Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leon. Pokaż wszystkie posty

28 sie 2017

Od Leona do Leann

Westchnąłem zły. Nie uśmiechała mi się wizyta rodziców. Zwłaszcza teraz, gdy Leann widocznie miała gorszą noc w pracy. Nie podobało mi się zmuszanie jej do czegokolwiek, ale jeśli chcieliśmy uniknąć katastrofy musieliśmy zacząć działać.
- Zrobimy tak, ty szybko ogarnij mieszkanie, ja skoczę do Joe'a po jakieś gotowe jedzenie - powiedziałem, lecz po chwili się zastanowiłem. - Chyba, że wolisz na odwrót? - spytałem patrząc poważnie na siostrę. Pokręciła szybko głową.
- Ja ogarnę, ty leć - powiedziała więc szybko chwyciłem kurtkę i narzuciłem ją sobie na ramiona. Joe to była mała knajpka w pobliżu, która oferowała smaczne, tanie i domowe jedzenie. Nieraz ratowała nam życie. Zastanowiłem się co mógłbym wziąć do zjedzenia z rodzicami, tak żeby wyglądało na zrobione przez nas? Zdecydowałem się na lazanię, pieczonego kurczaka i marchewkę z groszkiem oraz puree. Dokładnie te rzeczy zamówiłem na miejscu płacąc około piętnastu funtów. Gdy otrzymałem już swoje zamówienie pognałem z powrotem do mieszkania. Była 16:30, rodzice zapowiadali się mniej-więcej na 17. Kurczę, kurczę, kurczę, kurczę. Praktycznie wbiegłem do mieszkania, cudem nie tratując Mozarta i wbiegłem do kuchni nerwowo wyciągając naczynia. Lazanię przełożyłem do brytfanny odcinając kawałek dla pozoru, jakby była już nieco nadjedzona. Usłyszałem krzyki Leann z łazienki, nie mogącej odpalić odkurzacza. Obejrzałem się na korytarz - urządzenie nie było wpięte do prądu. Włożyłem wtyczkę do kontaktu i szum odkurzacza wypełnił całe mieszkanie. Leann zapiała wręcz z radości. Wróciłem szybko do przekładania jedzenia do misek. Następnie wszystko przestawiłem na stół, do którego nakryłem. Tym czasem Lou odkurzyła już wszystko i zaczęła wpychać odkurzacz do szafy. Przyszedł do mnie sms. Spojrzałem szybko na ekran.
Zaraz wysiadamy. :)
Mama to napisała. Rozejrzałem się w panice.
- Już są. Odwiąż balonik od Mozarta i sprawdź czy wszystko już gotowe a ja po nich zejdę - powiedziałem Leann, która wyglądała na wyraźnie zestresowaną. Oparłem dłoń na jej ramieniu.
- Będzie dobrze - zapewniłem ją a ona odpowiedziała mi małym uśmiechem. Przynajmniej tyle. Kolejny raz dziś wyszedłem z mieszkania, tym razem zatrzymując się przed klatką. Po chwili z samochodu, dwieście metrów od niego wysiedli rodzice. Mama pomachała mu i po chwili już się witali.
- Dobrze was widzieć - powiedziałem, chyba nie do końca szczerze. Tata uśmiechnął się i poklepał mnie po ramieniu.
- A mięśni nadal brak! - zaśmiał się a ja uśmiechnąłem się krzywo. To była rzecz, którą najczęściej mi wypominali. Nie chcąc przeciągać otworzyłem drzwi klatki i zaprosiłem ich do środka. Weszliśmy po schodach i po chwili byliśmy już w mieszkaniu. Przywitali się z Leann. To będzie ciężki wieczór.

Leann? Sorry, ty to piszesz.

16 lip 2017

Od Leona - Event (2)

Zaczęło się jak zwykle - Leann wyrzuciła mnie z mieszkania. Tym razem nie wiem dlaczego. Wraz z Evelyn paplały coś o ostatecznym planie unicestwienia mężczyzn. Tak więc teraz błąkałem się po ulicach San Lizele, szukając sobie czegoś do roboty. Szurając butami po bruku rozglądałem się za jakimś miejscem, w którym mógłbym miło spędzić czas. Gdy w końcu dostrzegłem takie miejsce, zegarek wskazywał już prawie 23. Przynajmniej było względnie ciepło. Wszedłem do baru, rozglądając się dyskretnie. Jedyną osobą, która wzbudzała moje podejrzenia był gość w kącie, zakapturzony, nie pokazujący twarzy. Nie miałem mu jednak nic do zarzucenia, a broń była nadal sprytnie ukryta w moich ubraniach - na wszelki wypadek. Usiadłem na pierwszym, na szczęście nie lepiącym się stołku barowym z brzegu i poprosiłem barmana o kufel piwa. Ten na początku mnie zignorował, dopiero gdy zwróciłem mu drugi raz uwagę z grymasem zaczął przygotowywać mój trunek. Stary, jeśli tak nie lubisz tej pracy czemu nie znajdziesz innej? Westchnąłem. Postawił przede mną moje zamówienie, które smętnie zacząłem popijać. Nie miałem żadnego innego pomysłu na spędzenie nocy, a bałem się, że jeśli wrócę przed drugą, skończę z ogolonymi brwiami, tak jak już to kiedyś się stało. Z Leann nigdy nic nie wiadomo. Nagle ktoś zajął miejsce tuż obok mnie. Starałem się nie zwracać uwagi, lecz patrząc na to ile miejsc było dostępnych, wybranie tego tuż obok mnie, było niepokojącym wyborem. Kątem oka spojrzałem na mojego sąsiada i zamarłem. Była to kobieta. Ale za to jaka. Spod burzy czarnych loków, spoglądały na mnie wielkie, niebieskie oczy. Jej skóra była jasna, tak, że lekki rumieniec na jej policzkach ładnie się odznaczał. Ubrana była w czarną sukienkę na długi rękaw, ze średnim dekoltem, sięgającą jej do kolan. Subtelnie mówiąc, idealna. Zauważyła moje spojrzenie i uśmiechnęła się lekko. Dłonią delikatnie poprawiła włosy. Odkaszlnąłem i odwróciłem się. Znów się napiłem i odstawiłem kufel, po chwili moich uszu dotarł delikatny śmiech. Kobieta siedząca obok mnie chichotała, odruchowo zasłaniając usta ręką. Spojrzałem na nią pytająco, a ona z torby, którą trzymała na kolanach wyciągnęła paczkę chusteczek.
- Mogą Ci się przydać - powiedziała a ja się rozpłynąłem. Jej głos pewnie mógł leczyć raka. Ale jednocześnie przekrzywiłem głowę, marszcząc brwi. Na ten widok jeszcze bardziej się uśmiechnęła.
- Masz wąsy z pianki - zaśmiała się a ja strzeliłem facepalma. Nieśmiało wziąłem proponowane chusteczki i wytarłem twarz.
- Lepiej? - spytałem.
- Od samego początku było dobrze, ale tak, lepiej - powiedziała i puściła mi oczko. Nieomal się zakrztusiłem własną śliną.
- Więc, co tutaj robisz? - spytałem gdy odzyskałem kontrolę nad swoim ciałem. Come on. Atrakcyjna kobieta. Podrywająca mnie. To nie mogło się dziać naprawdę.
- Facet mnie wystawił, więc szukam alternatywy - westchnęła i oparła łokcie na barze. Co za baran ją wystawił?! Ją?! Zagryzłem wargę.
- Czy spełnię wymagania jeśli postawię ci drinka? - spytałem instynktownie, a jej oczy zabłyszczały radośnie.
- Już je spełniasz - powiedziała i nachyliła się w moją stronę. - Ale drinkiem nie pogardzę - uśmiechnęła się. Przełożyła nogę, opierając ją na kolanie, "niechcący" ocierając ją najpierw o mnie. Ponownie zawołałem barmana, który nagle chyba zachęcony obecnością mojej towarzyszki, szybciej rozlał zamówione dwa kieliszki wódki, uśmiechając się obleśnie. Wznieśliśmy toast i wypiliśmy drinki, patrząc na siebie porozumiewawczo.
- A ty co tutaj robisz? - zapytała, krzywiąc się jeszcze lekko pod wpływem alkoholu. Moja mina pewnie nie wydawała się zbyt szczęśliwa, gdy to usłyszałem. Przełknąłem jednak godność.
- Siostra mnie wyrzuciła z mieszkania - przyznałem się a ona się zaśmiała.
- Poważnie? - zmrużyła oczy rozbawiona a ja pokiwałem głową.
- Jak coś to mam puste mieszkanie, nie tak daleko stąd. Z dala... - tu zapauzowała i rzuciła ostentacyjne spojrzenie w stronę barmana. - Od pewnych dokuczliwych rzeczy - westchnęła i spojrzała na mnie pytająco. Wyciągnąłem portfel i położyłem na ladzie należność za nasze napoje, przesuwając je w stronę barmana. Wstałem i podążyłem za kobietą, która już kierowała się w stronę wyjścia.
***
Lucy, bo tak nazywała się kobieta, wyciągnęła klucze i otwierała drzwi. Stałem za nią, czekając aż wpuści mnie do środka. Po chwili mieszkanie było już otwarte a ona zapraszała mnie wewnątrz. Wszedłem, a moim oczom ukazało się schludne, ładnie umeblowane mieszkanie. Kobieta stanęła przede mną.
- Masz ochotę na coś do picia? - zapytała a ja pokręciłem głową.
- Nie, raczej nie - odpowiedziałem robiąc krok do przodu. 
- Jesteś pewien? Wyglądasz na spragnionego - stwierdziła, także podchodząc bliżej i kładąc dłonie na moich ramionach. Oparłem dłonie na jej biodrach. Już nie siliłem się na odpowiedź, po prostu pocałowałem ją, kończąc te wszystkie nieszczęsne flirty. Dzieci są w tym lepsze od nas. Od razu odpowiedziała, a ja czułem przyjemne mrowienie, rozchodzące się po całym moim ciele. Przyciągnąłem ją bliżej siebie, na co zareagowała mrukiem rozkoszy. Czułem, że kolana pode mną słabną i przeklnąłem. Nie było to w pozytywnym sensie. Odsunąłem się od niej i spojrzałem na nią rozczarowany.
- Sukkub? Serio? - spytałem zawiedziony a ona zdmuchnęła włosy z twarzy i przygryzła wargę. Jej mina także nie była zbyt zadowolona.
- Bardzo Ci to przeszkadza? - popatrzyła na mnie prosząco a ja spojrzałem na nią skonsternowany. Jej smukłe palce zaczęły się bawić guzikami mojej koszuli. Westchnąłem.
- W sumie to nie - rzuciłem i znów pochyliłem się do pocałunku.

10 lip 2017

Od Leona - Event

Uciszyłem szybko Leann. Zrobiłem dwa kroki wzdłuż ściany pod którą staliśmy. Czułem jak krew zaczyna płynąć szybciej w moich żyłach. Czułem strach. Często się to zdarzało na polowaniach, ale rzadko było to tak intensywne, dawno nie byliśmy na tak ważnym i trudnym polowaniu.
Gdy tydzień temu złapaliśmy wampira próbującego zabić jakąś dziewczynę na zapleczu baru nie przypuszczaliśmy, że należy on do wielkiej grupy. Zaskoczyło nas to. Wiedzieliśmy, że to miasto to jeden nadnaturalny na drugim, ale, że w pobliżu czai się taka szajka wampirów, nie podejrzewaliśmy. Była to cała siatka, a my nie wiedzieliśmy co z tym zrobić. Do tej pory szło dobrze. Udało nam się stawić strażom, większość stworów leżała już martwa. Więc skąd ten strach? Przed nami był pokój, w którym znajdowała się alfa, "szef" całej tej spółki. A także najbardziej niebezpieczny. Poszedłem przodem, Leann była druga, na koniec szedł Jaime, którego wtajemniczyliśmy jako przykrywkę, on pomógł nam się dostać do środka. Ścisnąłem mocniej moją maczetę. Każde z nas miało jedną, no poza Leann, która niosła dwie. Potrafi robić z nimi cuda. Wyjrzałem lekko za rogu a moim oczom ukazało się lekkie światło padające z otwartych drzwi. Wiedzieli już pewnie o naszej obecności, zapewne kryła się w tym jakaś zasadzka, lecz nie mieliśmy żadnego lepszego planu. Wyszedłem zza rogu i podszedłem ostrożnie do wcześniej wymienionych drzwi. Pierwszym co mnie spotkało był rozbawiony wzrok czarnoskórej kobiety. Następną rzeczą, która stała się zbyt szybko, bym mógł wydobyć jakąkolwiek reakcję był sztylet, wbijający się pod moimi żebrami. Cofnąłem się szybko, wpadając lekko na wymijającą mnie ze zmartwioną miną Leann, szybko jednak wykończyła przeciwnika, którego głowa upadła pod moimi stopami. Ugięły mi się kolana. Jaime krzyknął coś do Leann, nie mogłem rozpoznać co. Dłoń odruchowo powędrowała mi do rany, przyciskając ją, by powstrzymać wypływ krwi. Widok rozmazywał mi się trochę. Próbowałem jeszcze zrobić z siebie jakiś użytek, chcąc pomóc tej dwójce, lecz marnie mi to wyszło, gdyż jedynie oparłem się o ścianę. Usłyszałem jak przez wodę odgłosy walczącego Jaimego. Leann stała przy mnie próbując ogarnąć w jakikolwiek sposób sytuację. Usłyszałem głuchy dźwięk i przyjaciel powrócił do nas.
- Leon, musisz usiąść - powiedziała dziwnie wysokim głosem Leann. Jaime podał mi rękę, żebym się o nią oparł, i szybko mnie posadzili.
- Będziemy potrzebować pomocy, zadzwoń po pogotowie - rzucił szybko wampir, patrząc na mnie. Zagryzłem wargę próbując pozostać przytomnym.
- Jak spieprzyć, to porządnie, nie? - zaśmiałem się głupio. Wywołałem śmiech też u siostry, choć był on histeryczny, przerywany łkaniami. Jej roztrzęsiony głos, rozmawiający z kimś po drugiej stronie słuchawki powoli mi się rozmywał. Walczyłem rozpaczliwie o pozostanie obudzonym, lecz przychodziło mi to z wielkim trudem. Ból promieniujący na całe moje ciało pozornie sprawiał, że byłem bardzo świadomy, tego co dzieje dookoła mnie, jednocześnie pomagał mojej świadomości powoli się rozpływać. Stało się to, czego najbardziej się obawiałem i przed moimi oczyma zapanowała ciemność.
***
Obudziłem się przy odgłosie pikania maszyn. Chwilę zajęło mi rozpoznanie, gdzie się znajduję i przywołanie ostatnich wspomnień. Westchnąłem i otworzyłem oczy. Na szczęście nie zostałem oślepiony przez szpitalne lampy, w pomieszczeniu panowało przygaszone światło, padające głównie z zewnątrz. Spojrzałem za okno, dopiero zmierzchało. Szybko zauważyłem jednak, że coś było nie tak. Nie znajdowałem się na szpitalnym łóżku, a obok niego. Podniosłem się powoli. Z ulgą zauważyłem, że nie czuję bólu. Rozejrzałem się. Obudziłem się tuż obok krzesła, na którym siedziała śpiąca Leann. Spojrzałem na łóżko i momentalnie przekląłem. Leżałem tam ja. Sytuacja szybko stała się dla mnie jasna. Przeczesałem palcami włosy. Myśl, Leon, myśl. Jesteś w śpiączce. Prawie martwy. Ale nie do końca. Twój duch pałęta się po szpitalnej sali. Gdzie jest haczyk, jakim cudem nie tańczę jeszcze z Lucyferem na dnie Hadesu? Rozejrzałem się po sali. Jeden element nie do końca pasował. Kiwnąłem głową eleganckiemu mężczyźnie, który zdawał się być bardzo świadomy mojej obecności. Odpowiedział tym samym. Fuck. Mogło to oznaczać tylko jedno. Żniwiarz, kosiarz, kostucha, czy jak go zwą. Przetarłem szybko twarz dłońmi. Gdy ponownie spojrzałem na mężczyznę, trzymał w dłoni szklankę, najpewniej whiskey. Opierał się o ścianę. Jego elegancki garnitur pasował do bardzo zadbanego wyglądu, idealnie przyciętych włosów i inteligentnego spojrzenia. Stwarzał wrażenie aroganckiego, ale jednak było w nim coś co przyciągało.
- Więęcc... - zacząłem ale mężczyzna szybko mi przerwał.
- Nie zaczyna się zdania od więc - zwrócił mi uwagę a ja zamrugałem z wrażenia.
- Że co? - spytałem a on pokręcił głową, wyraźnie rozczarowany.
- Oczekiwałem po tobie lepszych zdolności w komunikacji - westchnął a ja strzeliłem się w czoło. To było strasznie abstrakcyjne.
- Dobrze, przepraszam. Od początku. Czemu nie jestem martwy? - znów zapytałem patrząc podejrzliwie na kosiarza.
- Dlaczego od razu mamy przechodzić do tak smutnych rzeczy? Coś mi się zdaje, że mamy dużo czasu - powiedział, rzucając mi ciekawy uśmiech, który jednocześnie sprawiał, że wyglądał na kogoś, komu można było zaufać, ale i na kogoś niebezpiecznego.
- Czyli o czym mielibyśmy rozmawiać, jeśli nie o tym? - byłem cholernie zdezorientowany całą tą sytuacją. - Wydawało mi się, że nie tak działacie - wymamrotałem a mężczyzna spojrzał na mnie z politowaniem.
- Chłopcze, to ja decyduję jak działam. Więc, opowiedz mi coś o sobie - powiedział, popijając trunek, który trzymał.
- Ymmm... - zawahałem się, lecz szybko zamilkłem widząc spojrzenie kosiarza. Zastanowiłem się nad tym co chcę powiedzieć.
- Na imię mam Leon. Właściwie to Eligiusz, Długa historia - powiedziałem, uśmiechając się głupio.
- To wiem - odpowiedział. - Czym się zajmujesz?
- Studiuję sztuki piękne i jestem na stażu w muzeum - uśmiechnąłem się jeszcze szerzej, myśląc o swoich zajęciach. - Lubię to i chyba jestem w tym dobry - wzruszyłem ramionami.
- Ulubione dzieło sztuki? - zadał kolejne pytanie, a ja nie musiałem się długo zastanawiać.
- Ekstaza Świętej Teresy Berniniego. Majstersztyk - powiedziałem, unosząc podbródek ku górze. Żniwiarz spojrzał na mnie oceniająco.
- Masz rację, robi wrażenie - powiedział krótko. Między nami zapanowała cisza, zastanawiałem się co z nią zrobić.
- Dobrze, polubiłem Cię - stwierdził nagle a ja przechyliłem głowę patrząc na niego pytająco.
- To dobrze? - zapytałem a on pokiwał głową.
- Oczywiście, że dobrze - wypił jednym łykiem zawartość szklanki. - Dzięki temu masz wybór - nie odpowiedziałem. Mierzyliśmy się przez chwilę spojrzeniami.
- Twój przypadek jest specyficzny. Nie rzadki, ale specyficzny - powiedział. Spojrzałem na jego dłoń. Szklanki już w niej nie było.
- Jesteś zawieszony między życiem a śmiercią, bo najwyraźniej jest jeszcze coś co trzyma cię na ziemi. Czyli to nie był jeszcze twój czas. Lubię takie przypadki. Nie musiało mnie tu być, wiesz? - odepchnął się od ściany i założył ramiona na piersi.
- Wracając, twoje ciało jednak w pewnym momencie stało się zbyt słabe by utrzymać twoją duszę. Dość silną, zresztą - wyjaśnił a ja pokiwałem głową.
- Więc co teraz? - mężczyzna podszedł bliżej, wyminął mnie, przyjrzał się mojej siostrze i usiadł na szpitalnym łóżku.
- Możesz porzucić tę sprawę, która zatrzymała cię tutaj i odejść ze mną w zaświaty albo wrócić do swojego ciała - powiedział a ja spojrzałem na niego zaskoczony.
- To chyba oczywiste, że wybiorę drugą opcję - rzuciłem szybko. Skinął głową.
- Zdziwiłbyś się, ile osób wybiera tę pierwszą. Zwłaszcza po usłyszeniu haczyka - westchnął a ja znów patrzyłem na niego pytająco.
- Jakiego haczyka? - podszedłem, stając tuż przed nim.
- Mogę Cię odesłać z powrotem do twojego ciała, lecz nie ma gwarancji, że wrócisz do życia. Możesz w nim na zawsze utknąć, nigdy się nie obudziwszy, będący uwięzionym w ciągłym śnie, we własnej głowie. Nie zaznasz spokoju. No i możesz rzecz jasna się obudzić. Pół na pół - powiedział nie zdradzając żadnych emocji. Usiadłem po turecku na podłodze. To... Nie brzmiało zachęcająco. Moją uwagę zwróciło ciche chrapnięcie Leann. Spojrzałem na siostrę. Myśli przepływały przez moją głowę w strasznym tempie.
- Muszę spróbować - szepnąłem. Bałem się.
- Jesteś pewien?
- Tak - odpowiedziałem, patrząc na ducha.
- Miło było Cię poznać, Eligiuszu - powiedział, uśmiechając się i położył dłoń na mojej głowie.
***
Otworzyłem powoli oczy. Ból, który czułem, zwaliłby mnie z nóg, gdybym nie spał. Muszę powiedzieć lekarzowi o zwiększeniu dawki morfiny. Spojrzałem na siostrę. Pewnie nie uwierzy w to co jej opowiem gdy się obudzi.

26 cze 2017

Od Leona do Willow

Uśmiechnąłem się szeroko do rodziny, którą właśnie skończyłem oprowadzać. Ostatnim eksponatem była rzeźba przedstawiającą nimfę, Dafne, należącą do grupy Apolla i Dafne Berniniego. Była udana, ale oczywiście, było niczym w stosunku do oryginalnej rzeźby mojego mistrza.
- Za dwa tygodnie otwarta będzie wystawa, poświęcona szczególnie dziełami z tego okresu, jeśli są państwo zainteresowani, to serdecznie zapraszam - wspomniałem, widząc zainteresowanie na ich twarzach. Pokiwali głowami, również się uśmiechając i poprowadziłem ich z powrotem do recepcji.
- Dziękuję, że zdecydowali się państwo nas odwiedzić, i mam nadzieję, że nie żałujecie tego. Życzę miłego dnia - pożegnałem ich.
- To my dziękujemy, do widzenia - powiedzieli i skierowali się do wyjścia. Wszedłem szybko do dodatkowego pomieszczenia, żeby napić się wody. Nie było nas zbyt wiele, z powodu dużych tłumów odwiedzających nas dzisiaj. Był środek sezonu, w dodatku niedziela. Ludzi było od groma. Dlatego Esther pozwoliła i mi oprowadzać ludzi, choć tylko te mniejsze grupki. Westchnąłem. Lubiłem to, i żałowałem, że nie mogę tego robić częściej. Ale nie jestem jeszcze stałym pracownikiem, w dodatku nie mam jeszcze dyplomu. Dopiłem wodę i miałem iść spytać kierowniczkę co mam robić dalej, kiedy do pomieszczenia wszedł ochroniarz, Peter i zagrodził mi drogę.
- Leon, dobrze, że jesteś! - powiedział a ja spojrzałem na niego zmieszany.
- Coś się stało? - spytałem marszcząc czoło i podrapałem się po głowie.
- Tak jakby? Po "niebieskiej" sali błąka się jakaś dziewczyna od jakichś 30 minut i rozgląda się dziwnie. Wygląda na nieco wystraszoną. W dodatku jeden z nocnych twierdzi, że widział ją wczoraj po zamknięciu. Nick do niej podchodził, ale go zbyła. Może do pracownika muzeum miałaby większe zaufanie? - wyrzucił z siebie a ja stanąłem na chwilę aby przeanalizować fakty. Po chwili pokiwałem głową. Rzeczywiście, coś mogło być nie w porządku. "Niebieska" to mała sala, w której znajdują się dwa, trzy obrazy. Kto spędza tam pół godziny? Kolejny raz dzisiaj westchnąłem.
- Spróbuję z nią porozmawiać, ale nic nie obiecuję. Bądź w pobliżu na wszelki wypadek - powiedziałem myśląc nad możliwymi rozwiązaniami. Powoli wyszliśmy razem z pomieszczenia i wybraliśmy najkrótszą drogę do wspomnianej sali. Wszedłem tam i zauważyłem dziwnie znajomą dziewczynę intensywnie przyglądającą się replice obrazu Ludwiga von Hoffmana. Oprócz niej w niewielkiej sali były ze dwie rodziny. Przyjrzałem się burzy czarnych włosów i mnie olśniło. Willow! Pokazałem Peterowi kciuk do góry i poruszyłem ustami, mówiąc mu, że ją znam. Podszedłem do niej od tyłu. Nachyliłem się nad jej ramieniem.
- Narcyz. Niezły nie? - powiedziałem cicho a dziewczyna odskoczyła i odwróciła się z wystraszonym wyrazem twarzy. Przez parę sekund patrzyła na mnie skonsternowana.
- Leon! Wystraszyłeś mnie - rzuciła a ja wzruszyłem ramionami.
- Myślę, że nieźle oddał urodę. Znaczy Ludwig. Mam mini teorię, że specjalnie namalował tak tę kobietę, żeby te walory Narcyza podkreślić. Nie największe jego dzieło, ale ma swój urok, te barwy są świetne. Niestety, to tylko replika. Oryginał, jeśli się nie mylę znajduje się w jakimś muzeum w centralnej Europie - zacząłem paplać. Dziewczyna patrzyła na mnie tylko. Odgarnąłem włosy z twarzy i uśmiechnąłem się.
- A tamten obraz? - spytała wskazując na sąsiadującą ścianę.
- Tamten był niemieckiego autora, ten jest polskiego. Pewnie kaleczę nazwisko ale to Malczewski - powiedziałem. - Tytuł nie jest zbyt ciekawy - "Śmierć". Z cyklu Thanatos. Całkiem nowy, bo z tysiąc dziewięćset drugiego roku. Trochę wyszedł z ram, bo przedstawiał śmierć mało makabrycznie. Wiesz, zero flaków i krwi. To nie jedyny jego wybryk, zaszalał też przedstawiając Thanatosa jako kobietę. Nadał śmierci w sumie ciekawe znaczenie, warto zobaczyć resztę z tej serii. Osobiście polecam jego inne dzieło, "Niedziela w kopalni". Jak to zobaczyłem to przez chwilę zaniemówiłem - opowiedziałem. Kobieta przez chwilę przyglądała się postaciom na obrazie.
- Sporo o tym wiesz - powiedziała z lekkim uśmiechem a ja znów wzruszyłem ramionami.
- To moja praca. W sumie wolę rzeźbę od malarstwa, ale historia sztuki jest moim małym konikiem - wspomniałem a kobieta spojrzała na mnie rozbawiona.
- I z pewnością lubisz dużo mówić - rzuciła i teraz ja się uśmiechnąłem.
- Jeszcze nie widziałaś jak potrafię się rozgadać o Berninim - powiedziałem.
- To mi pokaż - rzuciła śmiało a ja pokręciłem głową.
- Chciałbym, ale raczej mi za to nie zapłacą - oświadczyłem smutno a dziewczyna zrobiła nieco rozczarowaną minę.
- Co tu tak właściwie robisz? Trochę wystraszyłaś chłopaków - wskazałem na ochroniarzy a Willow spojrzała na nich zza mojego ramienia.
- Uhmm, nic szczególnego, nudziło mi się - powiedziała,  szybko uciekając od tematu. Uśmiechnąłem się. Kątem oka zauważyłem Esther kierującą się w stronę recepcji. Nieważne jak bardzo chciałem, nie mogłem zostać dłużej z nieznajomą, chyba, że wykupiłaby wycieczkę z przewodnikiem, o co nie miałem serca jej prosić, znając na pamięć nasze ceny.
- Chyba niestety muszę uciekać, jak widzisz mamy sporo ludzi - powiedziałem zmieszany. Dziewczyna pokiwała głową z niezrozumiałą miną. Zmarszczyłem brwi zastanawiając się czy powinienem zrobić to co chcę zrobić. Rzuciłem sobie mentalne "a co mi tam?". Wyjąłem szybko telefon z kieszeni.
- Ale gdybyś chciała kiedyś posłuchać więcej mojego paplania o Berninim, może chciałabyś dać mi swój numer? - odezwałem się, chyba nieco się czerwieniąc. Dziewczyna spojrzała na mnie zaskoczona.

Willow? Co ty na to? ;)

Od Leona do Leann

Wyciągnąłem niezdarnie klucze z kieszeni i otworzyłem drzwi. Rzuciłem plecak na podłogę i wszedłem do salonu, gdzie na kanapie chrapała moja siostra. Będąc względnie cicho przeszedłem do swojej sypialni, gdzie wyciągnąłem czarne dresy i koszulkę z nadrukiem z Adventure Time. Ściągnąłem z siebie koszulę i nieco eleganckie spodnie. Wlazłem pod prysznic i umyłem się szybko, używając żelu pod prysznic Leann (tak ładnie pachnę teraz brzoskwiniami). Wytarłem się i włożyłem wcześniej wspomniane ubrania. Wyszedłem z łazienki nieomal uderzając Mozarta drzwiami. Przemknąłem do kuchni, żeby otworzyć lodówkę i wydać z siebie jęk rozpaczy. Była pusta. Zamknąłem ją i przesunąłem się do najbliższej szafki z jedzeniem. Jedyne co tam znalazłem to pudełko płatków, których żadne z nas nie lubi. Jak ono się tam w ogóle znalazło? Westchnąłem i wróciłem do salonu. Zrzuciłem blondynkę z kanapy.
- Wstawaj, grubasie - powiedziałem, przewieszając się przez oparcie i tykając jej plecy.
- Spadaj, ELIGIUSZ - wymamrotała i się podniosła. Spojrzała na mnie nienawistnie spod blond gniazda, które zrobiło jej się na głowie.
- Nie mamy nic do jedzenia, musimy iść do supermarketu - wymruczałem i przetoczyłem się na plecy.
- Nie chce mi się - powiedziała Leann, próbując znów wdrapać się na kanapę, co skutecznie jej udaremniałem.
- Mam to gdzieś, chodź - powiedziałem i zacząłem ją ciągnąć. Zaczęła się wyrywać.
- Okej, okej! Ale daj mi się chociaż przebrać - powiedziała, wskazując na swój uniform. Puściłem ją i pozwoliłem opaść na podłogę.
- Dobrze, ale się pośpiesz, bo nie wiem o której zamykają - znów mruknąłem i rzuciłem się na kanapę, która zatrzeszczała niepokojąco. Zrobiłem szybką listę zakupów i zajrzałem na moje konto bankowe. Z zadowoleniem zauważyłem, że przyszła moja premia za oprowadzenia paru wycieczek. Namówię Leann, żeby tym razem dała mi zapłacić. Zauważyłem, że ostatnio jakoś gorzej wygląda. Spędza sporo czasu w pracy, więc chociaż dzisiaj mogę trochę zdjąć jej ciężar z ramion. Weszła znów do pokoju tym razem ubrana w szary sweterek odsłaniający ramię i czarne szorty. Wziąłem telefon i poklepałem się po kieszeniach sprawdzając czy mam portfel (zostawiłem go w sypialni) i wyszliśmy. Po drodze do Netto pacnąłem Leann po głowie.
- Dzisiaj ja płacę, dostałem premię - spojrzała na mnie przewracając oczyma.
- Uważaj bo Ci pozwolę - powiedziała popychając mnie lekko.
- Pozwolisz, bo ty zamówisz dzisiaj chińskie żarcie - przez chwilę udała, że się zastanawia, opierając głowę na dłoni.
- Stoi - rzuciła i rozczochrała mi włosy.
***
Weszliśmy do supermarketu, a ja rozejrzałem się nieprzytomnie,
- Leann, weź wózek - poleciłem siostrze i wszedłem w głąb pierwszej alejki. Zacząłem wybierać warzywa - pomidory, cukinia i marchewki koniecznie musiały się znaleźć w naszej kuchni. Nie umiem bez nich żyć. Po chwili obok mnie zjawiła się Leann z wózkiem. Czułem na sobie jej wzrok.
- Nie, Leann - powiedziałem, nie odwracając się nawet w jej stronę. Wiedziałem, że nie dam rady oprzeć się jej szczenięcym spojrzeniu. 
- Ale prooooszę! - wyjęczała i rzuciła we mnie pomidorkiem koktajlowym, który szybko złapałem i wrzuciłem do torebki. Spojrzałem na nią nienawistnie, by spotkać się z jej spojrzeniem zbitego mopsika. Podeszła i uczepiła się mojego rękawa.
- Proszę? - powiedziała cicho a ja westchnąłem. 
- Okej. Ale nie przynieś mi wstydu - ostrzegłem a Leann pisnęła entuzjastycznie i zaczęła wdrapywać się do wózka. Gdy już w nim siedziała stanęła przytrzymując się stojaka na woreczki foliowe i wyciągnęła dłoń przed siebie, robiąc pozę superbohatera.
- Na walkę z mrożonkami! - wykrzyknęła a ja szybko pociągnąłem ją do dołu.
- Siadaj głupia - wymamrotałem, czując na nas spojrzenia ludzi. Siostra zaśmiała się tylko i usiadła. Podałem jej torebki, które posadziła obok siebie, zaglądając jednak ciekawa do środka. Podszedłem i popchnąłem wózek dalej, siłując się z wagą kobiety. Podjechałem do następnej alejki z pieczywem.
- Chcesz coś? - spytałem a Leann uśmiechnęła się, robiąc głupią minę. 
- PĄCZKIII - zapiszczała a ja wsunąłem parę donutów i croissantów do papierowej torby, którą także podałem Leann. Poprowadziłem wózek jeszcze dalej.
***
Wyszliśmy ze sklepu, każde z nas niosące po płóciennej torbie.
- Leon? - zaczęła Leann a ja spojrzałem na nią pytająco.
- Nie mam ochoty na chińszczyznę - wyjęczała a ja palnąłem ją lekko w głowę.
- To jej nabierz - westchnąłem.

Leann?

22 cze 2017

Od Leona do Willow

Spojrzałem podejrzliwie na dziewczynę przede mną. Wyglądała na zbyt przestraszoną i niewinną, żeby być łowcą. Znaczy, wiem, że pozory potrafią mylić, ale zbyt szybko nie zaufam osobie, która oskarża mnie o bycie mordercą.
- Jestem Leon - przedstawiłem się szybko, upewniając się jednak, że pistolet nadal znajduje się na swoim miejscu. - Co ty tutaj robisz o tej godzinie? - spytałem, patrząc jak kobieta nerwowo odgarnia włosy z twarzy.
- Nic specjalnego, patrolowałam - powiedziała nieco spokojniejszym głosem niż wcześniej. Pokiwałem głową ze zrozumieniem.
- Brzmi nieźle, ale ta okolica jest taka sobie, zwłaszcza o tej porze. Masz szczęście, że rzeczywiście spotkałaś mnie, a nie jakiegoś mordercę - westchnąłem. - Powinnaś wracać do siebie - zasugerowałem. Dziewczyna zlustrowała mnie wzrokiem.
- Nie, że byś sobie nie poradziła czy coś - wybąkałem szybko i zakryłem twarz dłonią. Na twarzy rozmówczyni pojawił się lekki uśmieszek. Przez chwilę wydawało mi się, że chciała coś powiedzieć, ale się rozmyśliła. Spojrzałem na nią wyczekująco. Wyglądała, jakby nie wiedziała co zrobić, jednak widząc moje spojrzenie westchnęła.
- Zgubiłam się - powiedziała szybko, uciekając wzrokiem na ziemię. Tym razem ja się lekko uśmiechnąłem.
- Mogłaś mówić od razu. Zaprowadzę Cię. Gdzie mieszkasz? - spytałem a dziewczyna milczała i spojrzała na mnie nieufnie. Podrapałem się zakłopotany po karku.
- Odprowadzę Cię do centrum? - zaproponowałem, a Willow kiwnęła głową, nadal spoglądając na mnie podejrzliwie. Ruszyłem powoli w głąb uliczki, wskazując żeby poszła za mną.
- Spokojnie, nie porwę Cię. A gdybym próbował, nie było by to zbyt rozsądne, bo tam jest komisariat policji - powiedziałem i pokazałem palcem budynek, który znajdował się przed nami. Dziewczyna zaczęła za mną podążać, zaciskając nerwowo dłoń na nadgarstku.
- Więc, jak zostałaś łowczynią? - spytałem szukając tematu do rozmowy.
- Ciekawski jesteś - odpowiedziała a ja wzruszyłem ramionami. - Rodzinny interes - wspomniała i pokiwałem głową.
- Znam to, siostrę i mnie wciągnęli rodzice - powiedziałem, skręcając w prawo. - Nie narzekam specjalnie, ale na co dzień studiuję i pracuję w muzeum i chyba lepiej się z tym czuję niż w bieganiu za potworami - powiedziałem ciszej.
- W weekendy pracuję w kawiarence - powiedziała a ja cieszyłem się, że kontynuowała temat.
- A robisz gorącą czekoladę? - spytałem rozmarzony, Willow spojrzała na mnie jak na dziwaka.
- Tak? - odpowiedziała dziwnym tonem.
- Z dużą ilością bitej śmietany, pianek, posypki i syropu karmelowego? - popatrzyłem na nią uśmiechnięty.
- Tego chyba nie ma w menu, ale raczej da się zrobić - wybąkała a ja wyszczerzyłem się szeroko.
- W takim razie musisz dać mi namiary - powiedziałem radośnie.
- Jasne, może kiedyś - powiedziała cicho i wzruszyła ramionami. - Lubisz?
- Kocham i uwielbiam. Kurczę. Mam teraz ochotę na czekoladę - potarłem twarz dłonią i znów skręciłem, tym razem w lewo. Dookoła zaczynało się robić co raz głośniej, dochodziliśmy w okolice wielu barów, klubów i pubów. Tylko w kilku z nich byłem, nie interesowały mnie za bardzo. Moim oczom ukazał się placyk z fontanną, który oznajmiał wyraźnie, że jesteśmy już w centrum. Odwróciłem się do swojej towarzyszki.
- Jesteśmy. Trafisz już stąd? - zapytałem a dziewczyna pokiwała głową.
- Więc... Miło było poznać - uśmiechnąłem się szeroko i wystawiłem dłoń do piątki, którą dziewczyna mocno przybiła.
- Może kiedyś jeszcze się spotkamy - też się uśmiechnęła. Pomachałem jej i wycofałem się powoli. Podrapałem się po głowie. Czy ja teraz trafię do mieszkania?

Willow? :3 Wybacz, że krótko xD

11 cze 2017

You're scared. Of growing up. And who could blame you; I'm scared, too.

KONTAKT: fennydragneel@gmail.com

Eligiusz Leon Larch
23 lata | Mężczyzna | Łowca
Opis: W niedzielę, 28 sierpnia 1994 roku przyszła na świat dwójka bliźniaków. Rodzice, nie znający płci dzieci i oczekujące dwóch dziewczynek przeszli zaskoczenie, gdy dowiedzieli się, że w ich życiu pojawiła się jedna dziewczynka i jeden chłopiec. Z braku pomysłu, spytali lekarza, który przyjmował poród, jak miał na imię. Eligiusz Chrzanowski, Polak. Ten fakt rozśmieszył ich na tyle, że stwierdzili, że imię to jest idealne dla dziecka. Dopiero potem uświadomili sobie, że Leona, imię, które wymyślili dla drugiej córki ma też męską wersję. Zostało ono drugim imieniem, którym chłopak zresztą posługuje się na co dzień. Nieważne, do jakiej podstawówki chodził, dzieciaki wyśmiewały się z tego, jak się nazywał. Była to prawdziwa lekcja charakteru. Dziś, Leon nie odznacza się za bardzo, jest normalnym członkiem społeczeństwa. No, prawie normalnym. Jego rodzice byli łowcami, polowali na nadnaturalnych i bardzo wcześnie zaczęli uczyć tego dzieci. Mimo konfliktu, który miał miejsce między rodzicami a rodzeństwem, kiedy Leann okazała się być kitsune, rodzeństwo nadal się tym zajmuje, lecz eliminują tylko zagrażające społeczeństwu jednostki. Wracając, poza tym, Eligiusz jest bardzo pospolity.
Gdy odłączyli się od rodziców, zdecydował się pójść na studia. Wymagało to dużo pracy, zwłaszcza, że musiał je jakoś opłacić, ale dziś jest dumnym studentem sztuk pięknych. Pasjonuje się rzeźbiarstwem, trochę mniej malarstwem, uwielbia zagłębiać się w historię sztuki. Dlatego praca, którą podjął, żeby chociaż trochę pomóc siostrze w utrzymaniu ich, jest dla niego idealna. Jest stażystą w muzeum. Zazwyczaj zajmuje się sprzedażą biletów i jest chłopcem na posyłki, lecz osiąga pełnię szczęścia gdy kończą się przewodnicy i szefowa wysyła go by oprowadził małą grupkę. Ma pewną charyzmę i umie to dobrze wykorzystać. Ludzie lubią go słuchać, on lubi do nich mówić. Nie sprawdza się to niestety w przypadku związków, bo po burzliwej karierze w liceum, nie udało mu się nikogo znaleźć. Najbliższą mu osobą jest właśnie siostra, starsza zaledwie o parę, paręnaście minut, lecz traktująca go często jak dziecko. Za swój obowiązek uznaje ochranianie go, choć on nie zawsze się z tym zgadza. Woli wspierać siostrę we wszystkich możliwych kierunkach, niż kiedy robi to ona. Mają swoje dziwactwa, więc cud, że udało im się znaleźć przyjaciół. Leann miała szczęście poznać w pracy Evelyn, dziewczyna zaczęła spędzać z nimi trochę czasu, z dwójki zrobiła się trójka. Do czasu gdy na jednym polowaniu, natknęli się na młodego wampira. Jaime był niedługo po przemianie, zagubiony i zdezorientowany, więc bliźniacy wsparli go, wskazali i pomogli wejść na właściwą drogę. Został wampirem “wegetarianem”, zaczął ten sam kierunek co Leon i znalazł swoją drugą połówkę - Evelyn i on jak się okazało, byli dla siebie stworzeni (Leon nadal ma podejrzenia, że podstawą tego związku na początku była fascynacja Evelyn wampirami). Chłopak nigdy nie zapomni, gdy dziewczyna spytała jego przyjaciela, czy błyszczy się na słońcu, co ciągle zdarza się im jej wypominać, ze śmiechem. Leon najczęściej wtedy milknie, bo mają wtedy okazję powyśmiewać się z jego imienia, zwłaszcza Leann, która i tak robi to na porządku dziennym. 
Leon jest zwykle pozytywnym i uśmiechniętym człowiekiem, choć on też miewa gorsze dni. Jego sposobem na rozładowanie stresu są komiksy, kreskówki i gry. Te jego małe hobby uważa za pewien rodzaj tęsknoty za dzieciństwem, które spędził w większości biegając za rodzicami z bronią. Jak już było wspomniane, był to niezły trening charakteru. Dzięki temu chłopak zrobił się bardzo uparty, lubi dążyć do celu i jest ambitny. Potrafi znaleźć wyjście z każdej sytuacji. Ma też swoje słabości. Bardzo zależy mu na zdaniu innych i jednak bardzo łatwo można go przygnębić. Te cechy często się zderzają, wprowadzając mały chaos w życiu chłopaka. Tak samo jego bycie duszą towarzystwa, sprawia ono często, że czuje się samotny. Zazwyczaj męczy wtedy swoją siostrę. Jest liderem i często to wykorzystuje, choć zwraca się to czasami przeciwko niemu, jeśli ściera się z równie silną osobowością jak on. Jest tym typem osoby, który w sklepach i kawiarniach podejmuje pogawędki ze sprzedawcami, opowiadając im kiepskie dowcipy, nawet jeśli nie wydają się do tego chętni. Lubi poprawiać ludziom dzień i nie umie obojętnie przejść obok potrzebujących pomocy. Angażuje się często w różne wydarzenia, lecz potrafi docenić wieczór spędzony w spokoju w domu.
Lubi też bardzo wygodę, uwielbia nosić jeansy i szorty, ale czasami można go zobaczyć w dresie. Zakłada zazwyczaj koszulki z zabawnymi napisami, na które czasami zarzuca bluzy lub koszule. Lubi nosić kapelusze, czapki a na jego ręce zazwyczaj jest zegarek. Lubi ubierać się elegancko, czasami nawet zakłada bardziej formalny strój do pracy. Nie wiadomo jak to robi, ale w swoim stroju zawsze może ukryć mały zestaw noży do rzucania oraz pistolet, Fort 12, podarowany mu przez podziwianego przez chłopaka łowcę. Nie jest najlepszy, ale z sentymentu nie potrafi się z nim rozstać.
Pupil: Mozart (wspólny z Leann)

Stosunki:
  • Margaret Larch - Matka, także łowczyni. Raz na jakiś czas się spotkają, ale istnieje pewne napięcie między nimi.
  • Peter Larch - Ojciec, łowca. Sytuacja z nim, wygląda jak ta z matką.
  • Leann Marie Larch - Siostra i współlokatorka. Jest mu najbliższa, jest w stanie zrobić dla niej bardzo dużo.
  • Evelyn Brenann - Wspólna przyjaciółka jego i Leann. Dziewczyna Jaimego, fanka Zmierzchu.
  • Jaime Arthur - Także wspólny przyjaciel. Wampir. Chłopak Evelyn.
Ciekawostki: 
  • Uwielbia gorącą czekoladę z dużą ilością bitej śmietany, pianek, posypki i syropu karmelowego - pije ją nawet gdy jest gorąco. Podanie mu jej jest najłatwiejszym sposobem na podbicie jego serca.
  • W szkole średniej był typowym “łamaczem serc”. Mimo wielu związków, żaden nie był tym, czego poszukiwał.
  • Jego ulubioną rzeczą jest szary plecak, który zabiera ze sobą wszędzie.
  • Lubi komiksy i kreskówki.
  • Czasami, żeby się zrelaksować sięga po gry.
  • Był 5 razy w kinie na Wonder Woman.
  • Zawsze chciał się nauczyć włoskiego, ale dopiero teraz zaczął w wolnych chwilach powtarzać sobie słówka.
  • Uwielbia chodzić w garniturze.
  • Gdy osiągnie stabilność finansową chce się także wykształcić w kierunku turystyki i założyć własne biuro podróży.