej. Przytłoczony wszystkimi tymi uczuciami wypuściłem nerwowy śmiech.
- Rozmiarem rzeczywiście widać, że twoje - zażartowałem nieco łamiącym się szeptem. Ella wpatrywała się w Nią z podobnym przerażeniem. Na mój komentarz nawet nie zareagowała, nie skarciła mnie. Zbyt zdenerwowany by się zamknąć postanowiłem wrócić do tematu imienia.
- Jesteś pewna, że Telimena ci się nie podoba? Moglibyśmy mówić do niej Tilly - położyłem rękę na ramieniu ukochanej. Po chwili jej szczupłe, nieco trzęsące się place dotknęły tej ręki.
- Emma? - zapytała. Pokręciłem głową i dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że nie mogła tego widzieć.
- Coś nie wydaje się pasować. Dorothy? - zapytałem, już bez żartobliwej propozycji.
- Dottie jest ładne ale pełne imię brzmi jak imię starszej pani - Ella mruknęła cicho. Spojrzała na mnie i oczy jej zabłysnęły gwałtownie. - Cathy - powiedziała cicho a ja poczułem, jak idealne wydaje się to imię. Nie wiedziałem, jak to możliwe, ale pasowało perfekcyjne.
- Wygląda mi na Cathy - uśmiechnąłem się do maleństwa za szybką, które poruszyło małymi ale grubiutkimi łapkami. Doszło do mnie ile będę musiał się nauczyć, by pomóc tej kruszynce przejść przez życie, lecz byłem już całkiem zdeterminowany by to zrobić.

16 lut 2018

Od Williama do Elli

Przewróciłem oczyma. Oskarżenia Deana nie pomagały mi w opanowaniu okropnego, emocjonalnego rollercoasteru, który towarzyszył mi od kiedy Ella powiadomiła mnie o ciąży. Nie cieszyła mnie reakcja Deana, czułem się wręcz niekomfortowo z zaistniałym spięciem między nami. Powstrzymałem westchnięcie. Wiedziałem, że to ja muszę rzucić parę ładnych słów, żeby trochę to wszystko załagodzić. Dlatego gdy łowca odsunął się od Elli, nadal rzucając fochające się spojrzenia, podszedłem i położyłem mu rękę na ramieniu.
- Nigdy bym jej nie zostawił. Ona może zapominać o jedzeniu, więc ktoś będzie musiał jej o tym przypominać - zaśmiałem się nerwowo. - Nadal pamiętam o tym co mi powiedziałeś w leśniczówce. A jeśli skrzywdzę tę dwójkę - wskazałem na Ellę. - To masz mnie zabić, rozszarpać i jeszcze spalić - zakończyłem. Z ulgą widziałem, że Dean nie chciał mnie już zamordować. Nadal był wściekły, ale to Dean. Martwiłbym się, gdyby nie był. Oparł dłoń na moim ramieniu, ściskając ją lekko. Potem podniósł obie ręce w poddańczym geście.
- Wiem, że mam raczej luźną pracę, ale zbyt często jej do mnie nie podrzucać, mam zbyt bogate życie towarzyskie - rzucił a cały pokój wybuchnął śmiechem. Nawet kąciki ust Basila uniosły się nieco.
- Spokojnie, nie będziemy jej podrzucać. Sam będziesz błagać o choć moment z nią - wyszczerzyła się Ella. Dean prychnął cicho, wzbudzając zainteresowanie Pepper, która zaczęła skakać wokół niego podekscytowana, przy okazji depcząc Ernesta. Kot już nawet nie próbował wyrażać swojego zirytowania - uznał, że lepiej będzie jak to zignoruje. Podniosłem brwi, rozbawiony.
- Pepper to Ella, Ernest to Basil - rzuciłem bez zastanowienia, komentując niewyraźny wyraz kociego pyszczka. Towarzystwo spojrzało na mnie wątpliwie. Choć w mojej głowie ta myśl miała jakiś sens, po jej wypowiedzeniu była jak najbardziej dziwna. Zrobiłem zakłopotaną minę.
- Jestem zmęczony, pójdę po kawę. Ktoś chce? - zapytałem i Ella podniosła rękę. Rzuciłem jej krytyczne spojrzenie i skupiłem się na Deanie, który mruknął, że też chce i pójdzie mi pomóc. Przeszliśmy parę kroków do kuchni, gdzie wstawiłem wodę, by się ugotowała. Rzuciłem szybkie spojrzenie na szczebiocącą w pokoju Ellę i słuchającego jej z cierpiętniczą miną Basila. Czyli tamto jednak miało sens! Przekierowałem swoje spojrzenie na Deana, patrząc na niego sceptycznie.
- Więc, ja już przynajmniej wiem, gdzie stoimy w naszej relacji. Kiedy ty zaczniesz ogarnianie swojej? - spytałem, wskazując głową wilkołaka. Dean spojrzał na mnie, każąc mi się uciszyć. Oczywiście, nadal tego nie przetrawili. Podniosłem dłonie, mówiąc mu, że zrobię jak chce, ale jego mina nie zmieniła się za bardzo. Chyba w końcu zmusiłem tego mopsa do myślenia. Basil zerkał na niego co jakiś czas, jak przez cały wieczór. Nie wiedziałem dlaczego. Przypominało to zaciekawienie, ale niestety. W przypadku Baza nigdy nie można było być pewnym. Miałem tylko nadzieję, że nie będą potrzebować jakiegoś poważniejszego kopnięcia w tyłek, bo chyba by nas po czymś takim zamordowali. A wolałbym, żeby na urodzinach mojej córeczki jej wujkowie nie patrzyli na siebie spod byka lub uciekali przed sobą. Przespali się ze sobą, nawet jeśli nic z tym nie zrobią, mogliby przynajmniej rozwiązać to napięcie, które jest między nimi. Seksualne, co chyba gorsze. Czy Ella i ja też byliśmy tak nieświadomi? Dean wystawił kubki, co przypomniało mi o gotującej się wodzie. Zdjąłem czajnik i zalałem kawę, nieomalże wylewając wrzątek. Podniosłem kubki i Dean przetarł je od dołu, wziął jeden i odwrócił się w stronę pokoju. Także i ja tam poszedłem, słysząc kolejne chyba z całej serii pytań Elli zapytanie.
- Dobrze, że w watasze jest co raz lepiej. Właśnie. Wy chyba jesteście dość daleko stąd. Gdzie się zatrzymałeś? - zmarszczyła brwi groźnie. Basil wziął kolejnego cukierka.
- Dwie ulice stąd mieszka głucha babcia, której piwnica nie przecieka - rzucił, biorąc winogrono z kiści leżącej w misce na stole i wpychając je do swojej buzi. Wszyscy popatrzyliśmy na niego z niedowierzaniem - ledwo przez to odstawiłem kubek, nie wylewając całej jego zawartości na Ernesta. Padłem na siedzenie i schowałem twarz w dłoniach.
- Baz, na bogów! - jęknąłem zażenowany.
- No co? - wymamrotał przeżuwając kolejne winogrona.
- Nie możesz spać w piwnicy jakiejś babci! - odpowiedziała mu Ella.
- Przynajmniej jest za darmo - mruknął wilkołak. Kobieta pokręciła głową zdecydowanie.
- Nie ma! Szkoda babci i twoich pleców - podsumowała. - U nas nie ma miejsca ale Dean z pewnością pożyczy ci kanapę na tę jedną noc - zdecydowała. Łowca spojrzał na nią z zaskoczeniem i wyrzutem, podczas gdy Baz zakrztusił się nieco winogronem.
- Ja? - spytał z niedowierzaniem i jęknął gdy stópka Elli w puchatych kapciuszkach sięgnęła jego kostki.
- Tak, nie będzie problemu - stwierdził, łapiąc się za bolące miejsce.
- I tak niedługo będę wracać, nawet nie warto - rzucił Basil, wywołując kolejne jęknięcie z mojej strony.
- Bogowie, po prostu rozwiążcie to co macie do rozwiązania i przestańcie biegać w kółko jak matoły! - rzuciłem, podirytowany. Chyba poważnie byłem zmęczony.
- Williamie, to chyba ja powinnam mieć huśtawki nastrojów, a nie ty - Ella spojrzała na mnie poważnie. Ja za to popatrzyłem na tamtą dwójkę, patrzących na mnie z przerażeniem w oczach. Oho, teraz sobie zdali sprawę, że będą musieli POROZMAWIAĆ. BRAWO! Basil spojrzał tylko na Deana i pokiwał głową, dziękując mu cicho. W końcu. Ella uśmiechnęła się triumfalnie. Wymieniliśmy się spojrzeniami, przybijając sobie mentalną piątkę. Niedługo potem wykopaliśmy tamtą dwójkę za drzwi, marząc już tylko o odpoczynku. Zmywałem naczynia, gdy Ella siedziała na blacie, rozmawiając ze mną.
- Byłem pewien, że piżamka bardziej spodoba się Deanowi, ale nie wiem czy widziałaś jak Basilowi zaświeciły się oczy gdy ją zobaczył - uśmiechnąłem się, opłukując kubek. Telefon Elli zawibrował, oznajmiając jej o przyjściu nowego smsa. Odczytała go, po chwili wydając z siebie okrzyk radości, który szybko został stłumiony przez krzyk pani Martins z góry.
- Co? - spojrzałem na nią, marszcząc brwi.
- Basil mówi, że jeszcze wpadnie. Jak już został u Deana, to stwierdził, że zostanie na parę dni więcej - uśmiechnęła się chytrze.
- Myślisz, że porozmawiali? - przekrzywiłem łepek.
- Gdyby tego nie zrobili Basil zwiałby już po kilku minutach. Dean musiał zacząć już w samochodzie - podsumowała profesjonalnie. Uśmiechnąłem się szeroko. To będzie bardzo ciekawe. Też okropne. Ale i ciekawe.

Ella?

9 sty 2018

Od Williama do Elli

Zakrztusiłem się kawałkiem pizzy, który aktualnie przeżuwałem. Przez dobrą minutę nie mogłem opanować kaszlu, od którego załzawiły mi się oczy.
- W ciąży? - wychrypiałem zaskoczony. Serce waliło mi tak, że wydawało się, że chciało mi wyskoczyć z piersi. Ella popatrzyła tylko na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
- Czemu płaczesz? Ja tu powinnam płakać, raczej przez moje ciało będzie się przeciskać prawie trzykilowe coś - mruknęła biorąc do ust kolejną frytkę. Uh. Nic dziwnego, że dzwoniła z obietnicą zamordowania mnie.
- Wow - mruknąłem mało inteligentnie. Prawdopodobnie na mojej twarzy można było dokładnie zobaczyć proces przetwarzania, który dział się w mojej głowie. - Z tego powodu byłaś u lekarza? - zadałem pierwsze z wielu tłoczących się pytań. Ella pokiwała głową.
- Okres mi się spóźniał - kobieta wstała i zaczęła z zapałem przeszukiwać lodówkę. Wyjęła z niego butelkę piwa, więc ja szybko wstałem i wyjąłem je z jej ręki. Popatrzyła na mnie nieprzytomnie.
- O. No tak - zmarszczyła lekko nosek i wyciągnęła butelkę dietetycznej pepsi. Odstawiłem trunek na miejsce. Oparłem się o blat, myśląc nad kolejnym pytaniem.
- I chcesz je urodzić? - poprawiłem odruchowo okulary. Kobieta napchała sobie pełną buzię frytek, zanim odpowiedziała.
- Uhhh,  to zależy od ciebie. Stać cię na utrzymanie dwójki dorosłych, dziecka, psa i kota? - zacisnąłem szczękę i pokiwałem niepewnie głową.
- Będziemy albo najgorszymi albo najlepszymi rodzicami na świecie - dodała jeszcze kobieta. Ugryzłem się w język. Smutne było to, jak bardzo prawdziwa była jej wypowiedź. Pokiwałem głową.
- I to z pewnością moje? - zadałem pytanie, za które oberwałem jej krótką nogą w kostkę. Obdarzyła mnie morderczym spojrzeniem więc podniosłem ręce do góry w poddańczym geście.
- Okej, okej, no już, pytania nie było - westchnąłem, nieco pewniejszy siebie. Bogowie, ja ojcem? Nikt by się tego nie spodziewał. No, może jedna osoba. Wyjaśnia to rozwścieczoną wiadomość od Apolla z zeszłego tygodnia. Odepchnąłem się od blatu i podszedłem do kobiety wyciągając do niej rękę.  Spojrzała na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
- Jem - rzuciła tylko. Przewróciłem oczyma i ponagliłem ją nieco. Z westchnieniem złapała moją dłoń i wstała. Przytuliłem ją mocno, wtulając twarz w jej włosy. Czułem jak zaciska ramiona wokół mnie. Staliśmy, oboje raczej myśląc o tym wszystkim. To było jednak dużo.
- To będzie ciężkie - zaśmiałem się lekko. Ella, która zapomina karmić siebie jak pracuje, ja, wiecznie przestraszony i te wszystkie potworne stworzenia, które ściągamy. - Ale to kolejna rzecz, z którą sobie poradzimy - stwierdziłem cicho, ściskając ją nieco mocniej, dla zapewnienia.
- Oby. Masz nie zwiać, bo cię znajdę - odsunęła się nieco a ja przekrzywiłem głowę, uśmiechając się lekko.
- Jeszcze półtora roku temu się ciebie bałem. Już pamiętam dlaczego. Czasami jesteś cholernie przerażająca - zaśmiałem się, za co dostałem po głowie. Przyciągnąłem niziutką kobietę znów do siebie, całując ją delikatnie. Mógłbym paplać, że był on swego rodzaju obietnicą, ale to prawdopodobnie bez sensu. I cliché. Gdy odsunąłem się Ella miała zdenerwowany wyraz twarzy. Spojrzałem na nią pytająco.
- Wszystko utrudniasz! - warknęła zdenerwowana. - Teraz muszę powiedzieć ci o mojej pracy - westchnęła głęboko. Byłem skonfundowany.
- ... Jesteś programistką - stwierdziłem oczywiste. Zacisnęła usta, rozważając swoje następne słowa.
- Taaaaa - zaczęła. - Taką nie do końca legalną - dorzuciła a moja twarz straciła wyraz.
- ... Jesteś hakerką - powiedziałem, nie do końca zaskoczony. To jednak było w jej stylu. Pokiwała głową.
- Szczegóły ci wyjaśnię. Kiedyś. Ale musisz się z tym liczyć, że moje otoczenie nie jest do końca bezpieczne - powiedziała a ja prychnąłem.
- Na jednym z naszych pierwszych wypadów na miasto zaatakowała nas jakaś grecka stwora. Ostatnio stawiliśmy się całej watasze wilkołaków. Przyzwyczaiłem się - podsumowałem sceptycznie. Klepnęła mnie w ramię.
- Mówię poważnie. To ryzykowna praca. Wiąże się z ucieczkami, zagrożeniem, ukrywaniem się - zaczęła wyliczać. Serce mi się ścisnęło. Nie pocieszała mnie, a już dużo dzisiaj zostało powiedziane. Ale cóż mogłem zrobić.
- Ja też mówię poważnie. Po informacji, że będziemy mieć dziecko nic mnie już nie przerazi - stwierdziłem tonem nieznoszącym sprzeciwu. Ella pokręciła tylko głową, zirytowana.
- Nie sposób się ciebie pozbyć - rzuciła a ja wzruszyłem ramionami i pociągnąłem ją na kanapę. Usiedliśmy na niej, przytuleni. Lubię się kleić, co poradzę.
- Na jutro nic nie masz? Pojedziemy do ciebie i zaczniemy pakować i przewozić twoje rzeczy - zaproponowałem, bawiąc się jej dłonią. Spojrzała na mnie, z zastanowieniem w oczach.
- Mam się do ciebie wprowadzić? - spytała a ja zmarszczyłem brwi.
- Uhmm, tak? To byłoby raczej logiczne - powiedziałem. - Będziesz miała tego sierściucha całego dla siebie - zażartowałem, wskazując na śpiącego w misce Ernesta. Skąd się tam wzięła ta miska?
- Tamto mieszkanie i tak musi zostać. Będę tam pracować. A poza tym to masz rację, to logiczne - odpowiedziała. Z pewnością przekonała ją obecność kocura. Nie wiedziałem tylko jak zwierzak przeżyje obecność żywej i wszędobylskiej Pepper. Cóż, to była okazja żeby się przekonać. Spojrzałem na Ellę, która oparła głowę na moim ramieniu. Miała zamknięte oczy i chyba drzemała. To da się tak zasnąć w minutę? Czy to właściwość ciężarnych kobiet? Uśmiechnąłem się sam do siebie. Ciężarna Ella. Ciekawe. Przycisnąłem całusa na czubku jej głowy i też się wygodnie ułożyłem. Mi nie udało się zasnąć. Zbyt dużo myśli krążyło po mojej głowie. Nadal byłem przerażony perspektywą posiadania dziecka. Jedyne stworzenie jakim do tej pory się opiekowałem był kot. A mimo, że byłem przekonany, że ją kocham, nie znaliśmy się zbyt długo. Ryzykowaliśmy. I jedno było pewne. Czekałem aż Dean i Basil mnie zamordują.
***
Moje spojrzenie wędrowało między Ellą jedzącą makaron ze szpinakiem i dżemem jagodowym, piszczącą Pepper, którą po raz pierwszy wprowadziłem do mojego mieszkania i spoglądającego na nią z niechęcią i wyższością Ernesta leżącego na górze pudeł. Na co ja się zgodziłem?
***
Chodziliśmy alejkami supermarketu, robiąc zwykłe zapasy. Tego wieczoru zaprosiliśmy do siebie Deana i Basila. Oczywiście, nie mówiąc im o tym, że drugi będzie. Postanowiliśmy, że muszą w końcu zacząć żyć w zgodzie. Zwłaszcza, że zostają wujkami. O tym też musimy im powiedzieć. Ella stwierdziła, że żeby łatwiej poszło przygotuje lazanię i tatara, ich ulubione dania. Zgadywałem, że i tak to ja skończę w kuchni. Zagapiłem się i wprowadziłem wózek w następną alejkę, nie patrząc co w niej jest. Po sekundzie dopiero zorientowałem się, że byłem w dziale dziecięcym. Mój wzrok padł na dziecięce ubranka. Usłyszałem za sobą lekkie kroki Elli. Odkaszlnęła, żeby zwrócić na siebie uwagę.
- To jest tak bardzo nie w naszym stylu - rzuciła rozbawiona. Uśmiechnąłem się lekko, przytakując. Nie mogłem jednak oderwać wzroku od ubranek. 
- Są takie urocze - zaśmiałem się, wskazując na śpioszki w jednorożce. Ramiona Elli owinęły mnie w talii, gdy ta przytuliła się do moich pleców.
- Urocze - potwierdziła. Spojrzałem na metkę tych śpioszków. Mówiła, że są one dla dzieci w wieku od 0-3 miesięcy. Chyba uszło. Wrzuciłem to do koszyka a Ella zaśmiała się.
- Poważnie? - spytała, zaglądając tam zza mojego ramienia. Wzruszyłem ramionami uśmiechnięty.
- Kiedyś i tak będziemy musieli zacząć to wszystko kupować. A tak nie będziemy musieli mówić chłopakom. Możemy im pokazać - stwierdziłem i popchnąłem dalej wózek.

Ella? Musiałam ten fluff. <3

6 lis 2017

Od Williama do Elli

Dean próbował zamaskować jeszcze mój zapach kiedy usłyszeliśmy dzwonek telefonu a następnie   nerwowe "na miejsca" od Deana. Shit, zaczynało się. Kompletnie i pod żadnym pozorem nie byłem na to gotowy. Zacisnąłem dłonie na broni. Dean uparł się, że wciśnie mi maczetę. Nie było to dla mnie komfortowe - zupełnie inaczej trzymało się to w dłoni niż mój sztylet. Prawdopodobnie nie minie zbyt długo, gdy porzucę to coś na rzecz mojego zwykłego wyboru. Ustawiłem się w pozycji, którą już wcześniej ustalił mi Dean - byłem na klatce schodowej. Odliczałem sekundy, pęknięcia w podłodze, granaty przy pasku (taaak) czekając tylko na coś więcej. Serce mi stanęło, gdy usłyszałem podjeżdżający samochód a po minucie lub dwóch kolejny a także zduszony krzyk Elli. Główne drzwi otworzyły się z hukiem i weszła do środka szamotająca się dziewczyna i ktoś prowadzący ją. Czułem gulę w gardle, wiedząc, że pozwalam, żeby ktoś ją ranił. Próbowałem się przekonywać, że to dla jej dobra. Chatkę wypełniały kolejne osoby. To się nie mogło potoczyć dobre.
- Basil, skurwysynie, wyłaź - rozległ się męski, mało charakterystyczny głos. - Mam twoją siostrę, dopóki będziesz grzeczny nic się nie stanie - dodał, plując wręcz jadem. Miałem nadzieję, że Basil zagra według planu.
- Jakby mi na niej zależało - rozległ się głos mężczyzny z drugiego końca pomieszczenia, a następnie bieg. Od razu parę osób się rzuciło w tamtym kierunku. Gdy przebiegli do kuchni rozległ się wybuch, który prawdopodobnie rozszarpał ich ciała na kawałeczki. Wtedy wszystko się rozpoczęło. Ujawniając się, rzuciłem kolejne dwa granaty w grupkę na dole, przy wejściu, oczywiście po upewnieniu się, że nie zagrażały one Elli, która najprawdopodobniej zdążyła się już uwolnić z uwięzienia tamtego mężczyzny, bo słychać już było upadające ciała. Tak samo Dean, który ukrywał w się w najbardziej odsuniętym od wejścia pomieszczeniu, gdy zbiegłem na dół, kątem oka mogłem zobaczyć go w akcji. Uniosłem ostrze, by zadać pierwszy cios wilkowi, który właśnie rzucał mi się do gardła. Wtedy usłyszałem kolejny krzyk El i po prostu uniknąłem wroga. Spojrzałem na El, która, właśnie odrzuciła truchło wilka. Jej ręka krwawiła, i to dosyć potężnie. Zacząłem torować się w jej stronę. Z przerażeniem obserwowałem, jak mimo rany dalej wymachiwała dłonią.
- Ella! - krzyknąłem i złapałem jej rękę. Nie chciałem, żeby mnie zamordowała, nie? Czytając z jej miny, widziałem, że nie była zbyt zadowolona. Skupiłem się jednak na wyleczeniu jej jak najszybciej. Słyszałem, jak przeklinała pod nosem, najprawdopodobniej broniąc mnie od wilkołaków, lecz musiałem to naprawić, zanim kompletnie straciłaby rękę, co wyglądało na możliwe. Z ulgą patrzyłem, jak tkanka regeneruje się pod wpływem mojej magii. Jednocześnie drugą ręką próbowałem odpierać ataki, które nadchodziły z boku i od tyłu. Było ich tak wielu! Nie wiedziałem ile czasu minęło, na tej cholernej, krwawej jatce w pewnym momencie, wszystko... Po prostu ucichło. Widać, że nie zaskoczyło to tylko mnie. Wszystkie spojrzenia skierowały się na środek pomieszczenia, gdzie Basil stał w wilczej formie nad ciałem dużego, białego wilka. Czy to oznaczało, że udało mu się zabić alfę? Potoczył groźnym spojrzeniem po wszystkich. Nie wiedziałem jak on im to przekazał, ale wszyscy zaczęli powoli się wycofywać. Staliśmy tam, nie pewni co zrobić. Teoretycznie powinniśmy się cieszyć, ale trudno się ściskać w radości z krwią rozbryzganą wszędzie. Dean po prostu usiadł na podłodze, chyba nawet tyłkiem gniotąc jakieś flaki i schował twarz w dłoniach. Korzystając z tego, że trzymałem Ellę za rękę, przyciągnąłem ją lekko do siebie, tylko trochę ją obejmując. Jej spojrzenie było całkowicie skierowane na Basila. Także na niego spojrzałem - był już w ludzkiej wersji ale mimo tego, że dopiero odniósł zwycięstwo, wyglądał jakby poniósł największą możliwą porażkę. Nie wiedziałem co działo się w jego głowie, chciałem coś powiedzieć, lecz wszystkie słowa wydawały się nietrafne. Ze zdziwieniem obserwowałem jak Dean po prostu wstał i do niego podszedł. Oparł mu dłoń na ramieniu, którą chłopiec niechętnie zrzucił. Wybiegł z pomieszczenia, zostawiając nas, nadal pozostających tam w ciszy.

Ella? I co teraz, i co teraz?

15 wrz 2017

Od Williama do Elli

- Dean! Mopsie! Gdzie mam to położyć? - krzyknąłem do mężczyzny. Trzymałem w ramionach dziwne, metalowe pudło. Patrząc na cały zgromadzony już arsenał mężczyzny nie chciałem dowiadywać się co jest w środku, najprawdopodobniej jakieś wymyślne granaty. Dean po cichu licząc coś wskazał mi miejsce, w którym ustawiłem pudło. Poczekałem aż skończy matematykę.
- Czy to wszystko rzeczywiście jest potrzebne? - zapytałem, wskazując na całą broń.
- Jeśli chcesz przeżyć, to tak. Twój mały sztylecik nie zatrzyma całej watahy wilkołaków - mruknął a ja pokiwałem głową. Rozejrzałem się znów po tym małym miejscu. Był to niewielki domek, z dala od innych zabudowań. Dość mądre, jeśli miałby wylecieć w powietrze, to przynajmniej oszczędzimy cywilów.
- Jak ty to znalazłeś? - spytałem znów a Dean tylko na mnie spojrzał. Znałem to spojrzenie. Tak samo na mnie zerkał gdy spytałem jak domyślił się, że jestem półbogiem. Sekrety łowcy. Okej, okej, łapię. Mały naiwny Willie nie powinien znać takich ogroomnych tajemnic. Zabrałem się za wypakowywanie jednego z bezpieczniejszych pudeł. Gdy my przygotowywaliśmy miejsce Ella pracowała a Basil siedział w jej mieszkaniu. Trudno mi powiedzieć coś na temat tego chłopaka. Nie był w nawet w ćwierci tak sympatyczny jak jego siostra. Przez większość czasu chciało mu się przyłożyć w twarz. Ale jednak chciałem mu pomóc. Prawdopodobnie jestem masochistą, reszta też, skoro się na to zgodziła. Ale mając przed oczyma Ellę, wtedy w tamtej dziurze, tuż przed pojawieniem się Cale'a... Nie pozwolę, żeby to się znów powtórzyło.
- Co sądzisz o tym wszystkim? - spytałem go. Został pominięty w procesie planowania tego wszystkiego, więc chciałem się dowiedzieć co siedzi w jego głowie.
- A co mam sądzić? - spojrzał na mnie z przekrzywioną głową.
- Ogólnie. Czy jesteś zły za tą całą akcję? - zapytałem a Dean się zaśmiał.
- Trochę byłem na początku. Ale taka moja praca - uśmiechnął się do mnie.
- Myślisz, że nam się uda, panie profesjonalisto? - odpowiedziałem uśmiechem.
- Co ty. Wszyscy zginiemy. Jak nie chcesz umrzeć jako prawiczek to lepiej wracaj do mieszkania Elli - zażartował a ja poczułem jak moje policzki zrobiły się czerwone. Dean wiedział, że rozwiązaliśmy nasze problemy z Ellą, ale nie wiedział w jaki sposób. Widząc moją reakcję przystanął na chwilę.
- Czy wy...? NIE GADAJ? JUŻ? KIEDY? - spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami. Przyłożyłem dłoń do twarzy. Już nawet czubki moich uszu były czerwone. Tamto nadal było dla mnie jedno wielką abstrakcją.
- Wow - podsumował jednym słowem i potargał moje włosy. - Jestem z ciebie dumny stary. Ale jak ją skrzywdzisz to cię zamorduję - powiedział poważnie.
- Ona zrobi to pierwsza - skwitowałem. Dean wzruszył ramionami z uśmiechem. Drzwi po chwili się otworzyły a my staliśmy w pełnej gotowości. Do środka wmaszerowała Ella z Basilem tuptającym u jej boku.
- Czy wy oszaleliście? - spytałem. - Ktoś mógł was zobaczyć i cały plan pójdzie się ciućkać! - krzyknąłem a Ella tylko pacnęła mnie po głowie.
- Skończyłam pracę, odespałam, nudziło mi się. Jego wrzuciłam do bagażnika - powiedziała i wnioskując po minie Basila nie wiedziałem czy nie mówiła poważnie. Dean spojrzał tylko na nich zmęczony.
- Widzę, że nieźle się tutaj urządzacie - powiedział Basil. Ella podała nam reklamówkę z dwoma butelkami wody i dwoma preclami. Wziąłem ją z wdzięcznością, jeden z zestawów podając Deanowi. Usiedliśmy wszyscy na pustych już pudłach.
- Jak skończymy przerwę pomagacie nam wszystko ustawiać. Żaden z napastników nie przeżyje jak skończymy - uśmiechnął się paskudnie mężczyzna. - Została tylko jedna kwestia do przedyskutowania. Coś rodem ze Scooby Doo. Przynęta - westchnął, przetaczając wzrokiem po obecnych. Wszyscy siedzieliśmy cicho przez chwilę.
- To chyba oczywiste. Najlepsza będzie Ella. Jest mała i sprytna - mruknął Basil, a ja już po sekundzie stałem przed nim trzymając w pięści jego koszulkę.
- Jak chcesz zatrzymać całe żebra, lepiej nie pieprz takich głupot - wysyczałem z nienawiścią w głosie. Nie dam skrzywdzić Elli. Nie wystawię jej na niebezpieczeństwo. I tak już za bardzo się poświęca.
- Will. Puść go i siadaj - usłyszałem głos kobiety zza moich pleców. Brzmiał przerażająco. Obejrzałem się. Kobieta stała za mną z miną mówiącą, żeby uciekać.
- Cazzo di puttane! Pensi che non posso farlo io stesso. Il cazzo suo cazzo di cazzo ti porterebbe a cazzo nel tuo cazzo cazzo! - zbulwersowała się. Miny Deana i Basila mówiły tylko jedno. To nie było zbyt grzeczne.

Ella? Will już się boi, możesz nim pomiatać.

13 sie 2017

Od Williama do Elli

Popatrzyłem na kobietę przede mną. To wszystko. Jak ona to robiła? Jak sprawiała, że czułem te wszystkie nieznane mi wcześniej emocje? Cholera. To brzmi jak kwestia z nędznego romansu, ale kobieta otwierała mi oczy. Nie mówię tylko o emocjach takich jak zakochanie czy pożądanie. Wydawało się to być o wiele bardziej złożone. Słuchałem jej historii i chciałem ją chronić. Przed całym światem, który ją zranił i może zrobić to znów. Trzymać ją na moich kolanach cały ten czas, nie spuszczać z niej oka, trzymać ją blisko jak nikogo nigdy. I czułem też przerażenie. Co, jeśli zrobię coś, przed czym chcę ją zranić? Co jeśli zrobię coś nie tak, co jeśli złamę jej serce? Przecież nie mam zielonego pojęcia o miłości. Wszystko mogę spieprzyć, mam niestety co do tego skłonności. Samo myślenie o tym mnie przytłaczało. Przytłaczało mnie to, że ona miała dokładnie takie same myśli. Że ona też obawiała się, że nie jest kobietą dla mnie. Co jeśli ma rację? Co jeśli nasza relacja to po prostu kpina losu z naszej dwójki? Próba, która ma nas złamać. Bo tak z pewnością bym się czuł, gdyby cokolwiek odebrało mi Ellę. To okropnie dziecinne ale wierzę w pokrewne dusze - "soulmate". I chciałbym, żeby Ella była moją. Oh bogowie, na sto procent jestem bohaterem wypocin jakiejś niewyżytej nastolatki, bo to wszystko jest zbyt cliche. Przeczesałem palcami włosy Elli. Oparłem brodę o jej głowę i zacząłem wdychać jej zapach. Nie pachniała niczym szczególnym, był to po prostu zapach mydła, ale uspokajał mnie na tyle, że westchnąłem.
- Moja kolej - powiedziałem a El spojrzała na mnie tymi ogromnymi brązowymi oczami. Były pełne wyrazu, ale to nie było coś, co mogłem łatwo odczytać. Co ona widziała? Co ona widziała we mnie, że pozwoliła mi się tak do niej zbliżyć? Dlaczego nie widziała tylko popsutej osoby, jaką w rzeczywistości jestem?
- Ale nie możesz na mnie patrzeć - rzuciłem zanim zdążyłem się pohamować. Ella przekrzywiła tylko głowę nic nie mówiąc i dała mi kolejnego buziaka w policzek i odwróciła się do mnie plecami.
- Możesz usiąść na podłodze? - spytałem. - Mam pewien pomysł - wyszeptałem jej do ucha a ona posłusznie zsunęła się na podłogę tuż przy kanapie. Mam wrażenie, że ten szept sprawił, że pomyślała o czymś dziwnym. Nevermind. Zacząłem lekko przeczesywać palcami jej czarne włosy. Były miękkie, ale nie tak bardzo jak wyglądają. Bawiłem się kosmykami, przerzucając jeden za drugim. Wytężyłem pamięć, próbując sobie przypomnieć jak robiło się warkocza. Eksperymentowałem, aż w końcu odkryłem jak to wyglądało. Tak więc zaplatałem jej warkocza i odkaszlnąłem.
- Ojca już poznałaś, nie zrobił zbyt dobrego pierwszego wrażenia, ale przyrzekam, że ja też nie mam z nim zbyt wiele wspólnego - wyrzuciłem z siebie na jednym wydechu. - Pierwszy raz jak przyszłaś do mojego mieszkania... Zauważyłaś mój tik nerwowy. Zwróciłaś uwagę, że znowu robię to dziwne coś z palcami. Nie mogłem się powstrzymać, przerażała mnie twoja obecność - przełknąłem nerwowo ślinę.
- Nie twoja, jako twoja, ale twoja jako kobiety. Dlatego tak zareagowałem gdy weszłaś do tamtej kawiarni. Cholernie boję się kobiet - poczułem jak Ella wierciła się między moimi nogami. - I wiem, że to idiotyczny lęk. Ale nikogo nie boję się tak jak mojej matki. Była dla mnie głównym wzorem takiej typowej kobiety, jak to matka. A jeśli typowy wzór kobiety non-stop Cię bije, różnymi narzędziami, głodzi i znęca się nad tobą psychicznie, to na serio można nabrać urazu do tej płci - przymknąłem oczami na ślepo gładząc włosy kobiety.
- Nienawidziła mnie. Według niej byłem powodem, dla którego Apollo odszedł. Z jednej strony przypominałem jej o tym co straciła. Z drugiej strony byłem jedyną tego pozostałością, i nie mogła mnie opuścić. Mało logiczne. Ale tak to wyglądało przez osiemnaście cholernych lat - palce zacisnęły mi się mimowolnie ciągnąc za pukle włosów Elli. - Przepraszam - jęknąłem.
- To okej - odpowiedziało moje słońce cicho.
- Wracając... Wtedy pojawił się tata. Po tylu latach modlitw zjawił się dopiero wtedy. Pomógł mi wyrwać się z rąk matki. Straciła wtedy zmysły, prawie wydrapała mi oko, cudem nie został po tym ślad - westchnąłem. - Podróżowałem. Byłem w Stanach Zjednoczonych, w obozie herosów. Pierwszy raz nie byłem sam. W sensie nie byłem jedyną taką osobą. Ale dalej byłem samotny. Poza krótkimi znajomościami, nie wiedziałem jak zbliżyć się do kogoś. Dlatego internet mi pomógł. Nie czułem, jak bardzo przywiązuję się do osób, które jednak istniały gdzieś poza ekranem komputera. Były to dla mnie głównie zwykłe pseudonimy na forum, mimo tych godzin rozmów. Potem zaszło to na tyle daleko, że nie mogłem się wycofać. Nie wiem jak ty to zrobiłaś. Nie wiem jak to możliwe, że siedzę tu teraz przy tobie i nie drżę ze strachu. Rzuciłaś na mnie jakiś urok, panno Lopez - nachyliłem się ostatnią część szepcąc jej do ucha. Kobieta zadrżała pod wpływem mojego głosu. Odchyliła głowę, chyba niespecjalnie eksponując swoją szyję. Stwierdzając, że tyle na dziś wystarczy smutków, pociągnąłem ją za niechlujnie zrobiony warkocz, tak, że miałem jeszcze lepszy dostęp do jej skóry. Dmuchnąłem na nią a następnie szybko pocałowałem.
- Dzisiaj zrobimy to na kanapie - warknąłem biorąc przygryzając lekko miejsce, które dopiero co pocałowałem. Przyda nam się chwila rozrywki.

Ella? Błagam, wymyśl ty ten plan bo Willowi to najwyraźniej tylko jedno w głowie.

15 lip 2017

Od Williama do Elli

Obudziłem się cały obolały. Chwilę zajęło mi oprzytomnienie, choć, nie do końca. Brak snu dawał mi w kość. Spałem może jakieś dwie godziny? Gdy udało nam się znaleźć Basila i przewieźliśmy go do Elli, nie mogłem spać, martwiąc się. Wszystko to było strasznie zagmatwane, i jeszcze nie do końca wiedziałem co z tym wszystkim zrobić. Spojrzałem na telefon. Była dziewiąta. Powoli wstałem i zebrałem się do kupy. Zasnąłem wczoraj w ubraniu, które nie było w najlepszym stanie. Doskonale wiedziałem, co zamierzam zrobić.
***
Po półgodziny dobijałem się już do drzwi Elli. Po chwili się otworzyły, ale to nie ona w nich stała. Basil stał naprzeciwko mnie i spoglądał na mnie niechętnie.
- Powinieneś leżeć - warknąłem, niekontrolowanie. Zmarszczył brwi. 
- Ella jeszcze śpi - powiedział, jego głos brzmiał trochę lepiej niż wczoraj. Tak też chyba wyglądał, choć nadal trzeba go było doprowadzić do porządku. 
- To dobrze, też miała odpoczywać - stwierdziłem i spojrzałem na niego zmęczony. - Wpuść mnie - powiedziałem, a mężczyzna, niechętnie ale odsunął się tak, że mogłem przejść. Przeszedłem w stronę jego prowizorycznego posłania. Postawiłem torbę, którą zabrałem ze sobą i wskazałem żeby usiadł. 
- Brałeś coś przeciwbólowego? - spytałem a Basil zaśmiał się tylko szorstko.
- Nie - odpowiedział a ja pokiwałem głową.
- To dobrze - spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Żartujesz sobie? - pozwoliłem sobie zignorować te pytanie i zacząłem grzebać w rzeczach, które przyniosłem. Wyciągnąłem małe pudełeczko, które zawierało zestaw strzykawek i małą buteleczkę. Precyzyjnie odmierzyłem lek w jednej z nich. Basil patrzył się na mnie jak na wariata. 
- Poważnie? - spytał a ja westchnąłem. 
- Nawet nie wiesz, co potrafi zrobić twoja siostra. Uznałem, że mogą się przydać - wzruszyłem ramionami i odkaziłem dokładnie miejsce wkłucia. Już chciałem się za to zabierać, gdy Basil mnie powstrzymał.
- Czy to konieczne? - nie wierzyłem własnym oczom. Wyraz jego twarzy mówił mi jedno.
- Nie mów, że boisz się igieł - zaśmiałem się. Jego grymas skutecznie mnie uciszył. Wyciągnął tylko rękę, bym mógł się w nią wkłuć. Zrobiłem to ostrożnie. Mężczyzna zaciskał pięść tak, że palce mu zbielały. Zrobił się blady, a ja wyciągnąłem igłę. 
- Niedługo zacznie działać - powiedziałem, zastanawiając się, czy miałem gdzieś naklejkę "dzielny pacjent". 
- To zazwyczaj robisz? Reperujesz ludzi? - spytał a ja pokiwałem głową.
- Poniekąd. Tata mnie całkiem nieźle ustawił, mam co do tego predyspozycje - odpowiedziałem wyjmując kolejne narzędzia. - Teraz może być Ci ciężko - wymamrotałem przygotowując nić i igłę chirurgiczną. Słyszałem, jak mężczyzna przełknął nerwowo ślinę. Odwrócił wzrok a ja go lekko ukułem. 
- Bolało? - zadałem pytanie. Spojrzał ponownie na mnie.
- Ale co? - odpowiedział pytaniem a ja się uśmiechnąłem.
- Eureka, działa! - zaśmiałem się a on spojrzał na mnie jak na wariata i znów się odwrócił. Zacząłem powoli odwijać wczorajszy opatrunek. Mimo wczorajszego przeczyszczenia rany, ta nadal wyglądała paskudnie. Widać było, że dużo jeszcze będzie przy niej roboty. Zrobiłem wszystko co w mojej mocy by jeszcze porządniej ją oczyścić, ze wszystkiego co możliwe. Zacząłem powoli zakładanie szwów, kawałek po kawałku, tak by załatać jak największą część, w najbardziej logiczny sposób. Nie mogę powiedzieć, żeby była to jakaś super interesująca czynność. Prędzej powiedziałbym, że żmudna. Zdarzało się, że Basil, chyba z nudów, przerywał ciszę, lecz skupienie nie pozwalało mi na zbyt skomplikowane odpowiedzi. Wręcz odetchnąłem z ulgi, gdy ucinałem nić, po skończeniu tego cholerstwa. Jak najostrożniej zabezpieczyłem szwy i nałożyłem kolejny opatrunek.
- Okej, pokaż mi teraz żebra - mruknąłem, a Basil spojrzał na mnie nieufnie. Zirytowało mnie to.
- Właśnie poświęciłem w cholerę dużo czasu na łatanie twojego ramienia, jak wolisz latać z połamanym żebrem niż dać mi się za to zabrać to droga wolna - wysyczałem, a mężczyzna zrobił co mu kazałem.
- Nie jestem profesjonalnym medykiem, ale reperowałem już ludzi - zabrałem się do oglądania wybrzuszenia. Piękne to nie było, ale szybsze i łatwiejsze niż szwy na ramieniu. 
- Tam znieczulenie nie sięga, więc możesz chcieć coś zagryźć - Basil westchnął i zrobił co mu poradziłem.
- Postaram się zrobić to szybko - zacząłem modlić się do ojca szybko nastawiłem kość. Zduszony poduszką krzyk był natychmiastową reakcją. 
- Nie ruszaj się! - poleciłem i szybko położyłem dłoń w miejscu pęknięcia i wróciłem do modlitw. Bogowie zrobili resztę, po chwili wyglądało to już całkiem stabilnie. 
- Okej, połóż się teraz - powiedziałem, i nie musiałem go długo namawiać. Po chwili leżał, ciężko dysząc. Zabrałem się za mini otarcia i siniaki, przy tym co zrobiłem do tej pory był to pikuś. W pewnym momencie poczułem jednak, że zaczyna to się odbijać na mnie. Basil wyglądał już względnie dobrze, więc pozwoliłem sobie przestać. W tym momencie przyszła zaspana jeszcze Ella.
- Czemu mordujecie się w moim mieszkaniu z samego rana? - spytała nieprzytomnie. Uśmiechnąłem się do niej i powstrzymałem chęć wstania i przytulenia jej. W końcu, jej brat zwijał się z bólu na  podłodze obok mnie. Ziewnęła i potarła głowę mrużąc oczy.
- Mam coś zrobić? - spytała, a ja pokręciłem głową. 
- Zmykaj pod prysznic, wszystko pod kontrolą - powiedziałem i wstałem. Wziąłem jeszcze parę rzeczy z magicznej torby i poszedłem do kuchni. Zacząłem niedbale odmierzać proporcje i wszystko powoli lądowało w garnku. Wyszedł z tego mało apetycznie wyglądający napar. Przynajmniej dobrze działa. Nalałem tego trzy kubki, czwarty trzymając w pobliżu gdyby pojawił się Dean. Zupełnie jakbym magicznie go przywołał, pojawił się chwilę później, gdy podawałem Elli i Basilowi kubki, przy okazji dając to także mężczyźnie.
- Nie otrujecie się, a działa lepiej niż jakiekolwiek inne zdrowotne herbatki - poinformowałem, widząc ich niewyraźne miny, po czym sam wziąłem sporego łyka. Poczułem od razu ciepło rozpływające się po całym moim ciele. Smak nie był najlepszy, ale naprawdę dało się przeżyć. Reszta poszła moim przykładem, a ich zaskoczone miny były niezłą nagrodą. Usiedliśmy wszyscy obok posłania Basila. 
- Więc wyjaśnisz nam, co się wydarzyło? - zaczęła Ella. Wszystkie spojrzenia powędrowały na mężczyznę, który westchnął.
- Nic, co już by się kiedyś nie zdarzyło. Personalne zatargi z alfą, Simonem. Zrobił ze mnie zdrajcę. W skrócie, poluje na mnie cała wataha, i paru łowców, których naprowadził na mnie ten sukinsyn - Basil wyjaśnił, a chmury burzowe kręciły się wręcz wokół niego. Jego oczy wydawały się miotać piorunami. Gdyby nie był wilkołakiem, wziąłbym go za syna Zeusa.
- Ilu ich jest? - tym razem spytał Dean, rzucając dziwne spojrzenia w stronę Basila.
- Nie wiem. Sporo - odpowiedział tamten a ja przekląłem pod nosem. Sytuacja nie wyglądała dobrze.
- Patrząc na to, że nie znaleźli cię w tamtym motelu, i po tym, że nas porwali, widać, że nie wiedzą jak cię szukać. To nasza przewaga. Pytanie jak ją wykorzystać? - Ella głośno się zastanawiała. Basil parsknął. 
- Nijak. Załatwcie mi wóz, za parę godzin będę już daleko stąd - zaśmiał się, a Dean uderzył pięścią w podłogę. 
- Chyba Ci się coś pochrzaniło. Jak trafią na jakikolwiek twój trop, on doprowadzi ich do nas - powiedział groźnie. Nigdy nie widziałem go w takim stanie. - Skoro już zaczęliśmy, doprowadzamy to do końca - stwierdził. Wszyscy na chwilę zamilkli.
- Tylko jak? - spytałem.

Ella? Sorry, ty wymyślasz super przegenialny plan.

13 lip 2017

Od Williama do Elli

Zakręciłem lecącą wodę i oparłem się o ścianę prysznica. Kolejny raz zrobiłem zwycięski gest, jeszcze mocniej rozchlapując kapiącą ze mnie wodę. Uśmiechnąłem się. Nadal nie wierzę w to wszystko. Czułem jakby serce chciało mi się wyrwać z mojej piersi. Usiadłem jeszcze raz w brodziku. Co się stało przez te 24 godziny?! Nadal mi się wydawało, że to wszystko nie może być prawdziwe. Ta Ella, była tak prawdziwa, tak bliska, tak moja... Wooooo... I takie... Wooo... Wszystkie moje myśli kręciły się wokół niej. Wszystkie ślady, które na niej zostawiłem były nietrwałym znakiem, że należy do mnie. Aż zrobiło mi się głupio, gdy zobaczyłem dzisiaj na niej wszystkie te siniaki. Ale, z tego co widziałem w lustrze ona wcale nie była lepsza. Byłem pewien, że ślad po ugryzieniu na moim ramieniu zostanie na bardzo, bardzo długo... Możliwe, że nawet jako blizna. Wstałem i wyszedłem z pod prysznica. Wytarłem się szybko, nie przejmując się wilgotnymi włosami i założyłem wczorajsze ubrania, zebrane wcześniej z podłogi. Jeśli Ella będzie chciała to kontynuować, będę musiał zostawić tu parę rzeczy. Sama myśl o powtarzaniu tego. Ugh! Umyłem szybko zęby palcem (yikes.) i wyszedłem z łazienki. Pewnie skierowałem swoje kroki do sypialni Elli i uchyliłem lekko drzwi. Kobieta siedziała na łóżku, z plecami opartymi o ścianę. Miała na sobie czarne legginsy, białą podkoszulkę i coś co mnie zaskoczyło - różową koszulę. I skarpetki w mopsy, oczywiście. Włosy, ku mojej uciesze miała rozpuszczone. Przeglądała coś od niechcenia na telefonie. Wszedłem do środka i zamknąłem za sobą drzwi. Podszedłem bliżej i wdrapałem się na łóżko, na czworaka podchodząc do kobiety. Oderwała wzrok od telefonu i uśmiechnęła się do mnie nieśmiało. Przysunąłem się bliżej i pocałowałem ją delikatnie. Oparła dłoń na moim policzku i westchnęła, ale czułem jak lekko się uśmiecha, co oczywiście wywołało uśmiech i u mnie. Tylko szerszy. Odsunąłem się, przerywając pocałunek i rzuciłem się obok. Wyciągnąłem się wygodnie i przytuliłem do jej brzucha.
- Będziesz się teraz cały czas tak lepił? - spytała, pstrykając mnie w ucho. Spojrzałem na nią z wyrzutem.
- Oczywiście, że tak! W końcu mogę to robić ile tylko chcę, nic mnie nie powstrzyma - powiedziałem, tykając ją w brzuch. Kobieta przewróciła oczyma i wróciła do przeglądania swojego telefonu.
- Wolałam jak się mnie bałeś - szepnęła żartobliwie, a ja zmarszczyłem brwi. Szukałem jakiejś logicznej odpowiedzi, ale nagle w mojej głowie pojawiła się pustka. Kobieta odsunęła na chwilę telefon i zerknęła na mnie.
- Will? - dałem sobie parę sekund.
- Niedługo Ci o tym wszystkim opowiem - przełknąłem nerwowo ślinę. - Niedługo. O mojej matce - szepnąłem, a kobieta westchnęła i położyła dłoń na mojej głowie.
- Jeśli chcesz... - powiedziała i zaczęła bawić się moimi włosami.
- Mówiąc o rodzinie, co zrobimy w sprawie twojego brata? - spytałem i spojrzałem na nią.
- Uhmmm, nic? - zmarszczyła brwi, odkładając na chwilę telefon.
- Ella, kochanie. Nie wiem jaką macie relację, ale Ci ludzie byli gotowi Cię torturować, żeby dowiedzieć się czegokolwiek o nim. Jeśli rzeczywiście wplątał się w takie poważne kłopoty, nie ważne jakie macie układy, powinniśmy mu pomóc - wyprostowałem się i usiadłem naprzeciwko niej. Zmieszana spojrzała mi w oczy.
- Moja relacja z Basilem nie jest najlepsza. Dean zwyczajnie go nie lubi a Pepper gwałtownie reaguje na samą jego obecność. Jak mielibyśmy to zrobić? - pokręciła głową.
- Jeśli ty będziesz tego chciała, Dean z pewnością Ci pomoże. Że na mnie możesz liczyć, to wiemy - Ella ukryła na chwilę twarz w dłoniach.
- Będzie miał u mnie dług, sukinsyn - westchnęła i wstała. Podeszła do biurka i wzięła z niego laptopa. Wróciła na łóżko i siadając poprawiła okulary.
- Trochę mi to zajmie, więc lepiej idź mi zrób coś do jedzenia, jeśli nie chcesz, żebym się zagłodziła - rzuciła i odpaliła urządzenie.
- Tak jest, pani Kapitan - uśmiechnąłem się i poderwałem na nogi. Szybko poszedłem do kuchni, gdzie ignorując wszystkie słoiki dżemu zacząłem wybierać wszystkie pasujące składniki i odkładałem je na szafkę. Zrobiłem wszystkie potrzebne czynności i zacząłem robić omlet. Dwadzieścia minut później szedłem w stronę pokoju Elli z talerzami, z parującym jeszcze jedzeniem. Pod pachą niosłem jeszcze butelkę wody. Wszedłem do pomieszczenia, gdzie Ella skupiona pracowała na komputerze. Nie chcąc jej mocno przeszkadzać, postawiłem tylko talerz i sztućce na łóżku obok niej, co chyba ledwo zarejestrowała, bo zaczęła jeść dopiero po parunastu minutach, gdy ja już zdążyłem pochłonąć moją porcję. Przeglądałem leniwie telefon.
***
Usłyszałem jak przez mgłę głos Elli. Otworzyłem oczy. Spałem? Pierwszym co zobaczyłem był mój telefon. Spróbowałem go odblokować. Rozładowany. Spojrzałem w kierunku okna. Powoli zmierzchało. Nagle coś zaczęło mną trząść. Odwróciłem się by zobaczyć pochylającą się nade mną Ellę. Jej włosy łaskotały mnie po czole. Oczy dziwnie jej błyszczały. 
- Wiem gdzie mniej-więcej jest - rzuciła szybko. Od razu się podniosłem, gdyby Ella się w porę nie odsunęła, moja głowa zaliczyłaby bliskie i bolesne spotkanie z jej nosem. 
- Jak? - spytałem niedowierzająco.
- Prześledziłam parę kamer. Ostatni raz pojawił się godzinę temu przy jakimś rozpadającym się motelu w sąsiednim mieście - powiedziała szybko. - Nie wiem jak bardzo upośledzeni są Ci goście, że jeszcze go nie znaleźli - westchnęła i potarła czoło.
- Raczej jeszcze tam jest. Zostań tutaj i się zdrzemnij, ja skoczę do siebie po parę rzeczy a następnie po Deana. Wrócimy po Ciebie za jakieś trzydzieści minut - powiedziałem po chwili intensywnego myślenia.
- Co? Nie mam czasu spać, powinniśmy od razu po niego jechać - rzuciła kobieta patrząc na mnie z niedowierzaniem.
- Masz za sobą parę, paręnaście godzin pracy. Ledwo przytomna się nie przydasz. Ja po ostatniej naszej wyprawie zaopatrzyłem się w małą broń, chyba chcę ją mieć przy sobie - wzruszyłem ramionami a kobieta po krótkiej chwili pokiwała głową. Wstałem gotowy do wyjścia, kobieta szybko mnie jeszcze zatrzymała.
- Umiesz jeździć? - spytała. Szybko załapałem o co jej chodzi.
- Ktoś w Bułgarii mnie kiedyś uczył, raczej daję radę - natychmiastowo potwierdziłem. Wyszła szybko i gdy wróciła podała mi klucze do swojego auta. Nachyliłem się i pocałowałem jej policzek. 
- Odpocznij - powiedziałem. Chciałem już wychodzić, ale Ella znów mnie zatrzymała. Zupełnie jak wczoraj, przyciągnęła mnie do siebie. Mentalnie się uśmiechnąłem i odpowiedziałem na pocałunek. Kolejny wygryw. Pierwszy raz to ona zaczęła. Szybko przestaliśmy i tym razem skutecznie wyszedłem z mieszkania. To będzie ciekawa noc. Choć nie wiem czy przebije poprzednią.

Ella?

18 cze 2017

Od Williama do Elli (18+)

Westchnąłem i rzuciłem butem stojącym obok łóżka w odtwarzacz. Znów zaczęło lecieć "Say You Won't Let Go". Piąty raz. Tylko tego dnia. Znów wtuliłem twarz w poduszkę. Po burzy myśli, które miałem przez ostatnie pięć dni, cisza, która obecnie panuje w mojej głowie jest niepokojąca. Popatrzyłem na Ernesta, który spał spokojnie. Przynajmniej on. Nie spałem w nocy, przekręcając się niewygodnie z boku na bok. "Czy byłoby mi wygodniej gdyby Ella była obok?" - pomyślałem i zasłoniłem twarz dłońmi, jednocześnie skopując koc z łóżka. Po chwili sam się z niego skopałem. Stwierdziłem, że mam dość i chcę wyjść z domu. Przez ostatnie dni, nikt poza Deanem się nie odzywał. Znaczy, to ja spytałem go czy ma ochotę na kolejny maraton komedii romantycznych, ale nie mógł się spotkać. Był już na mieście z Ellą i Calem. Zbiłem wtedy mój ulubiony kubek. W sumie, sam się rozbił. Uderzając w ścianę. Czułem jak robię się czerwony. Ta cała zazdrość. To nie byłem ja, przerażało mnie to. Cale, źródło tego wszystkiego.  Cale. Co za chujowe imię. Dłoń automatycznie zacisnęła mi się w pięść. Złośliwy uśmieszek pojawił mi się na twarzy. Zdecydowałem, że pójdę do Elli. Wspominając wcześniejszą chęć wyjścia z domu stwierdziłem, że połączę przyjemne z pożytecznym - jeśli Cale tam będzie przy okazji wyrzucę go z jej mieszkania na twarz.
Wstałem z podłogi i podreptałem do łazienki. Jak na 5 dni zalegania w łóżku nie wyglądałem zbyt źle. Wskoczyłem pod prysznic, przy okazji zapominając, że mam na sobie okulary i ogarnąłem się szybko. Stanąłem przed szafą, by po chwili wyjrzeć za okno. Nie było jakoś szczególnie pięknie, ale raczej ciepło. Założyłem czarną koszulkę, spodnie w stylu baggy i zarzuciłem na siebie jeszcze koszulę w czerwoną kratę. Sprawdziłem czy mam wszystko przy sobie, odpiąłem telefon od ładowarki, pożegnałem szybko Ernesta i wyszedłem, dwa razy sprawdzając, czy zamknąłem drzwi.
***

17 maj 2017

Od Williama do Elli

Wybiegliśmy z budynku, dłoń Elli w mojej. Nie mogłem nic poradzić, ale rzucałem Cale'owi podejrzliwe spojrzenia. Gdy znaleźliśmy się w miarę bezpiecznej odległości mężczyzna zatrzymał nas. Spojrzałem pytająco na tamtą dwójkę. Żadne z nich nie raczyło mi odpowiedzieć, ba nawet na mnie zerknąć. Cale położył nam dłonie na ramionach. Już miałem protestować, gdy ogarnęła mnie niesamowita bezwładność i zrobiło mi się ciemno przed oczyma. Po chwili czułem, że coś wbija się w mój brzuch. Zacząłem kaszleć i otworzyłem oczy by zorientować się w sytuacji, lecz okropne zawroty głowy przeszkodziły mi w tym. Czułem pod sobą jakąś twardą powierzchnię. Stół? Dałem sobie chwilę na opanowanie, ciężko dysząc. Gdy świat zaczął przestawać się kręcić, rozejrzałem się. Przede mną stała merdająca ogonem Pepper. Podniosłem wzrok. Byłem w jakimś mieszkaniu. W pierwszym odczuciu było... Proste. Nieco chłodne, ale meble były zwyczajnie jak najmniej wymyślne. Styl przypominał mi taki rodem z Ikei. Spojrzałem na moje prawo i leżała tam kupa ubrań, różnej maści. Spojrzałem na moje lewo i stał tam Cale, oparty o ścianę pośród słoików po dżemie. Czy to mogło być mieszkanie Elli? Jak już jakiś czas ją znałem, jej mieszkanie było dla mnie tajemnicą. Wiedziałem, mniej więcej gdzie się znajduje, lecz nigdy nie byłem tam zaproszony. Mówiąc o Elli, zza moich pleców dobiegł mnie jej jęk.
- Dobrze, że pozmywałam - powiedziała a ja odkleiłem się od mojego stołu. Odwróciłem się a moim oczom ukazała się Ella, z tyłkiem w zlewie. Mimowolnie uśmiechnąłem się, ale wyglądała blado. Po tym jak po mnie patrzyła, zgadywałem, że nie wyglądałem o wiele lepiej. Oparłem się jeszcze leciutko dla utrzymania równowagi i spojrzałem na Cale'a. Stał nadal w tym samym miejscu, a na jego czole widać było pot. Nie ufałem mu i nie darzyłem go sympatią, ale nie zmienia to faktu, że nam pomógł. Odepchnąłem się i do niego podszedłem.
- Pomóc? - spytałem niezręcznie. Mężczyzna pokręcił tylko głową i wyszedł ze stosu słoików. Usiadłem, opierając się o szafkę by zanalizować fakty.
- Kim jest Basil? - było pierwszym pytaniem, które mi się wyrwało. Ella spojrzała na mnie, zmarszczyła brwi i pokręciła głową, dając mi wyraźnie do zrozumienia, że to coś, czego nie może mi teraz powiedzieć. Odpowiedziałem jej podobnym gestem, by dać jej znać, że rozumiem. Moje oczy znów zaczęły wędrować po mieszkaniu. Z mojego punktu siedzenia widać było drzwi wychodzące na salon, równie pusty i chłodny jak kuchnia. Zero zdjęć, obrazów, kwiatów. Gdyby nie okazjonalny bałagan trudno byłoby poznać, że ktoś tam mieszka. Ella zmieniła pozycję, podchodząc do Cale'a. Zaczęli rozmawiać, a ja tylko obserwowałem ich interakcje. Jak kobieta wydawała się nieco zdystansowana, Cale próbował się do niej jak najmocniej zbliżyć. Poczułem echa ognia, który towarzyszył mi gdy pierwszy raz pocałowałem Ellę. Instynktownie schowałem moją lewą dłoń za moimi plecami. Nie chcę żeby zaczęła świecić. Kobieta ma już ogólne pojęcie dlaczego się tak dzieje, nie chce żeby zaczęła niepotrzebnie to analizować. Skupiłem się na powstrzymywaniu energii krążącej po moim ciele, lecz z każdą sekundą, z każdym słowem wypowiedzianym przez Cale'a było to coraz trudniejsze. Czułem już wyraźny ogień w mojej klatce piersiowej. Czułem nieuzasadnioną złość i niepokoiło mnie to. Te uczucie rzadko się u mnie pojawiało, ale jeśli już odczuwałem złość, była ona tak dominująca, że zaczynała przejmować władzę nad moimi działaniami, tłumiąc inne odruchy, robiąc rzeczy, na które normalnie bym sobie nie pozwolił. Wiedząc już, że najlepiej na pozbycie się tego działa zażenowanie, które jest równie silne i zrozumienie i nazwanie swoich emocji, zacząłem myśleć o tym co się działo dookoła mnie. Mój umysł od razu zaczął krążyć wokół Elli. Zmarszczyłem brwi. Dlaczego? Wspominałem chwile spędzone z tą kobietą. Jakim cudem wywoływała u mnie tak gwałtowne emocje? Jakim cudem ona zawsze była w centrum wydarzeń? Myślałem o poznaniu jej. O tym, jak na mnie wpłynęła. Zadawałem sobie pytanie po pytaniu. Kiedy przestałem się przy niej bać? Kiedy zniknął stres? Jakim cudem, w tak krótkim czasie przywiązałem się do niej tak, że patrząc na nią i na tego mężczyznę, z którym kiedyś łączyło ją uczucie, ogarnia mnie panika, strach, że uświadomi sobie, że marnuje ze mną swój czas? Czemu pojawia się u mnie gniew, skąd u mnie chęć, zabrania jej gdzieś, gdzie będzie tylko moja? Co wywołało tę cholerną zazdrość? Czułem, że blednę. Zazdrość. Słowo to krążyło po mojej głowie, mieszając się z natłokiem myśli, demolując porządek w mojej głowie. Zazdrość, zazdrość, zazdrość. Zaz-drość. Zazdrosć. Bałem się, że moje ciało zostanie rozerwane. Chciałem jednocześnie wstać, krzyczeć, zniszczyć coś, zabrać ją, zniszczyć jego, skulić się, płakać. Dołączyło kolejne uczucie. Bezsilność, okropna bezsilność, która połączyła się z chwilową nienawiścią do samego siebie. Trudniej mi się oddychało. Realizacja miażdżyła mi płuca.Czułem fizyczny ból w mojej klatce piersiowej, oczy zaszły mi łzami a w głowie pojawiły się kolejne pytania. Jakim cudem, Ella sprawiła, że pierwszy raz, pomyślałem, że kogoś kocham? Jakim cudem zakochałem się w niej?

Ella?

8 maj 2017

Od Williama do Elli

Przewróciłem oczyma.
- Żartujesz? Takie coś to wstyd gdziekolwiek zabierać - rzuciłem i uśmiechnąłem się, blokując pięść Elli zanim ta wylądowała na mojej twarzy.
- Doigracie się obaj kiedyś - wymruczała a ja przybiłem Deanowi piątkę. Po chwili wrócił do stukania w klawiaturę. Tym czasem podreptałem do łazienki. Przemyłem dłonie i spojrzałem w lustro. Wow, wyglądałem gorzej niż Dean po nieudanym podrywie. Po chwili zastanowienia przemyłem również twarz. Łazienka łowcy wyglądała... Nawet gorzej niż ja. Zgasiłem światło i wróciłem do salonu. Ella leżała na kanapie wygrzebując łyżeczką dżem ze słoika a Dean zaśmiał się histerycznie. Spojrzałem na niego pytająco, a on odwrócił laptop, na którym była otwarta strona Mamma Mii na imdb.
- Mam pomysł co możemy obejrzeć - zaśmiał się, a Ella ukryła twarz w dłoniach.
- Nie ma mowy - powiedziała a ja uśmiechnąłem się tylko.
- Don't go wasting your emotion - zaintonowałem a Dean wyszczerzył się jeszcze bardziej. Z gardła Elli wydobył się jęk rozpaczy.
- Plz no - powiedziała a ja wzruszyłem ramionami. Po chwili z laptopa Deana zaczęła lecieć właśnie ta piosenka.
- Lay all your love on mee! - odstawił urządzenie z dala od zasięgu Elli i zaczął ze mną śpiewać. Zacząłem rechotać się jak głupi. Dean wykorzystał to i przejął męską rolę w piosence. Damn it.
- I wasn't jealous before we met, now every man is a potential threat - and I'm possessive, it isn't nice. You've heard me saying that smoking was my only vice, but now it isn't true, now everything is new. And all I've learned has overturned. I beg of you... - zaśpiewał czysto a ja dalej się śmiałem. Czemu ja tego nie nagrałem? Ale czas się opanować. Uśmiechnąłem się diabelsko, bo czas na refren.
W międzyczasie Ella rzuciła poduszką w twarz Deana. Prawie trafiła.
- DON'T GO WASTING YOUR EMOTION, LAY ALL YOUR LOVE ON ME - wyryczeliśmy, bo inaczej się tego nazwać nie da. Ella zaczęła wchodzić pod stół. Nadchodziła żeńska część piosenki. Mój czas żeby zabłysnąć. (Ella zarzekała się potem, że w tym momencie zaczęły rosnąć mi diabelskie rogi).
- It was like shooting a sitting duck, a little smalltalk, a smile and baby I was stuck. I still don't know what you've done with me, a grown-up man should never fall so easily. I feel a kind of fear, when I don't have you near. Unsatisfied, I skip my pride. I beg you dear... - uśmiechnąłem się do siebie. Prawie nie zafałszowałem. Zwijający się ze śmiechu Dean, tego nie potwierdził, ale wolałem nie ryzykować, pytając.
- Zabieeeeerzcie mnie stąd - wyjęczała Ella spod stołu.
- DOOON'T GOO WASTING YOUR EMOTION, LAY ALL YOUR LOVE ON ME - Dean podszedł do stołu i wyciągnął spod niego wyrywającą się Ellę.
- DON'T GOO SHARING YOUR DEVOTION, LAY ALL YOUR LOVE ON ME - wykrzyczeliśmy.
- Teraz twoja kolej, wiem, że znasz tekst - łowca uśmiechnął się złośliwie a kobieta przewróciła oczyma.
- Wy małe cholerne nerdziki - krzyknęła Ella. Dean postawił ją i natychmiast zaczął odstawiać jakieś taneczne numery rodem z lat 80.
- I've had a few little love affairs, they didn't last very long and they've been pretty scarce. I used to think that was sensible, it makes the truth even more incomprehensible. - Moja kolej. Przechwyciłem Ellę i zacząłem ją odwracać, podczas gdy ona rzucała nam złośliwe spojrzenia śpiewając.
- 'Cause everything is new, and everything is you, and all I've learned has overturned. What can I do...? - dokończyła a ja uśmiechnąłem się szeroko. 
- DOOON'T GO WASTING YOUR EMOTION, LAY ALL YOUR LOOVE ON MEEEE! DON'T GO SHARING YOUR DEVOTION, LAY ALL YOUR LOVE ON MEE! - Dean odstawiał jakieś dziwne tańce z lampą, Ella skakała po kanapie a ja znalazłem pustą butelkę po piwie, która służyła mi za mikrofon.
- DOOOON'T GO WASTING YOUR EMOTION, LAY ALL YOUR LOOVE ON MEEE! DON'T GO SHARING YOUR DEVOTION, LAY ALL YOUR LOVE ON MEE~! - melodia zaczęła się urywać i wtedy usłyszeliśmy uderzanie szczotki w sufit przez sąsiada z dołu. Ups. Moją uwagę zwróciła także Pepper, przyglądająca się nam spod tego samego stołu, pod którym siedziała wcześniej Ella. Minęło parę sekund i wybuchliśmy wszyscy śmiechem. Szczerym, niepohamowanym śmiechem. Śpiewanie Abby nigdy nie jest złym pomysłem. Podniosłem się z podłogi i wycierając łzy lecące mi z oczu i rzuciłem się na kanapę, gdzie dusiła się Ella. Dean wcisnął się po drugiej jej stronie, trzymając w dłoni laptop, nadal rzucając nam rozbawione spojrzenia. Spojrzeliśmy na siebie i jeszcze raz wybuchliśmy śmiechem. 
- Chyba możemy przestać zachowywać się jak głupie nastolatki - zaśmiałem się a dłoń Elli wylądowała na mojej głowie.
- Chyba ty - powiedziała, próbując zachować poważną minę, co niezbyt jej wyszło.
- Niezły pocisk, skarbie - powiedziałem z głupim uśmiechem a ona przewróciła oczyma. Dean tylko odkaszlnął.
- Wiecie, że i tak to oglądamy? - powiedział a Ella jęknęła, ja natomiast znów wybuchnąłem śmiechem. Chwyciłem butelkę, służącą mi wcześniej za mikrofon.
- Bring it on - zaśmiałem się, skutkując kolejnym jękiem ze strony Elli.

Ella? 

30 kwi 2017

Od Williama do Elli

Uśmiechnąłem patrząc się na Ellę i Pepper. Były przeciwieństwami, ale stanowiły razem bardzo pocieszny duet. Kobieta potknęła się po raz kolejny, tym razem o własne nogi. Mój uśmiech urósł jeszcze bardziej. El dostrzegła moje spojrzenie i znów się speszyła, zupełnie jak poprzedniej nocy. Poprzednia noc. Well, przynajmniej miałem wiedzę o tym, jak pijana Ella zachowuje się wobec mężczyzn, którym wparowała do łóżka. Choć moment, w którym nazwała mnie "swoim Willem" nadal mnie konfundował. Potrząsnąłem głową, próbując pozbyć się zbędnych myśli. Nie ma co tego roztrząsać, ponieważ nie jestem dokładnie typem Elli. Właściwie, to kompletnie nie jestem w jej typie. I nie jest dla mnie to jakaś wielka tragedia. Znaczy, Ell jest atrakcyjna. I to bardzo. Bardzo bardzo. Tylko w tej chwili chciałbym znów ją pocałować. Ale tylko po wczoraj potrzebuję kolejnego tygodnia w łóżku. Nie wiem, czy bym pociągnął na dłuższą metę. Rozejrzałem się po okolicy, w której byliśmy. Kojarząc gdzie jesteśmy, zacząłem w głowie formować niecny plan.
- Ella? - spytałem, by zwrócić na sobie uwagę kobiety.
- Hmm? - spojrzała na mnie. Victoria! Uśmiechnąłem się szeroko, szybko wyrywając smycz z dłoni kobiety, a następnie łapiąc ją za rękę i automatycznie splotłem z nią palce.
- Dawaj Pepp, biegniemy! - rzuciłem, a sznaucerka od razu się zastosowała. W przeciwieństwie do Elli, która biegnąc za nami wykrzykiwała przekleństwa. Mijaliśmy zręcznie ludzi stojących nam na drodze (no, poza Ellą, ona wpadła na paru przechodniów). Trafiliśmy na ulicę, o której myślałem, i oddając El smycz stanąłem przed drzwiami Vincent Cafe. Skończyłem z pięścią na mojej głowie. Nawet to nie zmyło mi uśmiechu z twarzy.
- Co to do cholery było, William?! Oszalałeś? - wydyszała kobieta.
- Szybka przebieżka nie ożywia tak jak kawa, ale też daje radę. Co Ci zamówić? - spytałem szczerząc się. Spojrzała na mnie z nienawiścią. Ale chyba potrzeba kofeiny zaczęła mówić za nią.
- Potrójną Americano - wysyczała a ja wszedłem do kawiarni, zostawiając kobietę z psicą na zewnątrz. Zamówiłem przyjaciółce o co prosiła, a dla siebie wziąłem latte z dodatkiem matchy.  Odbierając nasze kawy, westchnąłem. Kasjerkę kojarzyłem z widzenia, musi mieć niezłe poczucie humoru. Zamiast naszych imion napisała na kubkach "Wella". Co to ma być, jakiś ship name? Podziękowałem i wyszedłem by spotkać już spokojniejszą Ellę. Z zaskoczeniem spojrzała na napis na kubku, ale postanowiła to zignorować. Pociągnęła łyk napoju i jęknęła z zadowoleniem.
- Jeju, jak dobrze. Jakoś Ci się odwdzięczę, William. I za kawę, i za bieganie - powiedziała a ja przewróciłem rozbawiony oczami.
- Mam już na to parę pomysłów - powiedziałem i puściłem jej oczko, co poskutkowało pięścią kobiety wbijającą się w moje ramię. Ponownie ruszyliśmy spacerem, kierując się w nieokreślonym kierunku, zwyczajnie przed siebie. Szybko wypiliśmy dopiero co kupione kawy.
- Will, a tak na serio. To dlaczego twoja ręka świeciła? - zaśmiałem się na pytanie kobiety.
- Cały mogę świecić. Wiesz, Apollo, światło, itp. - wyszczerzyłem się.
- I pomyślałeś, że zaświecisz sobie rękę, obściskując się ze mną? - wybuchłem śmiechem na kolejne pytanie.
- To nie tak działa. Znaczy tak, ale mogę zacząć świecić pod wpływem różnych, gwałtownych emocji. Kretyńskie trochę - wyjaśniłem, a Ella zbyła mnie milczeniem. Pomyślałem, że będę kontynuować.
- I jest to w pewien sposób alarm. Będąc herosem, mam dwie natury. Człowieczą i boską. W walce i pod wpływem emocji, jak złość, rozpacz, zazdrość natura boska może zacząć górować. Świecenie można odebrać za znak - kobieta pokiwała głową, przetwarzając informacje.
- Jakie emocje wtedy wywołały, że boska strona wzięła górę - tym razem nie było mi do śmiechu. Zarumieniłem się.
- Złość. I zazdrość. I żal. Rzadko się to zdarza - powiedziałem, i uśmiechnęliśmy się do siebie nieśmiało. Zastanowiłem się, czy nie popełniłem błędu, wspominając o zazdrości. Ale spróbowałem o tym zapomnieć i zacząłem myśleć na tym, jak mógłbym rozładować atmosferę. Rozejrzałem się szybko w poszukiwaniu cienia. Pociągnąłem lekko i Ellę i psa w stronę jednego w bocznej uliczce. Stanęliśmy i obie wysłały mi pytające spojrzenie. Nikogo nie było w pobliżu.
- Patrz i podziwiaj - zaśmiałem się i pozwoliłem energii przepłynąć przez całe moje ciało. Lekkie światło zaczęło emanować z paru jego części. Ella omiotła mnie wzrokiem.
- Nie wiem czy to kretyńskie, czy niesamowite - pokręciła głową z uśmiechem. Wzięła w dłoń moją świecącą rękę i po raz kolejny splotła palce z moimi. Uśmiechnąłem się. Tym razem nie puszczę. Wydawała się, jakby chciała coś powiedzieć, ale zrezygnowała w ostatniej chwili. Wolną ręką dźgnąłem ją w bok.
- Widzę, że coś ci chodzi po głowie. Mów, bo będę gilgotać - zagroziłem a kobieta oblała się czerwienią. Wysłała mi zaciekawione spojrzenie.
- A... A tam też ci świeci? - spytała, a ja znów wybuchłem śmiechem.
- Ella! - krzyknąłem śmiejąc, a ona zaczęła chichotać ze mną.
- No co, nie śmiej się tylko gadaj - zaśmiała się
- Świeci najjaśniej - znów puściłem jej oczko, a ona zaczęła się histerycznie śmiać. Pepper zaczęła skakać nam po nogach. Gdy udało nam się uspokoić, podjęliśmy decyzję o powrocie. Zdecydowanie zbyt długo nam zeszło.

Ella?

24 kwi 2017

Od Williama do Elli

- Will - usłyszałem poważny głos Deana za plecami. Schowałem świecącą jeszcze rękę w kieszeń spodni. Światło przebijało się przez materiał. Cholera. Zatrzymałem się i odwróciłem się na pięcie. Mężczyzna stał tam z założonymi dłońmi.
- Tak, tak, wiem, robimy głupoty, nie powinniśmy, i te sprawy - wybełkotałem, czując jak odwaga powoli mnie opuszcza. Dean zrobił kilka kroków w moją stronę. Zrównał się ze mną i położył mi rękę na ramieniu.
- ... Po prostu dbaj o nią, dobrze? - powiedział i odszedł.
***
Złapałem na sobie to spojrzenie. Te pełne rozczarowania spojrzenie. Odwróciłem się lekko. Ernest leżał tam na moich nogach. Kot patrzył na mnie jak na największego przegrywa na świecie, a ja tak się czułem. Minął tydzień od kiedy wróciliśmy z leśniczówki. Tydzień, odkąd pocałowałem Ellę. Tydzień, który spędziłem płacząc w łóżku. Wtuliłem się mocniej w mojego misia. Nawet dla mnie wydaje się to patetyczne, lecz w życiu nie udało mi się mieć normalnej, przyjacielskiej relacji z kobietą, co dopiero. No. TAKIEJ. To było kompletnie irracjonalne. Ale też niesamowite. I okropne. I cudowne. Ukryłem czerwoną twarz w dłoniach. Nigdy nie podejrzewałem siebie o coś takiego. Podejrzewałem się o bycie aseksualnym. A jak się okazało, jest to raczej bujda. Bo w głowie miałem wtedy różne myśli. Żaden aseksualny człowiek by takich nie miał. Boże, ale mi za siebie wstyd. Nie mogłem spojrzeć Elli w oczy. Szczęście mi sprzyjało, bo nie miałem nawet możliwości. Nie odzywała się do mnie od paru dni, i nie wiem czy śmiać się czy płakać. Ja wiem, że to był mój pierwszy raz, a Ella jest raczej kobietą doświadczoną, ale żeby zerwać całą relację? Czy to nie przesada?! Wróciłem myślami do tamtych wydarzeń. Wtedy nie wydawało się, żeby było jej AŻ tak źle. Zdałem sobie sprawę, z tego co mam w głowie i ukryłem się pod kołdrą. Naprawdę mi za siebie wstyd. Usłyszałem dzwonek mojego telefonu. Standardowy, innych nie trawię. Zerknąłem na wyświetlacz. Dzwonił Dean. Są dwie możliwości. Pierwsza to taka, że chce mnie zamordować. Ale wtedy nie wybrałby telefonu. Druga, oznaczałaby, że Dean jest gdzieś na mieście, i chce mnie wyciągnąć z domu. A jeśli Dean jest na mieście, to może być z nim Ella. Spojrzałem na Ernesta błagalnym wzrokiem, liczyłem, że kot doradzi mi, czy odebrać czy nie. Przeliczyłem się. Kot tylko podrapał mnie po nodze. Pociągnąłem po ekranie, klikając zieloną słuchawkę.
***
Złapałem na sobie to spojrzenie. Te pełne zaciekawienia spojrzenie. Uśmiechnąłem się lekko i odwzajemniłem spojrzenie. Trudno było się nie uśmiechać, Pijana kobieta była jednym z najzabawniejszych i uroczych stworzeń jakie można spotkać. Ilość miejsc, w które mnie zaprowadziła, chociażby ta abstrakcyjna sytuacja z fontanną, pozwoliły mi zapomnieć o tamtym zdarzeniu. Jej najwyraźniej też, ale teraz odwróciła ode mnie wzrok, jakby speszona. Zatrzymałem wzrok na niej jeszcze na chwilę. Nie wiem, czy jeden pocałunek zmieniłby jakoś naszą relację. Ella... Wie czego chce, więc pewnie tamto wydarzeniem było tylko impulsem. Było podyktowane przez nią. Nie powinienem się doszukiwać w tym głębszego sensu. Odwróciłem wzrok od kobiety i znów spojrzałem w gwiazdy. Mały wóz, wielki wóz, gwiazdozbiór panny. Tylko tyle potrafię rozpoznać. Zawsze lubiłem gwiazdy. Zdarzało mi się wyjść z domu w środku nocy, by na nie popatrzeć. Ella prawdopodobnie tak tego nie widziała. Nawet pijana. Pewnie nadaje im jakiś naukowy sens, czy coś.
- Nie leż na trawie bo się przeziębisz, nie będę cię znowu leczył - powiedziałem wystawiając język. Kobieta co prawda niezgrabnie, ale zaczęła się podnosić. Usiadła, tak, że stykaliśmy się ramionami. Popchnąłem ją żartobliwie, tak, że straciła równowagę. Spojrzała na mnie z wyrzutami, robiąc minę obrażonego mopsa. Znów nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Twarz jej złagodniała. Następnie spojrzała na mnie z zaciekawieniem.
- Ty masz okulary! - krzyknęła a ja znów wybuchnąłem śmiechem. 
- No co ty? - zaśmiałem się.
- Ale seriooo! - powiedziała i nachyliła się by ściągnąć mi okulary z twarzy. Odsunąłem się, a ona naparła jeszcze bardziej. Waga się przechyliła, i polecieliśmy razem w dół. Leżąc na mokrej od rosy trawie wpatrywałem się w lekki uśmiech leżącej na mnie Elli. Poczułem jak moje policzki znów robią się gorące, a kobieta kładzie na nich dłonie. Spanikowałem i poczułem jak kobieta się lekko zsuwa. Objąłem ją w pasie. Ella uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Nachyliła się, lekko całując mój nos. Muszę wyglądać jak pomidor. Po chwili konsternacji kobieta przesunęła się malutko i pocałowała tym razem moje usta. Zastygłem, nie będąc w stanie się poruszyć. Jak się wydawało, kobieta też. Otworzyłem oczy, które zacisnąłem wcześniej. Moim oczom ukazała się, najpewniej śpiąca Ella. Podniosłem nieco jej podbródek. Yupp. Spała. Potrząsnąłem nią lekko. Zaczęła powoli otwierać oczy, chyba nie za bardzo rozumiejąc co się dzieje. Rozejrzała się dookoła. Jej wzrok wrócił po chwili na moją twarz. Zaczęła szybko się podnosić.
- Ale ty wiesz, chyba nie mogę pójść z tobą do łóżka - powiedziała szybko.
- Dlaczego nie? - spytałem idiotycznie z braku lepszej alternatywy. Nie żeby miała to pamiętać.
- Bo jest taki mój Will, to było by takie, no - kobieta zaczęła gestykulować, po chwili sama gubiąc się w swoich gestach. Westchnąłem, analizując to co powiedziała. Kolejny długi tydzień przede mną.
- To w takim razie odprowadzę Cię do domu - wstałem i wyciągnąłem rękę w stronę kobiety.

Ella?

19 kwi 2017

Od Williama do Elli

Obudziłem się i lekko otworzyłem oczy. W pomieszczeniu panowała ciemność, musiał być dopiero środek nocy. Zdezorientowany poczekałem aż oczy przyzwyczają mi się braku światła. Gdy tak się stało, szybko odkryłem powód mojej pobudki. Na środku pokoju, w nieco innym miejscu niż ostatnio, stał ten sam wilk. Kolejnym elementem, który uległ zmianie była rozbudzona Ella, która wpatrywała się w zwierzę. Już miałem zamiar się podnosić, lecz powstrzymał mnie widok bestii, zmieniającej się w człowieka. Co do...? Moim oczom ukazał się wysoki mężczyzna, którego widzieliśmy w barze jakiś czas temu, tego podobnego do Elli. Byłem zbyt zaskoczony żeby się poruszyć, ale pewna część mnie chciała zobaczyć, jak się to potoczy bez mojej ingerencji. Na wszelki wypadek dłoń zacisnęła mi się jednak bezpiecznie na sztylecie znajdującym się pod poduszką. Mężczyzna chwycił rękę kobiety i zaczął ciągnąć ją w stronę drzwi. Ella wyglądała na skonfliktowaną, jednak po chwili wahania wstała i zakładając na koszulkę z mopsami zbyt dużą bluzę. Wilkołak złapał ją za rękę a ona cicho za nim podążyła. Przechodząc w pobliżu mojego łóżka, mężczyzna spojrzał w moją stronę. Widząc moje otwarte oczy, wyraz twarzy zmienił mu się w coś przypominającego połączenie zaskoczenia i wykrzywionego uśmiechu. Nie zatrzymał się jednak i kontynuował prowadzenie dziewczyny. Drzwi z lekkim trzaśnięciem zamknęły się za nimi. Leżałem tak jeszcze chwilę. Pozwoliłem zdziwieniu i adrenalinie opaść i powoli podniosłem się do pozycji siedzącej. Pepper zeskoczyła z łóżka Deana i po chwili wpatrywania się w zamknięte w drzwi a następnie podeszła do mnie i ułożyła się obok mnie. Wykorzystałem jeden z niewielu moich talentów i skupiłem energię w mojej lewej dłoni, pozwalając jej zaświecić się leciutko. Prawą zacząłem lekko głaskać Peps. Wydawała się tak zaniepokojona jak ja. Co Ella mogła mieć wspólnego z wilkołakiem? Mają jakąś wspólną historię, czy może po prostu ma słabość do nadnaturalnych? Nie, Will, nie powinieneś tak myśleć. Czułem jak moja świecąca dłoń zaciska się w pięść. Dean musiał wiedzieć, czyli taką mieli przede mną tajemnicę? Wiem, że nie znają mnie zbyt długo... Ale nie ukrywali zbyt dobrze, że mają coś do ukrycia. Każdy ma prawo do sekretów, ale ta ich dyskrecja zaczyna mnie ranić. Przez co ja zaczynam ranić ich. Pogrążony w tych myślach, spędziłem resztę nocy wpatrując się w moją dłoń i głaszcząc Pepper.
***
Skończyłem rysunek przedstawiający mężczyznę stojącego w deszczu (co ja poradzę, nie umiem inaczej wyrazić swoich uczuć) i westchnąłem. Było już całkiem późno a Ella nadal nie wróciła. Głowę wypełniały mi różne wizję tego, co mogło się z nią dziać. Wyjąłem z uszu słuchawki, w których grał opening Noragami i zwróciłem uwagę na głosy dochodzące z zewnątrz. Jednak wróciła? Usłyszałem kroki i w drzwiach zjawił się Dean, trzymający coś z tyłu. Po nim wczłapała przemoczona El. 
- Patrz, kto się znalazł, Will! Trochę lepiej nawodniona, ale w jednym kawałku. I na co ci te spacery, El? - rzucił Dean uśmiechając się na swój sposób.
- Trochę się oddaliłam i nie zdążyłam przed deszczem - powiedziała Ella i uśmiechnęła się przepraszająco. Nieśmiało odwzajemniłem uśmiech i burknąłem coś, obserwując Dean, próbującego niezręcznie ukryć przede mną apteczkę.
- Co rysowałeś? - El nachyliła się nad moim ramieniem lustrując moją pracę.
- Whooo, przepowiedziałeś mi to, że zostanę przemoknięta - zaśmiała się niezręcznie. Zamknąłem szkicownik. Stwierdziłem, że wolę siedzieć cicho niż powiedzieć coś niemiłego. Rzuciłem kolejny nieśmiały uśmiech i zacząłem wstawać, a następnie schowałem blok do torby. Nie wiedząc co ze sobą zrobić rzuciłem Elli beznamiętne spojrzenie.
- Powinnaś się przebrać, a nie paplać o moim rysunku - wyciągnąłem rękę w stronę jej ramienia a ona instynktownie się cofnęła,
- Następnym razem, gdy będziesz wychodzić z tajemniczym mężczyzną w środku nocy, może weź mnie ze sobą, przynajmniej jako lekarz jestem wam potrzebny, chyba, że bardziej ufacie apteczce - powiedziałem, i od razu pożałowałem. Co mi strzeliło do głowy? Czułem jak energia znów wzbiera się w mojej lewej dłoni. Ah, jak zwykle wszystko jest winą ojca. Ella spojrzała na mnie niewzruszenie, obróciła się na pięcie i ruszyła z miejsca w stronę drzwi. Wyszła, zamykając je z trzaskiem. Czułem na sobie wzrok Deana. Spojrzałem na niego przepraszająco i szybko podążyłem za kobietą. 
- Ella - zawołałem, będąc już na zewnątrz. Kobieta stała na werandzie wzdychając i opierając czoło na dłoni. Słysząc mój głos nie poruszyła się ani trochę. Wyciągnąłem nieśmiało dłoń, sprawdzając czy odrzuci mój dotyk. Odsunęła się trochę i spojrzała na mnie zdenerwowana.
- Nie życzę sobie, żebyś odstawiał takie gówna, William - powiedziała zbyt spokojnym głosem. Kojarzył mi się z ciszą przed burzą, wbijał ostrza w serce i wzniecał ogień w mojej piersi, który zaburzał mi zdolność logicznego myślenia.
- Przepraszam, że się o ciebie martwię, kretynko - odpowiedziałem nieco za głośno odruchowo kopiąc barierkę. Usłyszałem zbyt głośny huk. Zrobiłem sobie krzywdę. lecz nie zwróciłem na to uwagi. Ella zrobiła parę kroków w moją stronę.
- Nie upoważnia cię to do zachowywania się jak baba z okresem! - tym razem ona podniosła głos, lecz nie mogłem się nad tym skupić. Coś innego przyciągnęło moją uwagę. Coś innego od zapachu deszczu i krwi, którym czuć było od niej na kilometr. Wyczułem coś innego. Cholera strzeliła by te wzmocnione zmysły. Zapach kojarzył mi się z Pepper wyciągniętą dopiero z jeziora, mokrą sierścią. Z przemoczonym wilkiem. Ogień, wzniecony przez burzliwą część odziedziczoną po ojcu, zaczął wypalać mi krtań. Poczułem jak nieistniejące gorąco pożera mi skórę. Nim zdążyłem się pohamować, poczułem jak pcham Ellę na ścianę i przygważdżam ją do niej. Kobieta patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczyma, wyrażającymi rozżalenie, zaskoczenie i determinację. Kąciki jej ust opadały lekko a brwi zmarszczone były w bólu. Musiałem niechcący zahaczyć o jej ramię. Jej policzki pokrywały się lekką czerwienią. Emocje dalej rozpalały mnie od środka. 
- Za szybko się do was przywiązałem - wyszeptałem, dusząc uczucia, mówiące mi, żebyś zrobił coś zgoła innego. - Sam nie wiem, skąd u mnie te emocje, skąd te reakcje. Nie znam się na relacjach z innymi ludźmi, więc jeśli chcesz mieć jakiś sekret, nie ukrywaj go jakbyś ukrywała słonia pod dywanem. To raczej nie zadziała, nie będę potrafił tego zignorować, zwłaszcza jeśli wracasz ranna - powiedziałem z trudem. Nie wiedziałem, jak wyrazić wszystkie myśli wędrujące w tę i z powrotem. Zamknąłem oczy i westchnąłem. Położyłem lewą dłoń na biodrze Elli a głowę na jej niezranionym ramieniu. Nie uchyliła się, nie poruszyła się, nie uciekła przed moim dotykiem. Mentalnie odetchnąłem z ulgą. Czułem, jak złość uleciała, lecz nadal pozostawały we mnie emocje, w niczym nie przypominające moich. 
- Przepraszam - rzuciłem lekko, podnosząc głowę. Chciałem się wycofać, lecz Ella położyła mi dłonie na ramionach. Pozycja w jakiej staliśmy była zdecydowanie niejednoznaczna. Nasze piersi i biodra stykały się ze sobą, stałem górując nad maleńką kobietą. Spojrzałem na jej twarz, która wyrażała teraz nieco inne uczucia. Widać było w nich poprzednią nutę rozczarowania, ale także ciekawość i konflikt. Wpatrywała się w moje oczy, jak gdyby nadal odbijał się w nich ogień, Jej usta były lekko rozchylone. Poza zapachem, zauważałem też inne rzeczy. Lekkie zaczerwienienie jej twarzy. Słyszałem jej szybki oddech. Umysł jednocześnie kazał rzucić mi się do ucieczki, lecz śmiałość Apolla zabraniała mi się ruszyć, ba, kazała mi jeszcze bardziej zamknąć dystans. Moja dłoń, która znajdowała się na biodrze Elli, zaczynała emanować lekkim światłem i poruszać się jednocześnie jakby niezależnie od mojej woli, ale również, jak na mój rozkaz, wsuwając się pod plecy kobiety. 
- Kontynuuj co zacząłeś, William - rzuciła bezwiednie, stając na palcach. Nie wiem, jaka magiczna siła poruszała moim ciałem, ale nie miałem ochoty jej powstrzymywać. Pochyliłem się lekko, całując ją. Napięcie, które było między nami, rozerwało się na milion kawałków. Przeniosła swoje dłonie, na moje policzki, prowadząc mnie przez pocałunek. Byliśmy tak blisko siebie, ale tak daleko. Opuściłem swoje dłonie wzdłuż jej talii, by lekko ją podnieść. Zareagowała, błyskawicznie, oplatając nogami moje biodra. Przygryzłem delikatnie jej dolną wargę, a ona pogłębiła pocałunek. Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje, ale nie obchodziło mnie to. Pragnąłem tylko więcej. Przejechała lekko językiem po mojej wardze. Rozchyliłem usta, odpowiadając łakomie. Nie wiem co to miało przedstawiać. Pocałunek przypominał bardziej walkę, niż cokolwiek innego. Niezidentyfikowany hałas rozdzielił nas. Staliśmy tak, ona, owinięta wokół mnie, trzymająca mój policzek i wodząca palcem po moim karku, ja, zaczerwieniony, witający jej ciepło, przesuwający dłoń po jej udzie, niebezpiecznie blisko tyłka. Staliśmy tak, nasze oddechy mieszały się ze sobą, a my układaliśmy w myślach, to co się właśnie zdarzyło, zaskoczeni swoim zachowaniem. Opuściłem kobietę na ziemię, i zrobiłem pół kroku w tył. Spojrzała w dół, a następnie jej pytający wzrok znowu wylądował na mojej twarzy. Otworzyła usta, lecz zamknęła je, jakby nie wiedząc co powiedzieć. Oczekiwałem najgorszego. Gdy ponownie je otworzyła, tym razem nie zatrzymała się.
- Will... Dlaczego twoja ręka świeci?

Ella?

14 kwi 2017

Od Williama do Elli

Rozbawiony patrzyłem na Pepper ganiającą się z Deanem. Mężczyzna zażarcie bronił swojej ostatniej kiełbaski, jakby to był jego najcenniejszy skarb. Ella obdarzała ich tylko pobłażliwym spojrzeniem. Oparłem głowę na jej ramieniu.
- Elllllllll... - wyjęczałem, a kobieta i tak nie zaszczyciła mnie ani jednym spojrzeniem.
- Czemu nie mamy pianeeeek? - spytałem dźgając ją w bok.
- Pianki są dla słabeuszy - powiedziała kobieta przewracając oczyma.
- Wrzuciłaś mnie do wody, będę chory, należą mi się piankiiiii - tym razem dźgnąłem ją w policzek. Niech cierpi! Wyciągnęła rękę i poklepała mnie po czubku głowy.
- Rzadko zdarza mi się to mówić, ale naruszasz moją przestrzeń prywatną - powiedziała oschle a ja powoli wyprostowałem się. Nie miałem dzisiaj żadnego oporu przed dotykaniem Elli. To jakieś postępy! Jeszcze trochę a... Rzuciłem spojrzenie w stronę kobiety. Nie bez powodu ją dzisiaj narysowałem. Jej twarz, choć dziecięca i zabawna, miała swój urok. Zwłaszcza te ogromne oczy.
I ładne usta. I śmiesznie odstające na wszystkie strony, włosy. I jej kark. Mógłbym dotknąć jej karku. Nie oceniajcie mnie, karki potrafią być ładne. Dziewczyna bardzo zabawnie wyglądała w mojej bluzie. Niezbyt się jej to spodoba, ale to też chciałbym narysować. W takim razie... Po prostu nie mogę dopuścić aby to zobaczyła! Kobieta spojrzała na mnie sponad swoich okularów. Odwróciłem od niej wzrok i zapatrzyłem się w ogień. Wnioskując ze smutnych jęków, Dean poddał się a sznaucerka ze smakiem pożerała kiełbaskę. Pewne było, że tak się to skończy. Zatrząsłem się z zimna i przysunąłem się bliżej do ognia. Dean porzucając wydawanie z siebie dziwnych odgłosów, choć nadal ze zbolałą miną zajął się pieczeniem kromki chleba. Ella zaczęła tylko go wyśmiewać. Podniosłem się mozolnie, ignorując pytające spojrzenia tamtej dwójki i poszedłem do domku po dodatkową kurtkę. Ponownie znajdując się na zewnątrz, rzuciłem:
- Idę od was odpocząć - i skierowałem swoje kroki ku furtce. Mając do wyboru tylko drogę prowadzącą nad jezioro i drogę żwirową, prowadzącą do głównej drogi, wybrałem jezioro. Powoli człapiąc wszedłem na pomost i usiadłem na samym jego końcu, tak, że nogi zwisały mi tuż nad powierzchnią wody. Wysunąłem sztylet i zacząłem bawić się nim, przerzucając z ręki do ręki, łapiąc go, gdy wystraszyły mnie bąbelki powietrza uwolnione przez ryby. To złe stworzenia. Lekko demolując pomost zacząłem lekko wycinać w deskach płytkie wzory. Wciągnąłem trochę powietrza, robiąc głęboki wdech. Potrzebowałem chwili dla siebie, ale nudziła mnie taka bezczynność. Na rysowanie było za ciemno, dlatego nie wziąłem szkicownika. Nucąc lekko jakiś przebój Taylor Swift wyobraziłem sobie niewidzialnego przeciwnika. Poderwałem się na nogi wykonując ataki, bloki, uniki. Skakałem z jednego krańca pomostu na drugi, parę razy ryzykując wpadnięciem do wody. Dłoń, trzymająca sztylet spociła mi się. Czując przypływ adrenaliny spróbowałem wykonać unik, którego nauczyłem się dawno, dawno. Odskakując od "przeciwnika" wygiąłem się gwałtownie, i odepchnąłem od ziemi by zrobić salto. Podczas tego ruchu, usłyszałem delikatne kroki za mną i zobaczyłem czyjś cień. Dammit. Dokończyłem ruch, tak, by ustawić się gardą przed przeciwnikiem, przygotowując się do zadania ciosu sztyletem, ale moim oczom ukazał się tylko szczerzący się Dean.
- Masz zadatki na łowcę - powiedział. Zrezygnowany opuściłem dłonie, lecz mężczyzna zrobił krok do przodu, przygotowując się do zadania ciosu pięścią. Odskoczyłem szybko i uchyliłem się, wbijając mu lekko pięść w podbrzusze. Uśmiechnąłem się jak mój towarzysz i odrzuciłem nóż, tak, żeby nie wpadł do wody. Kontynuowaliśmy sparing przez paręnaście minut, obaj zdeterminowani ale i coraz bardziej zmęczeni.  Przerwaliśmy gdy dobiegło nas szczekanie i ujrzeliśmy zbliżającą się ku nam Ellę. Nie miała zbyt zadowolonej miny.
- Zostawiliście mnie samą tylko po to, żeby się pobić?! - podniosła wzrok, a sznaucerka jakby żartobliwie schowała się za Deanem.
- Nic by cię nie zjadło pani Antynadnaturalna - rzucił Dean z przekąsem. Mimo rozgrzania po wysiłku, czułem jak chłodne powietrze zatacza kręgi po mojej skórze.
- Jesteśmy przepoceni, powinniśmy wracać.
- No co ty nie powiesz? - Ella, już mniej "zła" rzuciła mi krytyczne spojrzenie. Podniosłem sztylet z desek.
- Chyba nie zostawiłaś palącego się ogniska? - spytał Dean, wysyłając jej równie krytyczne spojrzenie.
- Nope, wygasiłam je już - pokiwałem głową. Powoli udaliśmy się w stronę domku. Posprzątaliśmy po ognisku i upewniliśmy się, że wszystko jest dobrze dogaszone. Następnie szybko pobiegłem pod prysznic i pozbyłem się brudnych ubrań. Wykonałem niezbędną toaletę i rzuciłem się na wersalkę, która przypadła mi w udziale. Odłożyłem okulary na stolik obok. Z niewiadomych powodów nawet pod kocem i pierzyną, było mi cholernie zimno. Skuliłem się mocno wkładając słuchawki do ucha, w których poleciały utwory Desperate Journalist. Leżałem tak przez parę minut, gdy poczułem unoszącą się kołdrę i wsuwającego się pod nią ktosia. Wyciągnąłem słuchawkę z jednego ucha.
- Zimno mi - powiedziała Ella, rzucając swoją poduszkę na połowę wersalki.
- Idź do Deana - wyjęczałem.
- Leży już z Pepper - wyjaśniła moszcząc się wśród pościeli. Obróciłem się tak, by leżeć twarzą do niej. Kobieta przysunęła się blisko kładąc głowę na moim ramieniu i zarzucając rękę na mój brzuch, wysyłając mi niesamowicie niewinny uśmiech.
- Często to mówię i powiem jeszcze raz - naruszasz moją przestrzeń prywatną - wyszeptałem i wtuliłem się bardziej w kobietę. Otoczyłem ją swoimi ramionami i czując w końcu ciepło, powoli zasnąłem.
***
Wybudziły mnie dreszcze. Przetarłem dłonią twarz i powoli otworzyłem oczy. Pozwoliłem wzrokowi przyzwyczaić się do lekkiej ciemności panującej w pomieszczeniu. Nie byłem niczym przykryty gdyż Ella ściągnęła ze mnie i kołdrę i koc. Była jedynym źródłem ciepła, jej plecy lekko do mnie przylegały. Zacząłem się podnosić by chwycić kolejny koc, leżący na stołku nieopodal. Zatrzymałem się w połowie czynności. Ze środka pokoju przyglądała mi się para świecących oczu, które należały do ogromnego wilka. Tylko jego klatka piersiowa poruszała się lekko. Stał w takim bezruchu mierząc się ze mną wzrokiem. Potrząsnąłem ramieniem Elli. Następną rzeczą, jaką poczułem była dłoń rozplaskująca się na moim policzku.
- Ella, tutaj jest wilk.
- Dżem jagodowy... - wybełkotała kobieta. Nerwowo obrzuciłem wzrokiem zwierzę. Wilk przekrzywił swój łeb a ja przekląłem w duchu. Nie zdążyłbym sięgnąć po broń. W pomieszczeniu rozległ się warkot. Godammit. Zajęło mi parę sekund dostrzeżenie, że dźwięk ten nie dobiega od bestii, tylko od Pepper. Wilk przekrzywił tylko łeb, kierując wzrok na psicę i odwracając się, lekko wybiegł z pomieszczenia. Sznaucerka po paru minutach z powrotem się położyła. Zsunąłem się z łóżka, w między czasie sięgając po sztylet. Obszedłem cały domek. Nie znalazłem ani zwierzęcia, ani żadnego dowodu, że tu było. Upewniłem się, że wszystkie drzwi są pozamykane i wróciłem na wersalkę. Otoczyłem się tamtym dodatkowym kocem i położyłem się obok Elli, wiedząc, że i tak nie zasnę. Przerywając wpatrywanie się w sufit, wyciągnąłem rękę po ładujący się telefon. Ekran rozświetlił ciemność dookoła mnie wskazując godzinę 04:08. Westchnąłem i odrzuciłem go gdzieś w nogi spoglądając na Ellę. Dalej spokojnie spała. Coś było nie tak, a ja nie wiedziałem co. Przysunąłem się bliżej do kobiety i wsunąłem stopy, między jej. Twarz kobiety skrzywiła się. Pozostało mi tylko czekać, aż ona i Dean się obudzą. Czas zacząć odliczanie.
***
Doszedłem do 21840 sekundy gdy usłyszałem przeciągłe, męskie ziewnięcie. Spojrzałem w stronę drugiej wersalki. Dean zaczął powoli się podnosić i z głupim wyrazem twarzy lekko otworzył oczy. Rozbudziło to Pep, która rozemocjonowana zaczęła skakać po całym pomieszczeniu. Gdy pies wskoczył na Ellę, ta także dała oznaki życia, i zrzuciła najpierw psa, a potem mnie z łóżka. Już bardziej oprzytomniały Dean, wyszczerzył się głupio.
- Damn. Byłeś w jednym łóżku z El w tym samym pokoju co ja, a ja nic nie słyszałem? Kiepsko z tobą, stary - zaśmiał się a ja zrezygnowany oparłem głowę o wierzch wersalki.
- Nie słyszałeś też, ani nie widziałeś wilka stojącego na środku pokoju, z tobą też nie najlepiej - skwitowałem i poczułem dłoń targającą moje i tak już potargane włosy. Nachylała się nade mną Ella, ze sceptyczną miną.
- To był tylko sen. Mi się śniło, że zaprosili mnie do reklamy chusteczek do okularów, a żeby przejść casting, musiałam znaleźć parę i coś zaśpiewać. Dean był zajęty kupowaniem suszarki, więc wzięłam Ciebie i razem zaśpiewaliśmy "R U Mine?"i ty tańczyłeś do tego makarenę. Przeszliśmy casting, ale jak weszliśmy na plan, byłam naga, i nikt tego nie zauważał. Potem się odwracam, i ty też jesteś nagi, więc opuściliśm...
- To nie był sen, spójrzcie na Pepper. Ona go przegoniła - przerwałem kobiecie wywód, a ona wymieniła porozumiewawcze spojrzenia z Deanem. Czy oni mają mnie za kretyna. Przewróciłem oczami. Dean powoli wstał, nieznacząco wodząc wzrokiem po podłodze.
- Chcecie kawy? - spytał spoglądając na nas. Stanął dokładnie w miejscu, w którym stał wczoraj wilk. Przeciągnął się, rzucając Elli kolejne spojrzenie. Obrócił się w miejscu i zaczął iść do kuchni.
- Ja chcę - powiedziała kobieta. - Chłoptasiowi też zrób, nie wygląda zbyt wyraźnie - dokończyła, ponownie targając moje włosy. Zrzuciłem jej rękę i spojrzałem na nią chłodno. Wstałem i skoczyłem do kuchni, by zająć się przygotowywaniem jajecznicy z pomidorami i szpinakiem. Oni prędzej umrą, niż zrobią jadalne śniadanie.

Ella?

9 kwi 2017

Od Williama Do Elli

Obserwowałem z uśmiechem wymianę zdań między Ellą i Deanem. Pociągnąłem kolejny łyk piwa. Rozejrzałem się po barze. Na mój gust był całkiem spory tłum. Paru gości grało sobie w rzutki (nie wiem czy to bezpieczne, patrząc na ilości alkoholu pochłanianego przez nich), w kącie jakaś para próbowała się nawzajem pożreć, przy jednym z większych stolików siedziało z 10 kobiet, głośno się śmiejąc. Tam się chyba nie wybieram. Złapałem wzrok jednej z nich. Puściła mi oczko. Yupp, trzymam się stamtąd z daleka. Przy barze siedziała dwójka mężczyzn, nieco starszych. Wyglądali na przygnębionych i smętnie popijali piwo. Poczułem, jak Ella kopie mnie pod stołem. Przerzuciłem swój wzrok na nią.
- Prawda, że Dean powinien załatwić sobie psa? - spytała, rzucając mi wymowne spojrzenie. Przewróciłem oczyma.
- Nie wiem co Ci przeszkadza. Jakiś czas temu narzekałaś, że nie chce Ci się podnosić, żeby wyjść z Pepper - Dean rzucił mi uśmiech. Ella skrzyżowała ramiona na piersi i ponownie kopnęła mnie pod stołem.
- Trzeba załatwić Ci krzesełko dla dzieci, na tym nogi Ci jakoś mocno latają - wyszczerzyłem się w jej kierunku.
- Grabisz sobie, William - zmrużyła oczy.
- To ja ucieknę zanim zaczniecie się bić jak baby i pójdę zamówić kolejne piwa - powiedział Dean i przeciągając się, wstał od stolika. Wzruszyłem ramionami i sięgnąłem po chipsa. Zaległa cisza. Spojrzałem na El. Patrzyła na coś za moimi plecami.
- Jak myślisz? - spytała, a ja odwróciłem się i podążyłem za nią wzrokiem. Do baru weszła trójka mężczyzn.
- Który?
- Ten z koszulką Arctic Monkeys baranie - w sumie, miało to sens. Przyjrzałem się mu. Facet był nieco niższy ode mnie, miał ciemne włosy i niecodzienny kolor oczu. Nieco żółte, z domieszkami brązu. Ubrany był schludnie, poza wspomnianą koszulką miał na sobie czerwoną, rozpinaną bluzę i zwykłe jeansy. Wraz z kolegami ruszył w stronę barmana. Oderwałem od niego wzrok. Ella nadal się w niego wpatrywała. Jak łowca w swoją zwierzynę.
- Gust muzyczny ma niezły - powiedziała spokojnie, a moje plecy przeszedł dreszcz i w umyśle zobaczyłem obraz Deana, mnie i Elli kręcących się po uliczce. Nieco pijanych. Pokręciłem głową.
- Możesz próbować - choć raczej marne efekty to przyniesie, dopowiedziałem sobie w myślach. Do stolika wrócił Dean.
- Próbować czego? Oprzeć się mi? - powiedział ze swoim charakterystycznym, przerażającym uśmiechem.
- Tamtego gościa - Ella wskazała nieznacznie swój cel. Dean przyglądał mu się sekundę.
- Wygląda porządnie. Leć, ja potem spróbuję sił u tamtych pań - rzucił i pomachał wcześniej wspomnianym kobietom. Wszystkie wręcz synchronicznie zachichotały. Wzdrygnąłem się i  wróciłem do swojego piwa. Ella zeskoczyła z krzesła a ja ukryłem uśmiech w moim trunku. Dean klepnął ją po plecach a ona skierowała swoje kroki w stronę baru. Pogrążyłem się w mało zajmującej rozmowie z Deanem, lecz szybko mnie opuścił, spełniając swoje wcześniejsze słowa i siedział teraz razem z tamtymi kobietami. Jak na mnie nakrzyczą, że zjadłem całe chipsy, to powiem, że mogli mnie nie zostawiać. Ruch małego stworzenia, oddalającego się od baru przykuł mój wzrok. Ella powoli zbliżała się z rozgoryczonym wyrazem twarzy.
- Świętują jego coming out - rzuciła szybko. Usiadła a ja pogłaskałem ją po głowie. Syknęła i strąciła moją rękę. Rozejrzała się w poszukiwaniu Deana ale jej wzrok zatrzymał się na mężczyźnie mijającym nasz stolik. Co, kolejny? Szybko go obejrzałem. Chłopak wydawał się być mniej-więcej w wieku Elli. Był od niej znacznie wyższy (pewnie ma parę centymetrów więcej ode mnie). Ubrany był w koszulę i jeansy, ale jego wygląd był niepokojący. Znaczy, wyglądał bardziej jak dziecko, ale niesamowicie przypominał moją towarzyszkę. Ciemne włosy, jednakowo wielkie oczy, tylko w innym kolorze niż jej. Można by uważać, że są spokrewnieni. Chłopak zauważył spojrzenie Elli i przystanął na sekundę. Dziewczyna wyraźnie zbladła, a on tylko puścił jej oczko i ruszył dalej. Wysłałem pytające spojrzenie w kierunku Elli. Pokręciła tylko głową i wstała.
- Chodź, późno się robi. Kradniemy Deana i idziemy - byłem nieco zaskoczony. Chłopak zniknął, zapewne w barowej toalecie. Kobieta złapała mnie szybko za nadgarstek i pociągnęła w stronę Deana. Szepnęła mu coś do ucha, a on pożegnał się z kobietami. Skomentowały to tylko równie zsynchronizowanym jak wcześniejszy chichot, jękiem. Wyszliśmy na zewnątrz a krótkie nogi Elli chyba instynktownie skierowały się w stronę mojego mieszkania. Za miły dla niej jestem. Wyrównałem z nią tempo.
- Skąd ten pośpiech? - spytałem, a dziewczyna uśmiechnęła się tylko.
- Uznaliśmy, że na pierwszy raz w takim miejscu, naszej małej dziewicy wystarczy - uderzyłem ją brzegiem dłoni w głowę a ona przydepnęła moją stopę. Skręciliśmy zgodnie w mniejszą uliczkę, żeby przejść skrótem. Dookoła nas stała tylko jedna, czarnoskóra kobieta, paląca papierosa, nieco starsza. Poczułem dreszcz na moich plecach. Zaczęliśmy ją mijać, a ja nie mogłem odwrócić od niej wzroku. Jej oczy błysnęły na żółto, upodabniając się do oczu węża. Zatrzymałem się szybko a moja ręka sama powędrowała do sztyletu. Drakaina przybrała już swoją normalną formę, a Dean i Ella zorientowali się, że coś się dzieje, dopiero po zrobieniu paru kroków. Dean stanął obok mnie z pistoletem w ręku, Ella, bez broni zatrzymała się z tyłu. Z buzi kobiety wyłonił się rozdwojony język.
- Dziessssię Apolla. Ressssta mosssse ssssię wysssofać - wysyczała.
- Tak powinniście zrobić. Grecka. Nic poza bronią z niebiańskiego spiżu jej nie skrzy
wdzi, a broń palna zrobi dużo zamieszania. Wycofajcie się - rzuciłem szybko a kreatura uśmiechnęła się.
- Cóż ssssa heroissssm - zaczęła powoli się przybliżać na swoich wężowatych kończynach. Darakainy zazwczaj trzymają się grup. I jej pojawienie się tutaj nie było zbyt uzasadnione. Usłyszałem delikatne szuranie, gdy Dean i Ella zaczęli się cofać. Uśmiechnąłem się i rozpocząłem atak. Skoczyłem na prawą stronę kreatury, przerzucając zręcznie sztylet do lewej dłoni, by zadać cios w plecy, niestety - uchyliła się a moje ostrze tylko drasnęło jej łuski. Syknęła i szybko rzuciła się na mnie. Odskoczyłem zręcznie w drugą stronę, odciągając ją od tamtej dwójki. Z nimi zazwyczaj jest problem, ale ta nie powinna stanowić zagrożenia. Sama ludzka forma, stanowiła dla mnie podpowiedź, że ta jest nieco słabsza. Tej najsilniejsze maskują się w młodszych postaciach. Po raz kolejny zaatakowała, obnażając kły. Odczekałem chwilę, by tym razem zaatakować jej pierś, tym razem z lepszym skutkiem. Sztylet wbił się na głębokość paru centymetrów. Nie zatrzymało to jej i powaliła mnie na ziemię. Podbiegł do nas Dean, wbijając zwykły nóż, o sztyletowym ostrzu w plecy potwora. Odwróciła się z sykiem a ja skoczyłem na nią i zawijając wokół niej ramiona wyciągnąłem szybko sztylet i podciąłem krtań, tak, że jej głowa zawisła na paru centymetrach wężowej skóry. Po paru sekundach kreatura rozsypała się a ja upadłem. Podniosłem się sprawnie i otrzepałem. Dean i Ella rzucali mi rozbawione spojrzenia.
- Jeszcze trochę, a bym na ciebie poleciała - kobieta uśmiechnęła się do mnie. Westchnąłem i klepnąłem Deana w plecy.
- Dzięki.

Ella?