Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stiles. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stiles. Pokaż wszystkie posty

31 sie 2017

Od Stilesa cd. Elizabeth

- Być może. - Wzruszyłem ramionami i wyłączyłem silnik. - Nie jestem dobry.. ale zły też nie.
- Nie do końca cię rozumiem. - Zmarszczyła brwi.
- O to chodzi.
Wysiadłem z jeepa i trzasnąłem mocno drzwiami, by mieć pewność, że dobrze się zamknęły. Oczywiście, że nie bałem się wracać samemu do domu, planowałem nawet ponownie udać się w to miejsce. Ciekawiło mnie, czy to ciało wciąż tam jest i czy należało do człowieka. Przeciętni ludzie najrzadziej stają się ich ofiarami. Mógł być to inny nadnaturalny, łowca, bądź ktoś, kto wiedział za dużo. Elizabeth też wiedziała za dużo. W sumie ja jej niczego nie powiedziałem, sama się domyśliła, a ja.. ja tylko potwierdziłem jej przekonanie i to nie do końca. Nie stanę przez to przed jakimś sądem potworów, czy coś w tym stylu. Kobieta raczej nie wyglądała na osobę, która czeka na sensację, by rozpowiedzieć to wszystkim. Zresztą i tak nikt by jej nie uwierzył. O wilkołakach coś wie, ale o reszcie nie musi, bynajmniej nie ode mnie. To kim jestem, pozostaje ze mną. Nigdy nie ujawniłem się przed żadnym człowiekiem i nie pozwolę, by ktoś znał moją prawdziwą naturę. To, czym się stałem.. to nie dar, to przekleństwo. Niektórzy swoją inność traktują jako coś dobrego, żyją w zgodzie z tym. Ja nie potrafię. Bycie demonem, nie może być w żadnym stopniu czymś dobrym, na co wskazuje już sama nazwa. Nie działam przeciwko społeczeństwu, staram się żyć jak oni, jak normalny człowiek, chociaż wiem, że to nie jest do końca możliwe.
Elizabeth skierowała się w stronę wejścia i pospiesznym krokiem wbiegła po schodach. No nie, nie lubię schodów. Mam nadzieję, że nie będzie ich zbyt wiele. Potruchtałem za nią, nie chcąc się zgubić, co w moim przypadku jest rzeczą bardzo naturalną. Gubię się wszędzie. W centrum handlowym, na mieście, nawet we własnym mieszkaniu, ale to już tylko wtedy, gdy jest ciemno. Każdemu się zdarza, prawda? Okej, nie wszyscy są takimi nieudacznikami życiowymi. 
Wszedłem po schodach za dziewczyną, o mało nie potykając się o każdy możliwy stopień, bo niestety światło nie było zbyt wydajne. Zatrzymałem się dopiero, gdy usłyszałem przekręcanie klucza w zamku, a zaraz potem z mieszkania wydobyło się światło, zapalone przez dziewczynę. Zaczekała chwilę przy drzwiach, a gdy wszedłem i zdjąłem buty, udała się w głąb mieszkania, zapalając po kolei wszystkie światła. Już na wejściu zauważyłem całkiem pokaźną ilość zieleni. Elizabeth zatrzymała się w pomieszczeniu, które najpewniej było kuchnią, połączoną z jadalnią.
- Rozgość się, zaraz przyjdę - powiedziała cicho i zniknęła w jednym z pokoi.
Usiadłem na jednym z krzeseł i bardziej rozejrzałem się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałem. Gdzie nie spojrzeć, była tam jakaś roślinka. Na parapecie, na blacie kuchennym, na podłodze, na stole, na półkach. Nie ukrywam, że w takim miejscu oddychało się o wiele lepiej, niż na cuchnących spalinami ulicach, albo chociażby moim mieszkaniu, gdzie jedyną zieleń tworzą dwa małe kaktusy, stojące w moim pokoju. Żadna inna roślinka nie wytrzymała u mnie zbyt długo, zazwyczaj zapominałem je podlewać, a jak wiadomo kaktusy nie wymagają aż tak wielkiej pielęgnacji jak inne, chociaż... jakiś czas temu miałem trzy, jeden usechł. Kiedyś Maura kupiła mi storczyka, wytrzymał całe pół roku, to mój rekord zaraz po kaktusach.
- Chcesz coś do picia? - spytała wracając do kuchni.
- Wodę. - Wzruszyłem ramionami, a Elizabeth zaczęła grzebać po szafkach.
Wyjęła całą zgrzewkę małej, butelkowanej wody i podała mi jedną. Nie wiem, dlaczego tu przyszedłem. Ja byłem całkowicie bezpieczny, ale kobieta chyba nie zdawała sobie sprawy z tego, że zaprosiła do swojego mieszkania demona, który ma na swoim koncie wielu zabitych ludzi i tych innych. To nie było zbyt dobre posunięcie z jej strony, ale w sumie się nie dziwię. Po tym co zobaczyła, miała prawo się bać, a ja poniekąd ją uratowałem. Chociaż.. sam ją w to wpędziłem, ale... ale potem uratowałem! Złapałem butelkę w obie dłonie i oparłem o nią brodę, widząc, że dziewczyna ma coś ważnego do powiedzenia, ale jeszcze nie wie, jak to zrobić
- W tym Bestiariuszu piszą, że.. - zaczęła, ale zaraz przerwałem jej krótkim śmiechem. 
- Naprawdę wierzysz w ten Bestiariusz? - zaśmiałem się.
- Jak widać, mówi prawdę.
- Nie do końca. Czy opisuje najzwyklejsze w świecie wilki, które jadą na sterydach, bo ludziom zachciało się eksperymentów? - Uniosłem brwi, próbując zbić ją z tropu.
- To nie były zwykłe wilki..
- Tak, modyfikowane genetycznie wilki.
- Chcesz teraz powiedzieć, że mnie okłamałeś? - Oparła się o blat, zakładając ręce na piersi. - Już się z tego nie wycofasz, poza tym wiem, co widziałam. Czy.. inne istoty z tej książki też istnieją? Ciężko jest mi myśleć, że widziałam.. wilkołaki.
- Lepiej zasłoń rolety w oknach, bo jak wleci tu światło księżyca, stracę nad sobą kontrolę i też się w niego przemienię. Wtedy będę musiał cię zabić, za dużo wiesz.
Mina Elizabeth w tym momencie była bezcenna. Zrobiła się blada jak trup i podparła się dłońmi o blat kuchenny.
- Naprawdę? - wyrwało jej się.
- Tak, a zaraz potem wyskoczę przez okno i zacznę wyć smutną serenadę do księżyca. - Zacząłem poważnie, jednak nie potrafiłem utrzymać już kamiennej twarzy i zacząłem się śmiać - Nie jestem wilkołakiem, nie zrobię ci krzywdy.
Jestem czymś gorszym, ale tego nie musi wiedzieć. To zraża ludzi, chociaż w sumie nikomu o tym nigdy nie powiedziałem. Nikomu, poza Maurą. Kiedyś widziała, jak walczyłem z wampirem, musiałem jej wszystko wytłumaczyć, ale wiedziałem, że i tak mnie nie opuści. Była dla mnie jak matka.
- O mój boże! - wykrzyknąłem, a Elizabeth aż podskoczyła. - Czy to jest żółw?
Zobaczyłem jak mała zielona kulka powoli wychodzi z jednego z pokoi. Matko Boska! To żółw! Wstałem z krzesła i dosłownie rzuciłem się przed nim na kolana. Jaki słodziutki!
Ja pierdzielę, mój wewnętrzny demon chyba w tym momencie poczuł się zażenowany




Elizabeth? 

29 sie 2017

Od Stilesa cd. Elizabeth

- Nie znam się na roślinach. - Wzruszyłem niedbale ramionami, odwracając się w stronę idącej na przód kolejki. 
Nie lubiłem, gdy ktoś oglądał moje niedokończone prace, a tej brakowało jeszcze kilku szczegółów. Tak szczerze, to nie chciałem by ktokolwiek je oglądał, już nie ważne, czy skończone, czy nie. Wolałem zatrzymywać je tylko dla siebie, bo mało kto, zrozumiałby moją interpretację. Odzwierciedlały różne przedmioty i zdarzenia z mojego życia i nie tylko. Bardziej z tego, kim, a raczej czym jestem.
Odwróciłem się, ponownie zerkając na lekko zakłopotaną kobietę.
- Uwieczniłem naturę, która zabija i karze niewinnych ludzi na ból i cierpienia.
Gdybym usłyszał coś takiego od kolesia wyższego ode mnie przynajmniej o głowę,  wyglądającego jak typ spod ciemnej lampy, albo chociaż z ciemnego zaułka, to zawinąłbym mandżur i spokojnym, ale jednak żwawym krokiem odszedłbym jak najdalej. Ale to tylko ja i zrobiłbym to dlatego, że wiem, czym jestem. Co nie zmienia faktu, że się boją. Mieszkańcy tego miasta są nad wyraz przewrażliwieni. W ostatnim czasie za dużo się tu wydarzyło, istoty nadnaturalne przestały uważać i ludzie coraz więcej podejrzewają.
- Natura sama w sobie nie zabija. - Zmarszczyła brwi, próbując zrozumieć mój tok rozumowania.
- Natura decyduje o tym, kim jesteśmy. Nie mówię tu o naturze, jako samych roślinkach, chodzi mi o ogólne istnienie.
- Nie do końca rozumiem...
- O to chodzi. - Uśmiechnąłem się i podszedłem do kasy.
Zapłaciłem za nowy zostaw ołówków, kredek i dwa bloki. Po czym pospiesznie wyszedłem ze sklepu. Coś było nie tak. Nie zdążyłem nawet dojść do swojego jeepa, gdy dotarły do mnie dziwne dźwięki. Brzmiało to jak uderzanie czym ciężkim w metal, jednak przerywane było cichymi jękami bólu. Rozejrzałem się, jednak nic nie wzbudziło moich podejrzeń. Jako "inny" miałem o wiele bardziej wyczulony słuch, więc nie zdziwiło mnie, że większość ludzi przechodziła obojętnie. Podbiegłem do pojazdu, wrzucając szybko na jego tylne siedzenie reklamówkę z moimi zakupami.
Nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził, co się dzieje, tym bardziej, że mieszkam niedaleko stąd. Być może to jacyś bezdomni, być może złodzieje, bądź inni przestępcy, jednak w tym mieście bardziej prawdopodobna będzie obecność kogoś... em... nadnaturalnego.
Podszedłem bliżej zabudowań i zatrzymałem się przy przejściu, między dwoma budynkami. Nastała cisza, przerwana dopiero cichym warknięciem. Obejrzałem się za siebie, by w razie czego uniknąć wszelkich świadków, jednak przechodnie jakby zniknęli. To nie była ruchliwa dzielnica, jednak nawet jak na nią, było wyjątkowo zbyt spokojnie. Spokojnym krokiem wszedłem pomiędzy budynki, jednak zaraz odwróciłem się raptownie, słysząc kroki za sobą. Już chciałem zaatakować, gdy w "napastniku" rozpoznałem kobietę ze sklepu.
- Zapomniałeś zabrać blok - odezwała się, machając nim w dłoni i wzięła kilka głębokich wdechów. - Strasznie szybko chodzisz.
W tym momencie zauważyłem, jak coś za nią przebiegło. Było to stworzenie poruszające się na czterech kończynach, prawdopodobnie wilkołak i raczej nie przyszedł tu sam. Słysząc jakieś niezidentyfikowane dźwięki, odwróciłem ponownie wzrok, zauważając w kompletnej ciemności, że coś się zbliża. Ciężki, niespokojny oddech, przerywamy jedynie pojedynczymi warknięciami poruszał się pewnie w naszą stronę. Szkoda, że nie zabrałem mojego kija do baseballu.
- Tu nie jest bezpiecznie - powiedziałem, zawracając i ciągnąć dziewczynę za sobą.
Zaskoczona i być może lekko przestraszona kobieta, za wszelką cenę próbowała wyrwać dłoń z mojego uścisku, jednak puściłem ją dopiero wtedy, gdy doszliśmy do mojego jeepa.
- Ktoś tam był? - spytała, rozmasowując swój nadgarstek.
- Em.. chyba jakieś zwierzę. Być może duży pies, albo wilk. - Wzruszyłem ramionami.
- Wilk? W środku miasta?
- Ostatnio się tak zdarza.
Odwróciłem się jeszcze raz w stronę przejścia między budynkami, chociaż był to raczej ślepy zaułek. Nie było z niego wyjaśnia, co świetnie sprawdzało się jako pułapka.
Dochodziły stamtąd dziwne odgłosy, nie wiem, na ile słyszalne dla zwykłych ludzi. Kobieta również pokierowała wzrok w to samo miejsce, chyba też to słyszała.
- Pomocy! - Dźwięk nadszedł z tamtego, ciemnego miejsca, to iluzja.
Ktoś próbuje nas tam zwabić. Kobieta od razu ruszyła w tamtą stronę. W porę udało mi się złapać ją za rękę, by uniemożliwić jej plan.
- Ktoś potrzebuję pomocy. - Oburzyła się, usilnie próbując się wyrwać.
- Pójdę to sprawdzić - rzuciłem od niechcenia.
W ludzkie umysły o wiele łatwiej się wkraść, jednak ja nie pozwolę sobie zamącić w głowie. Dobrze potrafiłem rozróżnić świat realny od iluzji, najpewniej dlatego, że sam potrafiłem je tworzyć, wnikać do ludzkich świadomości.
- Ja też idę, może ktoś jest ranny, albo..
- Nie - przerwałem i wyjąłem z kieszeni kluczyki - ty wsiądziesz do jeepa i w razie niebezpieczeństwa odjedziesz. Jedź gdziekolwiek, znajdę cię.
Wyjałem uprzednio swój kij  i do baseballu aka najlepszą broń świata, podałem kobiecie kluczyki i pewnym krokiem ruszyłem w stronę tajemniczego miejsca.
- Mam wsiąść do samochodu z obcym człowiekiem?!
Z obcym człowiekiem nie, z obcym demonem, być może.
- Rób co chcesz, tylko, żebym później nie musiał mówić a nie mówiłem - zawołałem, zatrzymując się przy wejściu do zaułka.
Coś mi tu śmierdziało i wcale nie byłem to ja. A może jednak... nie, to zdecydowanie nie ja. Wzdłuż murów budynków walały się śmieci, resztki jedzenia z pobliskiej restauracji, eh.. czy ktoś tu odprowadza ścieki? Okropny smród przybierał tylko na sile. Wśród niego dało się wyczuć coś jeszcze, krew. To miejsce idealnie mogło zamaskować jej zapach. Szedłem dalej, starając się ignorować nieprzyjemną woń, gdy zdołałem dostrzec ciało. Leżało kilka metrów ode mnie, całe zalane krwią. Zbliżając się, zauważyłem rany ciągnące się po całym ciele, rany od pazurów. Ukucnąłem na chwilę, przykładając dwa palce do szyi poszkodowanego. Ani przez chwilę nie pomyślałem, że może jeszcze żyć, ale lepiej było się upewnić. Ruszyłem dalej, jednak na razie nic nie wzbudzało moich większych podejrzeń, oczywiście wyłączając ludzkie zwłoki. Natknąłem się jeszcze na większą ilość krwi, była ciemna, miała intensywny zapach i z pewnością nie należała do człowieka. Doszedłem do końca zaułka jednak nic innego nie znalazłem. Może jest tu jakieś inne przejście? Pod ziemią? Może coś mieści się w którymś z budynków?
Moje rozmyślenia i obserwacje przerwał krzyk, a raczej pisk, należący najpewniej do dziewczyny, która została przy jeepie. Szybko zawróciłem i od razu zauważyłem, jak przy wyjściu z zaułka przebiega.. coś bliżej mi nieokreślonego. Niby miał posturę człowieka, jednak po jego ruchach nie problemem było wywnioskować, że nim nie jest. Podbiegłem tak szybko jak mogłem i znalazłem się w samym centrum pojedynku, między dwoma, prawdopodobnie, wilkołakami. Przybrali pełne postaci zwierząt i czaili się do ataku. Chwilę później rzuciły się na siebie. Są młodzi, kompletnie nie potrafią walczyć, a poza tym żaden doświadczony nadnaturalny nie toczyłby pojedynku na środku drogi. Nie chcemy się ujawniać, chyba, że komuś zależy na masowym mordzie, wtedy to inna sprawa.
Gdy jeden z nich próbował podnieść się po upadku, drugi skupił uwagę na mnie. Uniosłem kij do góry, zachęcając go do ataku. Bez problemy mógłbym nim zawładnąć, opętać jego ciało, ale nie mogłem zrobić nic.. hm.. nadnaturalnego? em.. niech będzie. Nie mogłem zrobić nic nadnaturalnego na oczach tej kobiety. Wsiadła do jeepa, jednak chyba nie widziało jej się odjeżdżać cudzym samochodem.
- Jedź! - krzyknąłem, gdy otworzyła drzwi.
Zawahała się chwilę i podejrzewam, że nie chciała odjechać. Na litość boską. Zaraz popchnę ten samochód i sam się stoczy z tej górki. Powolnym i ostrożnym krokiem podszedłem do jeepa najbliżej jak mogłem.
- Jedź, wezwałem już odpowiednie służby. Jak wsiądę to ten wilk pobiegnie za samochodem.
Jeep ma w sobie zdecydowanie za dużo pianki montażowej i taśmy klejącej, żeby pojechać na tyle szybko i go zgubić.
- Jeżeli w tym momencie nie ruszyć, obiecuję, że wyrzucę cię z tego samochodu i będziesz uciekać pieszo - powiedziałem, widząc jak wilkołak robi się coraz śmielszy. - Do końca ulicy i na skrzyżowaniu w prawo. Zatrzymaj się.. gdzieś. 
Tym razem poskutkowało i kobieta ruszyła. Wilkołak wyraźnie się ożywił, przybrał na wpół ludzką postać i chciał pobiec za autem, jednak w tym samym momencie wziąłem mocny zamach, a kij roztrzaskał się w drobny mak. No nie! Mój ulubiony! 
Odrzuciłem swoje ciało i bez problemu opętałem jego. Umysł długo się opierał, jednak nie miał żadnych szans. O cholera. Faktycznie mocno go uderzyłem. Czułem ból jego głowy, jednak nie przeszkadzało mi to. Chciałem wyciągnąć jakieś informacje z jego umysłu, ale nie było tam za wiele. Był młody, bardzo młody i bardzo głupi.
Zaniepokoiła mnie trochę cisza panującą naokoło. Drugi wilk leżał w tym samym miejscu co wcześniej, ale.. przecież on go nie zabił. O co tu chodzi. Podszedłem bliżej, nie potrafiąc przyjąć w pełni ludzkiej postaci wilkołaka, którego opętałem. Jego przeciwnik był martwy, dlaczego? Nie walczyli na tyle, by mógł go zabić. Dopiero po chwili, zauważyłem strzałę w jego ciele, a zaraz po tym poczułem silny ból w kręgosłupie, na wysokości ramion. Łowcy.
Tak szybko, jak mogłem opuściłem jego ciało, wracając do swojej postaci. Ból w plecach pozostał, jednak nie miałem żadnej rany, za to wilkołak, którym przed chwilą byłem, leżał na asfalcie, biorąc ostatnie płytkie wdechy. Postarałem się jak najszybciej usunąć z tego miejsca, nie zwracając na siebie większej uwagi. Plecy niemiłosiernie mnie bolały, za późno opuściłem jego ciało. Zanim doszedłem do skrzyżowania, ból ustąpił na tyle, że mogłem bez problemu się poruszać, nie wyglądając przy tym jak postrzelona kaczka. Już z daleka zauważyłem mojego kochanego jeepa, stojącego przy wjeździe do szpitala. Podszedłem do niego i otworzyłem drzwi od strony kierowcy, a kobieta pisnęła głośno, podskakując na miejscu.
- Przestraszyłeś mnie!
- Wybacz, wszystko w porządku? Odwiozę cię do domu. 


Elizabeth? c:
myślę, że wyszło mi całkiem ok:)

14 lip 2017

Od Stilesa

na wstępie zaznaczam, że nie przepadam za pisaniem pierwszego opowiadania, bo zazwyczaj nie mam na nie pomysłu, więc przepraszam za jakość i długość, poprawię się <3


Wychodząc ze sklepu z pizzą pod pachą, czułem się jak James Bond, tylko bez wybuchów w tle. W sumie mogliby nagrać film, w którym jakiś koleś ratuje światowy zapas mrożonej pizzy hawajskiej, a na pewno oglądałbym go w każdy wtorek. Zbiliby fortunę na tej produkcji, ale wątpię, by ktoś jeszcze wpadł na taki cudowny pomysł. 
O swoim winie - które niechcący zostawiłem przy kasie - przypomniałem sobie gdzieś między sex-shopem a kwiaciarnią, chciałem się zawrócić, ale policja już stała pod hipermarketem. Wznowiłem spacer do mojego kochanego jeepa, zaparkowanego gdzieś koło monopolowego. Całe szczęście, że lecę ten dzień na farcie i bez żadnego problemu do niego dotarłem. Zostawiłem hawajską w samochodzie, na wszelki wypadek przypiąłem ją pasami do siedzenia, i odwróciłem się w stronę drzwi sklepu. Właśnie wynosili z niego zwłoki mężczyzny, a zaraz za nimi wybiegła roztrzęsiona pracownica marketu. Postanowiłem już nie zawracać sobie tym głowy i po prostu wsiadłem do jeepa i po kilku próbach, udało mi się go odpalić. Szarpnął kilka razy, by po chwili rozpocząć płynną jazdę, przerywaną jedynie stukotem niewiadomego mi pochodzenia.
- Czy ciebie uda się jeszcze naprawić? - westchnąłem, rozglądając się po wnętrzu jeepa.
Nie był może w najlepszym stanie, ale wciąż jeździł, więc.. czego chcieć więcej od pojazdu? Wyjechałem z parkingu i ruszyłem w kierunku swojego mieszkania, jednak już po krótkiej chwili pewnie zdarzenie bardzo przykuło moją uwagę. Grupka napakowanych kolesi biegnąca za o wiele drobniejszą postacią. Nie był to codzienny widok i prawdopodobnie nie bawili się w berka, czy coś w tym stylu. W tym Demonie odezwało się dobre serce, a raczej ciekawość i chęć zabawienia się kosztem życia jakichś sebixów.
Zgasiłem światła i podjechałem odrobinę bliżej. Doskonale znałem tę okolicę, znajdowało się w niej wiele ślepych uliczek, co było świetną okazją dla wielu przestępców. Najbardziej niebezpieczna część miasta, a jednocześnie najmniej strzeżona przez tutejszą policję.
- Jesteś zbyt głośny, żeby podjechać bliżej - westchnąłem, zatrzymując się na poboczu.
Czy ja zaczynam rozmawiać z samochodem? Chyba zaczynam powoli wariować. Zostawiłem otwartego jeepa - bo kto normalny chciałby go ukraść - i ruszyłem w kierunku, być może, ciekawego wydarzenia. Chyba za dużo narzekałem na monotonię mojego życia, bo dzisiejszy dzień, zaczął obfitować w wiele nowości. Nareszcie wyrzucili mnie z pracy, zabiłem jakiegoś kolesia w hipermarkecie, bo chciał zabrać ostatnie opakowanie pizzy hawajskiej, a teraz idę pobawić się w berka, bo raczej ofiara jaką sobie wybrali, nie jest im równa chociażby siłą fizyczną. 
Gdy tylko zobaczyłem, gdzie skręca ta grupka, od razu wiedziałem, że z tego miejsca nie ma wyjścia. Był to zaułek między pocztą, a starym blokiem, gdzie znajdowały się głównie śmietniki i ulubione miejsca tego typu ludzi. Postać, która przed nimi uciekała, albo nie znała miasta, albo była na tyle spanikowana, że nie wiedziała dokąd biegnie. Już na odległość kilkudziesięciu metrów, byłem w stanie usłyszeć ich rozmowę, a raczej ich wrzaski, które przez tutejszych mieszkańców były zwyczajnie ignorowane. 
- Dokąd tak biegniesz? Stąd już nie masz wyjścia królewno - zawołał jeden z nich, gdy kobieta zatrzymała się przy wysokim, kamiennym murze.
Cała grupka stanęła kawałek dalej i powoli zbliżała się do swojej ofiary. Byli ludźmi, to pewne. Większości wydaje się, że istot nadnaturalnych nie można rozpoznać po samym wyglądzie, czy sposobie bycia, ale uwierzcie mi, wystarczy odrobina spostrzegawczości i bycie jednym z nich. 
W momencie, gdy jeden z nich szarpnął dziewczynę za rękę, postanowiłem zainterweniować. 
- Hej, panowie! Nie tak traktuje się kobiety - zawołałem, opierając się ramieniem o zimną ścianę budynku. 
- Czego tu szukasz?! Wypierdalaj, jeżeli ci życie miłe! - wrzasnął najwyższy z mężczyzn i zrobił kilka kroków w moją stronę.
- Jesteście tylko ludźmi, a uważacie się za nie wiadomo kogo. - W tym momencie włączyła mi się w głowie czerwona lampka, rozpoczynam swoje wywody filozoficzne. - Myślicie, że macie ogromną siłę, nawet większą od tego, jak mu tam.. yy.. Boga, no tak. Wątpię, że w niego wierzycie, ale mniejsza z tym. W waszym mniemaniu możecie decydować o cudzym życiu tego okradniemy, tamtą zgwałcimy, tego pobijemy, a jeszcze innego zabijemy. Nie, nie, nie tak to działa, bo..
Nie zdążyłem dokończyć, bo grupa "dresów" szybko pokonała dystans jaki nas dzielił, a ten najodważniejszy wymierzył cios w moją twarz, niestety okazało się, że ma dobrego cela, a ja słaby refleks podczas wywodów filozoficznych. 
Wystarczyło jedno spojrzenie. Od razu cofnęli się, o mało nie potykając o własne nogi. 
- Jeszcze nie zacząłem zabawy. - Zmarszczyłem brwi.
Chciałem się trochę nad nimi poznęcać, ale jakoś nie miałem chęci by ich gonić. Bez większego zastanowienia zaczęli uciekać w stronę ulicy. Trafiłem chyba na początkujących "gangsterów", jeżeli można ich w ogóle tak nazwać. Pewnie dopiero po czasie zacznie ich gryźć sumienie i uznają, że dali się nabrać jakiemuś przebierańcowi. 
Odwróciłem się w stronę kobiety, która wyglądała na bardzo zagubioną. Nie byłem do końca przekonany, czy jest człowiekiem, wręcz przeciwnie, byłem prawie pewny, że to istota nadnaturalna. Nie pasował mi tylko jeden element, dlaczego się nie broniła? 
- Wszystko w porządku? - spytałem, podchodząc bliżej.




Ktoś? ;>

7 lip 2017

Od Stilesa, 2, Pizza hawajska ponad ludzkie życie

Codzienna rutyna zaczynała mnie coraz bardziej przytłaczać. Pobudka, śniadanie, praca, obiad, praca, kolacja, sen. Zero nowości, zero szczęścia, zero chęci do istnienia, bo nie mogę nazwać tego życiem. Nigdy nie czułem się osobą godną życia, ja po prostu byłem i nic więcej.
Chyba czas się zabawić.
Jeżeli przez zabawę rozumie się zerwanie z pracy i plany zrobienia pizzy na kolację, to chyba całkiem dobrze mi to wyjdzie. Zarzuciłem na siebie lekką kurtkę i na szybko przejrzałem się w lustrze. Moja prawdziwa natura o tak późnej porze była bardzo widoczna, blada skóra, sińce pod oczami, aczkolwiek dla ludzi wyglądałem jak zmęczony życiem i pracą człowiek, a nie jakaś nadnaturalna istota. Westchnąłem ciężko i wyszedłem z mieszkania. Gdy podchodziłem do swojego starego jeepa, po chodniku przebiegła zgraja głośno krzyczących dzieciaków. Nie mogłem odpuścić sobie takiej wspaniałej okazji, do nastraszenie tych bachorów z sąsiedztwa. Za swój główny cel obrałem najstarszego, który w tamtym tygodniu wylał wiaderko farby na maskę mojego auta, jeszcze nie zdążyłem się na nim odegrać. Gdy już miałem stworzyć straszną iluzję dla tych gówniarzy, zadzwonił mój telefon. Przekląłem pod nosem i bez sprawdzania kto dzwoni, po prostu odebrałem.
- Tak?
- Czemu nie ma cię w pracy? - Usłyszałem zdenerwowany głos mojego szefa.
- Nie chciało mi się - mruknąłem i rozłączyłem.
Szczerze? Mam już dość tej roboty i prędzej czy później ją rzucę albo zostanę z niej wyrzucony, co jest w tym momencie bardziej prawdopodobne. Ukradkiem spojrzałem na godzinę i właśnie zorientowałem się, że mam niecałe piętnaście minut do zamknięcia sklepu, więc nie zważając już na te dzieciaki, wsiadłem do jeepa. Włożyłem kluczyki do stacyjki, a odpalenie go zajęło mi trochę czasu. Obawiałam się, że znowu będę musiał go naprawiać, a taśma niestety już mi się skończyła. Wewnątrz tego auta, jest tyle tej taśmy i pianki montażowej, że wciąż się zastanawiam, jakim cudem on jeszcze jeździ. Ma już parę dobrych lat, popsute było w nich chyba wszystko, a gdy się nie ma czasu na zaprowadzenie auta do mechanika i naprawia się samemu, to właśnie kończy ono jak mój jeep.
Ruszyłem główną drogą w stronę największego marketu w mieście, lubię mieć duży wybór, a mojej ukochanej pizzy nie ma w żadnym innym. Jechałem około dwóch kilometrów i cudem udało mi się zdążyć przed zamknięciem, bo zostało mi jakieś 6 minut. Wysiadłem z samochodu, nawet go nie zamykając i wszedłem do środka.
- Dobry wieczór - mruknąłem do kobiety, która właśnie siedziała przy kasie.
Widać było, że czeka już tylko na koniec swojej pracy, by wreszcie pójść do domu i porządnie się wyspać. Dodatkowo niezbyt było jej na rękę, że chwilę przed zamknięciem pojawia się klient, ale cóż.. Stiles chcieć pizza i nie ma na to mocnych. Kobieta jedynie burknęła coś pod nosem, co od razu mnie zirytowało. Człowiek próbuje być miły, nie zabić nikogo, a tu spotyka się z takim.. chamstwem? To chyba nie jest dobre słowo, ale nic innego nie przyszło mi do głowy.
Żeby nie tracić czasu, udałem się prosto na dział z mrożonkami. Po drodze spotkałem może z trzy osoby, z tego jedna nie była człowiekiem, po prostu to wyczułem, chyba że moja intuicja płata mi figle. Przy dziale z mrożonymi pizzami stał jakiś, wyglądał jakby był w moim wieku, może trochę młodszy. Zatrzymałem się zaraz przy nim i spojrzałem na szybę, za którą znajdowały się moje ulubione dania i szybko wypatrzyłem wśród nich pizzę hawajską. Została już ostatnia, więc bez namysłu wyciągnąłem rękę, by ją wyjąć, jednak w tym samym momencie zrobił to koleś, który stał obok mnie. O nie, nie mój drogi, tak nie będzie.
- Pierwszy byłem. - Spojrzałem na niego. - Łapy precz od mojej pizzy.
- Spierdalaj, byłem pierwszy w tym sklepie - burknął, zaciskając wolną dłoń w pięść.
- Oho, widzę kolega bardzo odważny.
- Zamknij się i puść to pudełko - wycedził przez zaciśnięte zęby.
- Jestem śmiercionośną istotą, zabijam kogo i kiedy chcę, więc jeżeli mam ochotę na pizzę hawajską, to będę miał pizzę hawajską. - Wyjaśniłem mu dokładnie, a ten spojrzał na mnie jak na idiotę.
- Psychol. - Splunął prosto na moje buty, wciąż nie puszczając opakowania.
Tak nie będziemy się bawić, mój kolego. Przymknąłem na chwilę oczy, pozwalając mojej drugiej stronie rozpocząć zabawę. Gdy tylko je otworzyłem, chłopak zaraz puścił i odsunął się prędko do tyłu.
- Tak ciężko było odpuścić? - spytałem, odwracając się w stronę kas.
Poczułem, jak coś przelatuje kilka centymetrów obok mojej głowy i wbija się prosto w ścianę. Nie dość, że ten idiota chciał mi zabrać pizzę, to jeszcze rzuca we mnie nożem. Co się dzieje z tym światem?
- Wybaczam ci ten nóż, o pizzy szybko nie zapomnę, więc lepiej się stąd zwijaj.
Nie zwróciłem już na niego zbytniej uwagi, teraz liczyła się dla mnie jedynie pyszna kolacja. Podszedłem do kas i położyłem opakowanie na ladzie.
- Zapomniałem czegoś, zaraz wrócę - odezwałem się do kobiety, wracając szybkim krokiem w głąb sklepu.
Przydałby się jakiś dobry alkohol do posiłku, jednak jak zwykle zapomniałem uzupełnić domowe zapasy trunków. Zatrzymałem się przy odpowiednim dziale i chwyciłem jedno z moich ulubionych czerwonych win i wróciłem do kas. Mężczyzna, którego wcześniej widziałem, właśnie wychodził, a przechodząc z pustymi rękoma obok lady, szybko złapał pudełko z pizzą.
Serio? Jeszcze ci mało?
Podbiegłem szybko i wręcz rzuciłem się na tego kretyna, przyciskając jego szyję do brudnej podłogi.
- Chciałem pizzę, nie twojej śmierci. Teraz chcę jednego i drugiego.
Chłopak przełknął głośno ślinę, co poczułem również na swoich dłoniach.
- Ale ja cię nie zabiję - dodałem, na co wyraźnie się rozluźnił - sam to zrobisz.
Umiejętność zmiany ciała miałem opanowany wręcz do perfekcji, więc przejęcie nad nim kontroli nie było dla mnie niczym trudnym. Czułem już jego strach, jednak mało mnie to obchodziło. Ruszyłem jego wątłym ciałem w stronę działu z akcesoriami kuchennymi i szybko odnalazłem wzrokiem sztućce. Chwyciłem za pierwszy lepszy nóż i szybko odpakowałem go, chcąc jak najszybciej opuścić jego ciało. Jeden, zdecydowany zamach, a ostrze znalazło się w jego piersi.
Opuściłem jego ciało, tworząc ciemny dym i już zaraz mogłem powrócić do siebie. Mężczyzna leżał na podłodze, a z rany obficie sączyła się krew. Wymamrotał jeszcze coś pod nosem, ale zbytnio go nie słuchałem i wróciłem, by dokończyć swoje zakupy.
- Przepraszam, że tak długo. Macie tu monitoring? - Spytałem, wyjmując z kieszeni portfel.
Przerażona kobieta przyglądała mi się przez chwilę w milczeniu.
- Macie tu monitoring?! - krzyknąłem, chcąc ją wystraszyć, by w końcu dała mi odpowiedź.
- T-tak, ale nie działa już od ty-tygodnia..
- Jest pani pewna? - Uniosłem brwi.
Kiwnęła głową, a ja nie widziałem powodów do tego, by kłamała.
- Jest jeden problem, pani to widziała. - Uniosłem brwi. - Chyba powinienem panią zabić.
- Błagam, nie.. mam małe dziecko, ono potrzebuje matki.. - zalała się łzami.
- A ma pani kota?
- D-dwa.
- Jak się nazywają?
- Puszek i Puszek Junior - odpowiedziała drżącym głosem.
- W takim razie ma pani szczęście, lubię koty. Puszki na pewno są bardzo urocze. - Uśmiechnąłem się, kładąc pieniądze na ladzie. - Reszty nie trzeba, a tamten pan popełnił samobójstwo, jakby ktoś pytał.
Zabrałem swoje zakupy i wyszedłem ze sklepu. Jak to dobrze będzie wrócić do domku i zjeść swoją ukochaną pizzę.
~~
moje pierwsze opowiadanie na tego typu blogu, więc nie wyszło tak fajnie, jak miało, ale niedługo się rozkręcę, obiecuję. Ciężko jest też odzwierciedlić charakter śmieszka, który jednocześnie jest demonem XD

Każdy powinien mieć marzenia, nawet żałośnie nierealne.

KONTAKT: Zula270400@gmail.com

Stiles Stilinski
24 lata | Mężczyzna | Demon
Opis:
Wygląd: Średniej długości, ciemne włosy, często potargane, jakby dopiero wyczołgał się z łóżka. Kolor jego oczu jest bliżej nieokreślony, czasami wydają się brązowe, pod wpływem silnych emocji staję się niemal czarne. Wysoki i szczupły, o chudych nogach. Nie jest nadzwyczajnie napakowany jak większość w tych czasach, ale muskularny i silny. Ma jasną karnację, więc sińce przemęczenia wyglądają na nim okropnie, jednak taki los Demonów.
Charakter: Stiles jest sarkastyczny, inteligentny, z dziwnym poczuciem humoru, którego nikt nie rozumie. Potrafi rozbawić lub zirytować ludzi samą mimiką twarzy. Niektórzy określają go mianem geniusza, miewa sto pomysłów na minutę. Wygadany, na co dzień tryskający entuzjazmem i optymizmem. Sprytny, umiejący wykorzystać swój geniusz i charakter. Obecny przy chorującej matce, nigdy nie pogodził się z jej śmiercią. Niewiele osób wie, że obwinia się za jej śmierć, ponieważ zaczęła chorować po jego urodzeniu. Stiles ma niski poziom własnej wartości, który stara się zatuszować udawaną pewnością siebie. Często staje się paranoiczny i obsesyjny, gdy za bardzo skupia się na jednej rzeczy. Kieruje się własną intuicją, polega na niej przy każdym trudnym wyborze. Zazwyczaj jest to trafny wybór, ale było kilka takich, za które płaci do dzisiaj. Waleczny, uparty i zmotywowany, za wszelką cenę dąży do skończenia zaczętej przez niego pracy. Nie lubi się poddawać, każdy odwrót uważa za swoją porażkę, która przyczynia się do jego samokrytyki. Nie wierzy w szczerość ludzkich intencji i uczuć. Za te prawdziwe uważa tylko ból i przerażenie, ponieważ je trudno udawać. Boi się odrzucenia przez przyjaciół i rodzinę, wszystkie emocje zakopuje głęboko. Niektórzy uważają, że mimo wieku jest dziecinny. Natomiast jest on nad wyraz dojrzały i wyrozumiały, zwyczajnie nie okazuje emocji i wszystko maskuje żartem. Czasami zachowuje się jak gówniarz, rani innych by samemu nie zostać zranionym. Żyje w swoim własnym świecie, nie dopuszcza do siebie myśli, że poza jego mieszkaniem i myślami jest jakiś inny świat. To jest jego jedna strona, ta bardziej ludzka. Chłopak nie do końca panuje nad tym, czym jest. Demon przejmuje nad nim kontrolę, a wtedy staje się kompletnie kimś innym. Nie potrafi przyjąć do wiadomości, że nie istnieje Stiles i Demon, oni są jedną osobą. Z czasem dopiero pogodził się ze swoją naturą, chociaż wciąż się przez to obwinia. Dużo pracy wymagało od niego nauczenie się jak żyć, żeby nikogo więcej nie skrzywdzić, oczywiście chyba, że zajdzie taka potrzeba, jest skłonny bez skrupułów zabijać.
To wszystko jest trochę pokręcone, się taki właśnie jest Stiles.
Zainteresowania: Po za swoim głównym zajęciem, czyli podkradaniem wszystkiego wszystkim, zbiera informacje o ludziach żyjących w mieście. Niby to zajęcie dla jakiegoś szpiega, ale woli wiedzieć, kto obok niego mieszka. Uzyskane pieniądze za pracę przeznacza na farby, ołówki, pędzle, płótna, szkicowniki itd. Uwielbia malować i rysować, uważa to za jedyną stałą rzecz w życiu. Trenuje swój umysł czytając wszystko, co wpadnie mu w ręce.
Historia: Matka Stiles’a była lekarzem, poznała jego ojca podczas rutynowych badań żołnierzy. Po roku związku pobrali się, a kolejny rok później na świat przyszedł ich pierwszy syn. Niestety w trakcie ciąży w mieście pojawił się Demon, który chcąc uwieść przyszłą matkę, przemienił jej jeszcze nienarodzone dziecko, w istotę na swoją podobiznę. Claudia strasznie cierpiała, a poród odbył się w niesamowitych dla niej męczarniach. Gdy Stiles już przyszedł na świat, kobieta zaczęła chorować, jednak za wszelką cenę starała się to przezwyciężyć. Po siedmiu latach ciężkiej walki, Claudia zmarła.
Przez ten czas starała się jak najlepiej wychować syna, spędzała z nim każdy dzień, który jej został. Życie w niepewności doprowadziło do powolnego rozpadu jej małżeństwa. Ojciec Stilesa więcej czasu spędzał w barze, zapijając swoje problemy i chodząc do łóżka z przypadkowymi kobietami, tak udawało mu się na moment zapomnieć o umierającej miłości jego życia. Kochał również syna, starał się by niczego mu nie brakowało, przychodził na szkolne występy, kupował prezenty na urodziny, zabierał do kina. Za wszelką cenę chciał chronić syna, nie widział jednak, że Stiles rozumie więcej, niż dzieci w jego wieku. Przez chorobę matki i potrzebę przyniesienia ulgi w jej cierpieniu, chłopiec , a raczej Demon, który w nim był, rozwinął cechę wyczuwania emocji.
Kochał matkę, w chwilach, gdy najbardziej cierpiała siadał przy jej łóżku i przejmował jej ból i emocję, by mogła chociaż na chwilę odpocząć. Tworzył iluzję zdrowia i szczęścia, chociaż kosztowało go to naprawdę wiele wysiłku i łez.
Bał się, że umrze przez niego. Mały chłopiec wziął na siebie winę za chorobę matki, cierpiał razem z nią. Umarła, gdy miał siedem lat. Przez rok praktycznie mieszkał sam, jego ojciec albo przesiadywał w barze albo całe dnie spędzał na patrolach. Dorósł więc o wiele szybciej, niż musiał. Sam gotował, prał, sprzątał, odrabiał pracę domową. Gdy miał 8 lat jego przydzielono mu opiekunkę, Maurę. Szybko przekonał się do niej, z czasem zastąpiła mu matkę, której bardzo potrzebował. Ojciec zaczął bywać w domu, wszystko wróciło do normy. Niestety, Andrew zginął, gdy Stiles miał 13 lat. Chłopiec nie mógł pogodzić się ze śmiercią kolejnego rodzica. Kolejna strata i towarzyszący jej ból nauczył go, że odczuwanie własnych uczuć jest do dupy. Przestał ukazywać emocję, nie liczyły się dla niego. Właśnie wtedy "polubił" to kim jest. Zamieszkał z przyjacielem ojca, Zacharym, który był mężem Maury. Gdy tylko zakończył swoją edukację, wyprowadził się, by zacząć samodzielne życie. Tak naprawdę dopiero wtedy poczuł się bardzo silny, dzięki temu kim był, a całkowicie się o tym przekonał, gdy po raz pierwszy zabił człowieka.

Pupil: -

Stosunki:
  • Claudia Stilinski – zmarła, gdy miał 7 lat; chorowała
  • Andrew Stilinski – żołnierz; kochający ojciec; dbający o jedynego syna (o którym wie); zabity przez podczas walki
  • Isaac Toy – młodszy brat; ma 17 lat; nie znają się; jest wilkołakiem
  • Zachary Smith – przyjaciel ojca; przygarnął go po jego śmierci; jest dla niego jak drugi ojciec
  • Maura Smith – żona Zachary’ego; przybrana matka odkąd skończył 8 lat;