Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alex. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alex. Pokaż wszystkie posty

11 maj 2018

Od Alexa do Louise

Ułożyłem swoje dłonie na ramionach Lou.
- Hej, przecież tu dla ciebie jestem, racja? I tak siedzimy w tym razem - przytuliłem ją i zakołysałem nami na boki. Kochałem ją najmocniej na świecie. Nasze życie znacznie się uspokoiło. Mamy dwójkę wspaniałych dzieci. Było w każdym razie lepiej. Kobietę którą trzymałem w ramionach darzyłem wdzięcznością, chociażby za każdy dzień pełen szczęścia lub wszystkie te gesty na przestrzeni trwania naszej relacji. Westchnąłem cicho, czekało mnie dużo roboty z obróbką zdjęć. Miałem wrażenie, że za mało czasu poświęcam dla Lou, Luke'a oraz Brooklyn, na dodatek ostatnio moje zarobki znacznie spadły, a nie mogłem pozwolić sobie na nowe aparaty czy też obiektywy, chyba potrzebowałem czegoś bardziej na stałe. Wieczór sprawiał, że niebo stawało się coraz ciemniejsze, a księżyc świecił pomiędzy chmurami. Nagle do naszych uszu dobiegł stłumiony grzmot, burza była jeszcze daleko, ale się zbliżała. Miałem nadzieję, że dzieci ją prześpią. Chwyciłem dłoń ukochanej oraz zaprowadziłem ją do sypialni. Położyliśmy się razem na łóżku, objąłem kobietę ramieniem.
- Jak myślisz? Powinienem zmienić pracę? - zwróciłem głowę w stronę partnerki.
- Dlaczego pytasz? - spojrzała na mnie.
- Sądzę, że za mało poświęcam wam czasu, a nawet zbyt mało zarabiam.
- A przynosi Ci to szczęście?
- Czy ja wiem...niekoniecznie, lubię fotografować tylko niektóre rzeczy - cmoknąłem ją w policzek.
Przypomniały mi się zdjęcia z dnia oświadczyn. Dla mnie piękne i niepowtarzalne, a Louise narzekała, że źle na nich wyszła! Co było nieprawdą. Jest najśliczniejsza na świecie. Wlepiłem wzrok w sufit, czułem spokój? Tak, to było to. Przymknąłem lekko oczy, moja ukochana...ach, tyle razem przeszliśmy. Próbowała nawet kiedyś robić zdjęcia, są chyba do teraz na komputerze. Postanowiłem, że jutro poprzeglądam stare foldery, moglibyśmy razem powspominać, przecież po to fotografuję, by uchwycić chwile, które będzie można dokładnie odtworzy spoglądając tylko na zdjęcie. Grzmoty były coraz głośniejsze. Przytuliłem mocniej kobietę.
- Jeśli jesteś zmęczona to sam zajmę się bliźniakami, a ty się prześpij - mruknąłem.
- Alex... - zaczęła.
Nagle usłyszałem ciche pukanie do drzwi. Otworzyłem gwałtownie oczy.
- Poczekaj tu - burknąłem oraz wstałem, oczywiście niechętnie.
Podszedłem do drzwi, znów rozległ się ten dźwięk - puk puk. Uchyliłem drzwi, a w nich stał zmoknięty mężczyzna. Serce zabiło mi mocniej, cholera jasna, co on tu robił.
- Witaj...kumplu - na twarz faceta wbiegł chytry uśmiech.
Zmarszczyłem brwi oraz mocniej zacisnąłem rękę na drzwiach.


Louise?

3 wrz 2017

Od Alexa do Louise

Wyszliśmy z budynku. Czułem rozpierającą radość, szczęście! Istną euforię. Zgodziła się! Lou powiedziała "tak"! Chciałem skakać ze szczęścia, krzyczeć jak mi wspaniale. Nie wiem do czego mógłbym porównać to uczucie. Może do ponownych narodzin? Ta sytuacja pozwoliła spojrzeć mi na świat na nowo, dostrzec milion barw, zapachów i gestów. Pieprzyć to co za mną, bo tego już nie ma, racja? Dość szybko doszliśmy do klatki, wpadł mi do głowy pewien pomysł.
- Droga pani Fosher...pani pozwoli - powiedziałem z uśmiechem.
Podniosłem kobietę i ruszyłem po schodach.
- Mój dżentelmen - poklepała mnie po głowie.
- Oczywiście - odparłem.
Stanęliśmy przed drzwiami do naszego mieszkania. Postawiłem delikatnie kobietę na ziemi. Mój skarb. Jestem gotowy rozszarpać każdego, przez kogo mogłaby poczuć się źle. Weszliśmy wspólnie do środka. Lou usiadła na kanapie.
- Od razu trochę lepiej - stwierdziła.
- Cieszę się, a ja będę musiał zaraz wychodzić, niestety, zlecenie.
- Oh, dasz radę!
- Rozleniwiłem się i to strasznie, nie chce mi się! - wymruczałem i zrobiłem zabawną minę.
- Jasne - zaśmiała się cicho.
- Jeszcze sprawdzę co piszą - chwyciłem gazetę.
Szybko sprawdziłem każdą stronę gazety, jednak na jednej zatrzymałem się na dłużej. Były tam zamieszczone wiersze. Uważnie przeczytałem jeden z nich. Po czym odnalazłem wolną kartkę i długopis. Olśniło mnie.

Rozpamiętuję twoją twarz,
Usta płonące gorącą czerwienią,
Oczy niebieskie, tonę w nich zawzięcie,
Wspomnień kilka nocy minionej,
Zresztą trochę niejasnych,
Lecz przyciemnionych,
Gdy ujrzałem cię po raz pierwszy,
Trafnie pomyliłem z aniołem,
Kochanie, twoje ciepłe dłonie,
Ułaskawiają moją zimną skórę, 
Gdy dotykasz moich skroni,
Świat się śmieje w sposób wesoły,
Gdy zatapiasz palce w moich włosach,
Świat spowalnia w swym brutalnym działaniu,
Więc gdy wczoraj trzymałem cię,
Śpiącą, coś zapomnianego we mnie odżyło,
I gdyby nie sen, przysięgam,
Wyszeptałbym ci do ucha,
Że cię kocham.
Uśmiechnąłem się. Zostawiłem wszystko, pożegnałem się z narzeczoną pocałunkiem w policzek i opuściłem mieszkanie. Miejsce docelowe było trochę daleko, więc zdecydowałem się zabrać samochód. Wsiadłem do auta i ruszyłem. Włączyłem radio, sam nie wiem, kiedy zacząłem nucić. Po dłuższej chwili byłem na miejscu. 



Lou?

16 lip 2017

Od Alex'a do Clarie

- Masz. Napij się. - rozbrzmiewa w mojej głowie.
Czuję niesamowite gorąco i chłód w miejscu gdzie trzymam ścierkę z lodem.
- Yhym...dziękuję - mówię niewyraźnie i sięgam po butelkę. Upijam kilka łyków i świadomość zaczyna wracać od razu szybciej. Pojawia się uczucie zmęczenia. Czuje brzęczenie telefonu w kieszeni. Marszczę brwi, odkładam lód gdzieś na bok i sięgam do kieszeni. Telefon jest pęknięty, cholera, trudno. Louise dzwoni. Odbieram. - Halo?
- Alex! W końcu odebrałeś, gdzie ty jesteś? - pyta.
- Na mieście, szukam różnych rzeczy dla dzieciaków - staram się mówić normalnie.
- Ym, no dobrze.
- Nie musisz się martwić, a po za tym pamiętasz, że nie możesz się stresować - odpowiadam.
- Mhm, wróć niedługo.
- Jasne.
- Do zobaczenia - blondynka się rozłącza.
Wzdycham, powoli wracam do normalnego stanu. Czuję lekkie pieczenie na czole. Zwracam się ku Clarie? Tak, tak miała na imię, to pamiętam.
- Co się stało? - pytam.
- Co się stało...- mruczy zamyślona - No..wiesz, taki mały wypadek, spadłeś z konia, dość niefortunnie.
- Rozumiem, widzisz, mówiłem, że się nie nadaję - lekko się uśmiecham przypominają naszą wcześniejszą rozmowę.
Dotykam piekącego miejsca i ból nasila się, odsuwam palce i spoglądam na nie, widzę i czuję własną krew.
- Zamknij się - mruczy kobieta.
Słyszę kroki i kątem oka widzę jak inna dziewczyna znika z pomieszczenia. Dochodzi mnie dźwięk jak Clarie zaczyna szybciej oddychać, zauważam, że jej głowa jest spuszczona ku dołowi. Zasłania twarz dłońmi, jednak po chwili jej palce znajdują się w okolicach skroni. Zaczynam powoli rozumieć co się dzieje. Kobieta zaczyna się trząść, moje wilcze zmysły wyczuwają krew, tym razem nie moją, lecz należącą do niej.
- Wszystko w porządku? - pytam cicho. Drgawki kobiety zwiększają się, mija kilka chwil i się podnosi. Zaczyna miotać się po pokoju i szeptać coś do siebie. Uderza mocno ręką o ścianę, kolejny raz, kolejny i kolejny - Clarie...
Kobieta wbija paznokcie we własne nadgarstki. Wstaję i przykucam przy niej, sam nie czuję się jakoś dobrze. Widzę, że krwotok jest całkiem silny, odnajduję ścierkę, odwijam lód, zabieram sam materiał i podchodzę do mojej towarzyszki. Jej oddech powoli się uspokaja. Wzrok zdaje się być przytomny. Podaję jej ścierkę, przykłada ją do nosa.
- Ja...- mówi zdezorientowana.
- Spokojnie, spokojnie, co się dzieje? - pytam.
Siadam czując jak lekko słabnę, mrugam kilka razy i oczekuję na odpowiedź.



Clarie?

14 lip 2017

Od Alex'a do Louise

Zaśmiałem się cicho pod nosem.
- Ale nie możesz się przemęczać! - rzuciłem.
Chwyciłem mopa i zacząłem zmywać podłogę przy okazji nucąc coś pod nosem.
- Pfff - usłyszałem.
Odstawiłem trzymaną rzecz, znalazłem jedną puszkę po farbie, jej resztki już praktycznie wyschły, mimo to wsadziłem tam palec wskazujący i w miarę możliwości ubrudziłem go . Udałem się do salonu i usiadłem obok Louise, chwyciłem jedną ręką jej dłoń, uważnie namalowałem jasnokremowe serduszko i podniosłem zadowolony wzrok. Kobieta spojrzała na to co uczyniłem, po chwil na jej twarz wbiegł piękny uśmiech.
- Romantyk się znalazł - zaśmiała się.
Zgarnęła resztki farby z mojego palca i pacnęła mnie w nos. Uśmiechnąłem się szeroko. Splotłem nasze palce i oparłem głowę o kanapę. Spoglądałem w oczy partnerki, były piękne, najpiękniejsze jakie widziałem!
- Kocham cię...- wymruczałem - Twoje oczy, twój nos i usta, to kiedy kichasz i się uśmiechasz, gdy marzysz, gdy płaczesz, gdy mnie przytulasz, gdy na mnie krzyczysz...kocham to wszystko w tobie, Louise.
Przysunęła się do mnie i oparła swoją głowę na mojej klatce piersiowej.
- Też cię kocham, Alex - odparła.
Zamknąłem oczy i się uśmiechnąłem. Pocałowałem blondynkę w czubek głowy. Sześć miesięcy minęło dość błyskawicznie
- Pójdziemy się gdzieś przejść? - zapytałem otwierając oczy.
- W sumie możemy - uśmiechnęła się.
- To chodź - kobieta odsunęła się od mnie,a ja powoli wstałem i podałem jej rękę. Zaszedłem jeszcze do łazienki i zmyłem farbę z nosa i palca, następnie dość szybko się ubraliśmy, zabrałem aparat wyszliśmy i zamknęliśmy mieszkanie. Objąłem kobietę jedną ręką w pasie, drugą szybko sprawdziłem czy mam tą ważną rzecz w kieszeni. Była tam, uśmiechnąłem się szeroko.
- Aleex - wymruczała Louise.
- Hmm? - spojrzałem na nią.
- Nad czym tak myślisz? - spytała.
- Przypominam sobie wszystkie nasz wspólne chwile...No wiesz te noce przegadane do rana lub każdy wspólny posiłek czy dotyk dłoni - cmoknąłem ją w policzek.
- No całkiem sporo tego było - odparła.
- No właśnie - uśmiechnąłem się.
Skierowaliśmy się w pewną uliczkę, wiedziałem gdzie ją prowadzę. Już blisko.
- Gdzie idziemy? - zapytała.
- Zaraz zobaczysz - pacnąłem ręką torbę z aparatem - Zrobimy kilka zdjęć...
- Dobrze.
Stanęliśmy przed drzwiami niepozornego budynku, otworzyłem je i wpuściłem Louise. Stan był surowy, znajdowaliśmy się w przedsionku, wyjąłem aparat.
- Drzwi na lewo, Lou, wejdź - uśmiechnąłem się.
- Co ty kombinujesz...- zaśmiała się. Otworzyła drzwi i weszła do pomieszczenia, ja za nią. Naszym oczom ukazała się ściana zalepiona karteczkami i wspólnymi zdjęciami. Uśmiechnąłem się szeroko. Kobieta podeszła do ściany i zaczęła odczytywać teksty z karteczek oraz przyglądać się zdjęciom. Szybko cyknąłem kilka fotek, następnie uklęknąłem na jedno kolano, wyjąłem z kieszeni drewniane pudełeczko i je otworzyłem. Blondynka odwróciła się uśmiechnięta, teraz dopiero się zdziwiła, chyba karteczki z tekstami typu "Jesteś cudem" spodobały jej się - Alex...
- Louise - uśmiechnąłem się - Mieliśmy wiele wspólnych zlotów, zdarzały się także małe upadki, jednak prawdziwej miłości to nie przeszkadza...Kocham cię Louise, najbardziej na świecie. I mam teraz jedno pytanie: Czy...czy wyjdziesz za mnie?



Louise? <3

13 lip 2017

Od Alex'a do Clarie

Przygotowania trwały. Do teraz nie mogę uwierzyć, że zostanę ojcem. Chociaż...ta wiadomość tkwi w mojej głowie napełniając ją szczęściem. Zdecydowałem, że już teraz powinienem porozglądać się za rozrywką dla dzieci. Co może lubić dziewczynka? A jeśli to będzie chłopczyk? Uśmiechnąłem się szeroko i pokiwałem głową. Przejdę się po mieście i zobaczę co ma do zaoferowania. Nałożyłem buty i wyszedłem z mieszkania. Świat wydawał się być teraz inny. Miasto żyło swoim tempem, raz żwawszym, raz wolniejszym. Promieniowałem serdecznymi uczuciami. Nie wiem jak to się działo. Najpierw musiałem ustalić priorytety potrzebne w poszukiwaniach. Co lubią dzieci? Pluszaki? No to jest klasyka. Zwierzaki? Racja! Dzieci lubią zwierzątka! Może też sport? Jeśli tak to jaki? Zobaczy się jeszcze. Maskotki wolę powybierać wspólnie z Lou. Słyszałem coś o jakiejś stajni, może mają tam kucyki? Kto nie lubi kucyków? Postanowiłem się tam udać. Wyjąłem telefon i zamówiłem taksówkę. Oczekiwałem na jej przyjazd. Spojrzałem w niebo. Było błękitne, sunęły po nim białe chmury. Pogoda dopisywała.

~~~~*~~~~*~~~~

Zapłaciłem odpowiednią ilość gotówki i wysiadłem. Samochód odjechał, a ja zacząłem rozglądać się po tym miejscu. Spore pastwiska i pasące się na nich konie. Ten ładny widok odprężył mnie. Drewniane ogrodzenia wprowadziły moja osobę w klimat tego otoczenia. Zauważyłem kobietę opierającą się o belkę. Wyglądała na osobę, która tu pracuje. Podszedłem do niej i stanąłem obok.
- Dzień Dobry, pani z personelu? - uśmiechnąłem się.
- Słucham? - chyba wyrwałem ją z zamyśleń.
- Szukam kogoś z personelu, bo chciałem zadać takie jedno pytanie...- przyjrzałem się jej - A tak w ogóle to jestem Alex.
- Clarie - lekko się uśmiechnęła - Co chciałbym pan wiedzieć?
- Oj tam, żaden pan, po prostu Alex - zaśmiałem się cicho - Chciałem się spytać czy mają państwo u siebie kucyki?
- Kucyki? - spytała chyba lekko rozbawiona.
- Tak, dokładnie - rozejrzałem się - Niestety nie dla mnie, za duży już jestem, a być może dla mojego dziecka, jeśli się zainteresuje.
- Oj tam, pana można za to na konia wcisnąć - odparła.
- Mnie? Chyba się nie nadaję - przymknąłem jedno oko, bo słońce zaczęło mocniej prażyć - Nie mów do mnie pan, proszę, czuję się jak jakiś obcy kosmita.
- Jeździłeś kiedyś? - pokiwałem lekko głową na boki - Nie? To musisz spróbować - uśmiechnęła się ładnie.
- Naprawdę się nie nadaję, jestem chyba zbyt fajtłapowaty czy coś.
- Zobaczymy.
- Ale jak to? - lekko się zmieszałem.
- Chodź - oderwała się od płotu i wskazała głową na spory budynek - To nie boli, potem pokażę Ci nasze kucyki.
- No dobra, w końcu raz się żyje - zaśmiałem się i udałem za Clarie.




Clarie?

10 lip 2017

Od Alex'a do Willow

Spakowałem produkty do torby.
- Zatem jesteśmy umówieni - znów obdarowałem ją uśmiechem.
- Tak - odparła.
- Zatem do zobaczenia - pomachałem ręką i ruszyłem.
Mijałem drzewa, przechadzałem się cicho chodnikiem. Słyszałem warkot samochodów i miejski gwar. Nie wsłuchiwałem się w rozmowy innych, zostawiałem to wszystko za sobą. Codziennie byłem tutaj, noc czy dzień, wszystkie krajobrazy były mi znane, lecz zawsze zachwycają gdy mam przy sobie Louise. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Byłem szczęściarzem. Sam nie wiem kiedy doszedłem pod drzwi naszego mieszkania. Otworzyłem je i wszedłem do środka.
- Już jestem - powiedziałem wchodząc do kuchni.
- Właśnie widzę - uśmiechnęła się do mnie blondynka.
- Będziemy mieli dziś gości - oznajmiłem stawiając zakupy na blat.
- Jak to? - spojrzała na mnie zaciekawiona.
- Willow zje z nami kolację... Nie masz nic przeciwko, racja? - podszedłem do niej.
- Hmm - zamyśliła się. - A, ta Willow, niech przyjdzie, w końcu nie spędzimy samotnie tego wieczoru! - dźgnęła mnie palcem w żebra.
- Osz ty... - zaśmiałem się i oplotłem ją rękoma w pasie.
- Puszczaj!
- Nie! - przyciągnąłem ją do siebie i się wyszczerzyłem.
- Jeśli mnie nie puścisz to...to...
- Tooo? - schyliłem głowę by ją pocałować.
- To pożałujesz - uszczypnęła mnie w policzek i cmoknęła.
- To znaczy? - mruknąłem uśmiechnięty.
- Będziesz spał na kanapie! -  spojrzała na mnie triumfalnie.
- Mfff - puściłem ją i przewróciłem oczami.
- Wygrałam! - podeszła do torby z zakupami.
- Jak zwykle! - powiedziałem wesoło.
Przeszedłem do salonu i znalazłem sobie miejsce na fotelu. Chwyciłem gazetę ze stolika i zacząłem ją uważnie przeglądać.



Willow? Wybacz, że tak długo musiałaś czekać ;c

27 cze 2017

Od Alex'a do Louise

Leżałem na kanapie, wpatrywałem się w sufit.  Czułem się winny, wszystko to ciążyło mi na sercu. Wiem, że zrobiłem okropnie. Ale zazwyczaj wszystko robiłem źle. Cokolwiek. Kocham cię, Lou. Na pewno. Byłem tego w stu procentach pewny. Od stóp do czubka głowy. Może po prostu musimy dać sobie czas? Nie, stanowcze zaprzeczenie. Wstałem. Ruszyłem do innego pokoju. Zauważyłem Louise, po cichu podszedłem i oparłem się o ścianę. Widziałem, że przegląda album. Na zdjęciach widniała ze swoimi siostrzeńcami.
- Louise... - powiedziałem cicho i spokojnie. Kobieta odwróciła głowę w moim kierunku, lecz po chwili znów była wzrokiem przy albumie. - Wiem, że... To co zrobiłem było głupie, szczeniackie i zupełnie niedojrzałe. Wiem, że masz dość życia w niepewności, lecz chcę ci powiedzieć, że jednego jestem pewien, tego iż darzę cię wielkim uczuciem. Może byłoby lepiej, gdybym umarł wtedy lub ostatnio. Wiem, Lou, już wszystko wiem. Mogę być tylko z tobą, być tylko dla ciebie przez wszystkie dni, te jasne i trochę ciemniejsze. Moje życie nie będzie istniało bez twej osoby.
Nie wiem kiedy jej ciepłe ręce mnie objęły, drobne ciało przywarło do mojego. Przytuliłem ją mocno do siebie. Poczułem niezaprzeczalną ulgę.
- Alex... - wyszeptała
- Przepraszam Cię za wszystko, spróbuję to jakoś tobie wynagrodzić... - wymamrotałem.
Blondynka przytaknęła wtulając się we mnie.
- Chodźmy po prostu już do sypialni... - odparła.
Wziąłem ją delikatnie na ręce. Spojrzałem na jej twarz. Przymknięte śliczne oczy. Każdy mógłby nazwać ją królewną. Ruszyłem ku sypialni. Złożyłem lekki pocałunek na jej czole.

~~~~*~~~~~~*~~~~

Leżeliśmy na łóżku. Wpatrywałem się w Lou.
- Widziałem jak przeglądasz album - rzekłem. - Muszę przyznać, że wyglądasz z dziećmi przecudnie.
- Teraz ci się na komplementy zebrało - uśmiechnęła się.
- Akurat tak... - moje kąciki ust powędrowały do góry. - Ogólnie co sądzisz o dzieciach?



Louise?

23 cze 2017

Od Alex'a do Willow

Postanowiliśmy wraz z Lou zjeść coś na prędko w restauracji. Weszliśmy do pierwszej lepszej i zamówiliśmy dania. Usiedliśmy przy dwuosobowym stoliku. Dość krótko czekaliśmy na napoje. Uśmiechnąłem się do blondynki, co ona odwzajemniła.
- Proszę, o to państwa dania - powiedziała ciepło kelnerka.
Postawiła przed nami talerze i odeszła.
- Jest tu całkiem miło - rzuciłem.
- Masz rację - odparła Louise.

~~~~*~~~~~~*~~~~ 

Weszliśmy do mieszkania. Zawsze gdy z nią byłem, nie zwracałem uwagi na innych i otoczenie. Liczyła się tylko Lou.
- Alex - powiedziała moja ukochana.
- Idź do sklepu i kup...- zaczęła wymieniać.
- Dobrze, dobrze - uśmiechnąłem się.
Zabrałem portfel, po chwili została mi też wciśnięta torba na zakupy przez Louise. Zaśmiałem się cicho. Wybyłem z mieszkania i ruszyłem w stronę sklepu. Nie trwało to długo, więc już po chwili przechadzałem się alejkami i szukałem produktów, które kazała mi kupić Lou. Gdy w końcu coś odnalazłem wkładałem to do torby i ruszałem w dalsze poszukiwania, aż nie znalazłem wszystkiego. Ustawiłem się w kolejce. Spoglądałem co jakiś czas na ludzi, którzy mnie otaczali. Odwróciłem głowę i zauważyłem nikogo innego jak Willow.
- Willow? - powiedziałem głośno.
Zacząłem przyglądać się kobiecie uśmiechając się serdecznie.


Willow?

18 cze 2017

Od Alex'a do Louise

Zrobiłem tak jak kazała. Przyniosłem patelnię i podałem ją dla Lou. Spojrzałem w kierunku okna, trzymałem przyprawy. Zobaczyłem swoje odbicie w szybie. Ja, och tak, ja. Ruszyłem lekko ramieniem, zabolało. Zapach powietrza mieszał się z wonią przypraw.
- Nadchodzi burza - stwierdziłem wciągając powietrze do płuc.
Kobieta podeszła do mnie i przyjrzała się badawczo mojej twarzy. Widziałem ulicę, ludzi i samochody, wszyscy się gdzieś śpieszą. Tak w codziennym zamieszaniu mija życie. Przyprawa została zabrana z moich rąk, tym samym wyrywając mnie z zamyśleń. Spojrzałem na bok. Lou maszerowała w stronę kuchenki. Oparłem się o blat i przyglądałem się jej. Po chwili jednak podszedłem i objąłem ją w pasie.
- W czym mogę pomóc jeszcze? - zapytałem.
- Aleeeex - uśmiechnęła się - Usiądź, resztę już zrobię sama.
Pocałowałem ją w policzek i udałem się do salonu. Usiadłem na fotelu i patrzyłem w kierunku kuchni. Zacząłem coś nucić pod nosem. Przypomniałem sobie Lou wąchającą tulipany. Świat zmieniał się na przestrzeni lat, a my jesteśmy tacy sami. Witając dzień z jej promienistą twarzą skąpaną w blasku poranka. Przy każdym krótkim pocałunku w moim sercu kwitł storczyk. Uwielbiam gdy jest obok. Gdy ją obejmuję czuję, że mam największy skarb. Odurzony jej zapachem, jestem cały dla niej. Louise posiada uśmiech pochodzący od pereł z głębin morskich, który rozgania ciemne chmury. Od całokształtu urody uznałem ją od początku za bóstwo. Nietuzinkowe oczy na zawsze zostaną w mej pamięci jako obraz największego szczęścia. Jeden dotyk, a wszystko co złe znikało. To naprawdę wiele, nie zasługiwałem, nie byłem godzien. Powinien to być ktoś z kim Lou naprawdę będzie szczęśliwa. Ktoś równy jej. Usłyszałem grzmot, burza zbliżała się, lecz była jeszcze daleko.

~~~**~~~~**~~~

Byliśmy już po posiłku. Był wieczór.
- Idziemy zaraz spać? - spytała mnie Lou.
- Możemy - uśmiechnąłem się. Błyskało i grzmiało. Widziałem, że Lou nie czuje się najlepiej. Objąłem ją i pocałowałem w czoło. Ona się lekko uśmiechnęła. Chwyciłem jej dłoń, udaliśmy się razem do sypialni. Przebraliśmy w piżamy i położyliśmy do łóżka. Objąłem mocno kobietę. - Kocham Cię, Lou. Pamiętaj.
Po niedługim czasie blondynka zasnęła. Czułem jej lekki oddech. Wiedziałem, że już nigdy mogłem go przy sobie nie poczuć. Delikatnie zabrałem ręce i wstałem. Wziąłem ubrania i skierowałem się ku drzwiom. Wszystko rozrywało mnie od środka. Chciałem w głębi siebie tu zostać. Przez myśli przemykało mi, że nie ma wyjścia. Było, chociażby przez te drewniane drzwi. Zacisnąłem oczy i wyszedłem. Szybko się ubrałem, następnie pochyliłem się nad stolikiem, rozłożyłem kartkę i zacząłem pisać dalej.
"Lou, moja kochana Lou, musisz mi to wybaczyć, nie szukaj mnie, znajdź kogoś z kim będziesz szczęśliwa, kogoś kto będzie tak samo dobry jak ty, przepraszam, że odchodzę, lecz chcę twojego dobra, wiem, że nie zasługuję na kogoś tak wspaniałego jak ty, być może jest to wyrok śmierci dla mnie, lecz wyższe dobre jest warte ofiar, żegnaj Lou, wiedz, że ja o tobie nie zapomnę" ~ Alex
Przetarłem dłońmi twarz, włożyłem list do koperty, która była wcześniej tak żałośnie pusta i jakby oczekiwała by coś w sobie pomieścić, lecz chyba nie była gotowa, aż na takie wieści. Oparłem ją o pustą szklankę, nałożyłem płaszcz i wyszedłem po cichu z mieszkania. Duże krople deszczu uderzały o chodnik i moją głowę. Włosy szybko namokły i opadły. Szedłem w kierunku lasu. Gdy już stanąłem na jego skraju rozejrzałem się, czułem, że ktoś mnie śledzi. Może po prostu mi się wydawało. Po chwili byłem wilkiem. Wbiegłem między drzewa. Zatrzymałem się dopiero na polanie. Znów przemieniłem się w człowieka. Mój słuch wyłapał dźwięki kroków. Wziąłem kilka głębokich oddechów. Łowcy. Wszedłem między drzewa i zacząłem cicho się przez nie przedzierać. Po dobrych dwóch kilometrach stanąłem na asfaltowej drodze. Usłyszałem przeładowywanie broni.
- Masz jakieś życzenie? - spytał mnie męski głos.
- Chcę wiedzieć kim jesteś...- powiedziałem i odwróciłem się.
- Elliot Cohen - uśmiechnął się.
- A więc to ty? - pokręciłem głową.
- Tak, w swej pełnej okazałości, myślałem, że jedna srebrna kula wystarczy - zaśmiał się cicho - O dziwo, jakoś się wylizałeś.
- Dzięki pewnej osobie - uśmiechnąłem się smutno.
- No cóż, to twój koniec Alex - uniósł brwi i wycelował w moją głowę - Znikniesz i nie zostawisz żadnego śladu po sobie, jakież to przykre - znów się zaśmiał.
Uśmiechnąłem się. Broń wypaliła, a ja szybko zmieniłem się w wilka. Kula przeleciała nad moim łbem, szybko zmieniłem się z powrotem w człowieka. Rzuciłem się na łowcę. Wyrwałem mu pistolet, po chwili dostałem pięścią po twarzy. Rzuciłem pistolet na asfalt i naparłem na mężczyznę. Zatrzymało nas dopiero drzewo. Zostałem uderzony w brzuch. Bok dał się we znaki. Krzyknąłem i rozluźniłem uścisk. On to wykorzystał. Powalił mnie i zaczął biec po broń, chwyciłem go z nogi, tym samym on też po chwili leżał. Dopadłem do niego, zacisnąłem dłonie na jego gardle. Uderzył mnie w ranę, zawyłem głośno. Znów to zrobił, tylko mocniej, zwalił mnie na bok. Czułem jak moja koszulka namaka krwią. Przeistoczyłem się w pierwszą fazę. Podnosiłem się, gdy on przyszpilił mnie do ziemi. Wyjął srebrny sztylet. Zamachnął się, udało mi się zasłonić przed zadaniem ciosu w serce. Uderzyłem go w twarz, a następnie w brzuch. Wstałem, chwyciłem go za gardło i uniosłem. Zaczął się krztusić. Wbił mi sztylet w ramię, zawarczałem i przyszpiliłem go do drzewa. Rzuciłem nim o ziemię.
- Alex! - odwróciłem się. Z samochodu wybiegła Lou.
- Zostań tam - wykrzyczałem.
Podszedłem do Cohen'a, podniosłem go i wszedłem z nim do lasu. Wbiłem mu pazury w szyję. Przemieniłem się w człowieka i po chwili znów znalazłem się na drodze. Z mojej wargi i rannego boku oraz ramienia sączyła się krew. Upadłem na kolana. Louise podbiegła i chwyciła moją twarz w dłonie. Jedną ręką chwyciła mnie za podbródek i obróciła delikatnie kilka razy moją głową. Spojrzałem w jej orzechowe oczy. Pogłaskała mnie po policzku. Wstałem, objąłem ją i pocałowałem.



Louise?


3 cze 2017

Od Alex'a do Louise

Spojrzałem na blondynkę.
- Nie mam nawet czym się przemęczyć - uśmiechnąłem się lekko.
- Nigdy nic nie wiadomo - spojrzała na mnie.
- No dobrze, już dobrze - wsadziłem ręce w kieszenie spodni.
- To ja idę - uśmiechnęła się.
Pocałowaliśmy się na pożegnanie, cały czas patrzyłem na nią, dopóki nie zamknęła za sobą drzwi. Zostałem sam wraz z Sueno. Wolnym krokiem udałem się do salonu i usiadłem na fotelu. Westchnąłem cicho. Lou znała mnie jak nikt inny, lecz ja byłem dla niej zbyt dużym złem. Zbyt dużym. Każdego poranka budziłem się przy niej, lecz ona zasługiwała na kogoś innego. Na kogoś dobrego. Promienie rannego słońca ukazywały co zrobiłem, dziś była rozbita lampka, trochę wcześniej krople mojej krwi. A jeszcze wcześniej...Zacisnąłem mocno powieki. Jak Lou wróci muszę z nią porozmawiać. Muszę zadać kilka pytań. Oczywiście, jak zwykle coś zepsuję. Może myślę o swoim końcu zbyt często, lecz czasami dobrze zostać tylko przy tych myślach. Nie tym razem. Nie zasługuję na jej miłość, ja na nic nie zasługuję. Wstałem, szybko znalazłem kartkę papieru i długopis. Zasiadłem przy stole i zamyśliłem się. Zacząłem pisać.

Ciche bicie serca,
Słyszalne tylko przy tobie,
Wpadłem do uczuć miłości dworca,
Ujawniłaś mi się w swej własnej osobie,

Właśnie ty rozpalałaś mój każdy dzień,
Pozwalałaś przetrwać ciemne noce,
Wyzwalałaś mnie od każdych cierpień,
Ratowałaś od zastrzelenia przez samego siebie,

Próbowałem się w jakikolwiek sposób odwdzięczyć,
Lecz stać mnie było tylko na garstkę,
W porównaniu do ciebie,
Jestem tylko cieniem,

Pragnę twego szczęścia,
Więc dziś mój czas odejścia,
Wyrok śmierci dla mnie,
Lecz dla ciebie możliwość rozwinięcia skrzydeł,

Spojrzałem na zapisaną kartkę. Wiersz był dupny, żadna nowość. Zgiąłem kartkę wpół i schowałem do najgłębszej kieszeni. Powróciłem na fotel i czekałem. Na tą jedyną osobę, która trzyma mnie przy życiu w całym wszechświecie.


Louise?
 

4 maj 2017

Od Alex'a do Louise

Leżałem i patrzyłem się w sufit. Słyszałem próby oczyszczenia fotela, czułem się winny. Dlaczego muszę zawsze przysparzać innym problemów? Wziąłem głęboki oddech. Cokolwiek robię i tak będzie źle, nie chcę krzywdzić Lou, lecz coraz częściej wydaje mi się, że z kimś innym byłoby jej lepiej, w końcu dostałaby to na co zasługuje, a nie męczy się ze mną. Wypiłbym teraz zimną whiskey...Alex, przestań. Nie wracamy tam. Zamknąłem i zacisnąłem powieki. Wewnętrzny ja się nie odzywał, był gdzieś tam w środku mnie, dziki i niebezpieczny, tak jakby drzemał w oczekiwaniu na jakiś rozwój wydarzeń. Byłem rozdarty, niepewny, poczułem jak wspomnienia próbują wedrzeć się do mojej głowy. Brałem ciche, lecz szybkie oddechy. Coś dźwięczało w mojej głowie i odbijało się echem: "Nie ma cię, Alex...Nie ma". Wbiłem palce w kant łóżka. Przeszedłem do pozycji siedzącej, następnie sięgnąłem po telefon, 1 nad ranem. Wstałem i ruszyłem w kierunku Louise.
- Jest już po pierwszej - rzekłem, a kobieta zaprzestała swojej pracy i spojrzała na zegarek.
- Wiem, zaraz kończę - odpowiedziała - A ty powinieneś spać.
Przewróciłem oczami.
- Chciałem się tylko napić wody, zaraz wracam do łóżka.
- W takim razie wezmę prysznic i zaraz do ciebie dołączę.
Szybko poskładała dokumenty i ruszyła do łazienki. Podszedłem do blatu i się o niego oparłem, wywołując przy tym ból w boku. Westchnąłem. Po dłuższej chwili nalałem sobie wody i szybko ją wypiłem. Stałem w pół mroku. Przypomniałem nasze pierwsze spotkanie z Lou. Byłem w sklepie przechodziłem obok niej zamyślony, Louise próbując dosięgnąć paczki ryżu strąciła ją na mnie, wprost na mój łeb. Rozejrzałem się zdezorientowany i dostrzegłem wtedy ją, zawstydzoną blondynkę patrzącą na mnie przepraszająco.
- Prze-prze-przepraszam - uśmiechnęła się blado.
- Nic się nie stało - odwzajemniłem gest i podniosłem paczkę ryżu.
- Może w ramach przeprosin pójdziemy na kawę? - odparła i spuściła wzrok na podłogę.
- Z chęcią - tak wtedy odpowiedziałem.
Spotkaliśmy się, porozmawialiśmy i wywiązała się z tego znajomość, coś chyba zaiskrzyło i jesteśmy razem. Westchnąłem znów. Dlaczego ja? Ona powinna mieć kogoś lepszego. Moje myśli wciąż do tego wracają. Chociaż...czy z każdym innym włóczyłaby się po nocach oglądając gwiazdy? Czy to z innym pocałowałaby się po raz pierwszy przy zachodzie słońca? Chyba tak... Nie jestem nadzwyczajny, jestem...no właśnie kim jestem? Chyba tylko podłym człowiekiem, nie chcieli mnie nawet rodzice...co tu dużo mówić. Srebro w okolice serca, powinienem nie żyć, śmierć też najwyraźniej mnie nie chce. Nawyk wstawania co świt został mi do dziś. Zrobiłbym wszystko byleby naprawić przeszłość. Czy mnie w ogóle ktoś tu chce? To co ja czuję...zbyt często od środka rozsadza mnie gniew, całe szczęście potrafię tego nie okazywać. A co gdyby uciec? Zostawić karteczkę i iść na pewną śmierć. Brak mi innych możliwości, nie jest łatwo, a płakać nie ma co. Cholera, przestań myśleć! Wbiłem palce w przedramiona. Co się ze mną dzieje? Co jest ze mną nie tak? Jak to w sobie zabić? Zabić to ja powinienem siebie. Zamknąłem oczy i wziąłem głęboki wdech i wydech. Jestem złem dla Lou, zbyt dużym. Szybkim krokiem udałem się do sypialni, usiadłem na krawędzi i przygarbiłem się. Usłyszałem ciche kroki - Louise. Od razu się położyłem. Po chwili poczułem lekki ugięcie się materaca, następnie objęły mnie ciepłe ręce Lou.
- Dobranoc - wyszeptała.
- Dobranoc, kochanie - powiedziałem cicho.

~~*~~~~*~~

Biegła przed mną ze śmiechem, goniłem ją uśmiechnięty. Wyciągałem już ręce by ja złapać, nagle coś wbiło się w moją prawą dłoń przyszpilając mnie do ściany, po chwili przybita była też lewa. Zacząłem ciężko oddychać, ból był nie do zniesienia. Nagle zakapturzona postać do mnie podeszła, chwyciła za sznurki wystające z moich nadgarstków i zaczęła powoli ciągnąć je w dół. Darłem się, mięśnie, skóra i tętnica wszystko szło za tym sznurkiem, jakby się pruło. Czułem jak ciepła krew spływa mi po rękach. Krzyczałem z całych sił.

~~*~~~~*~~

Obudziłem się, Louise potrząsała mną.
- Obudź się Alex! - niemal krzyczała.
Otworzyłem szeroko oczy i podniosłem się do pozycji siedzącej ciężko dysząc. Lou patrzyła na mnie zmartwiona i lekko wystraszona. Zauważyłem, że lampka nocna jest rozbita.
- Czy ja...? - zająknąłem się.
Louise tylko pokiwała przytakująco głową.


Louise?

2 maj 2017

Od Alex'a do Willow

Byłem z Louise w bibliotece. Wypożyczyła jakąś książkę związaną z magią, sam nie wiem do czego jej była potrzebna. Teraz kierowaliśmy się ku wyjściu.
- Kocham Cię, Lou - wyszeptałem.
- Aleex - pacnęła mnie lekko w ramię - Jesteśmy jeszcze w bibliotece.
- Wiem o tym - uśmiechnąłem się i rozejrzałem naokoło, mijałem wzrokiem różne działy. Nagle zauważyłem postać, zawzięcie kartkującą książkę, można było wyczuć, że jest poddenerwowana. Zatrzymałem się, poczułem na sobie pytające spojrzenie Lou. Dzieło zostało zamknięte przez tajemniczą postać. To była ta dziewczyna, którą poznałem podczas deszczowego dnia. Mierzyliśmy się teraz wzrokiem.
- Cześć - uśmiechnąłem się lekko.
- Hej - powiedziała cicho.
Wiedziałem, że się nam przygląda.
- Lou to jest Willow, Willow to jest Louise - przedstawiłem je.
- Witaj - uśmiechnęła się moja ukochana i wyciągnęła rękę w kierunku czarnowłosej, która została po chwili uściśnięta.
- To już się znacie - powiedziałem - Więc...co u ciebie słychać, Willow?
- Chyba nic ciekawego, jest dobrze - odparła szybko.
- To dobrze - uśmiechnąłem się - A u nas jest cudownie.
W tym momencie przytuliłem do siebie Lou, po części nieświadomie. Zawsze musiałem okazywać nadmiar uczuć, w sumie za wszystko jej jestem wdzięczy, wyciągnęła mnie z tego bagna. Willow lekko się uśmiechnęła.
- Chyba jesteś trochę zestresowana - stwierdziłem - Mogę jakoś pomóc?
Wlepiłem swój wzrok w dziewczynę i miło się uśmiechnąłem.


Willow?

21 kwi 2017

Od Alex'a do Louise

Postanowiłem już wracać, noc była ciemna. Moje wilcze geny lubiły noc, więc ja sam nie miałem nic przeciwko samotnemu wracaniu do mieszkania. Jak na całkiem późną porę ludzi było sporo. Widziałem pary trzymające się mocno za rękę, grupy śmiejących się mężczyzn lub samotne jednostki ludzkie lub nadnaturalne. Wyczułem także łowcę, lecz nie wydawał się być mną zainteresowany. Niektóre persony szły w tym samym kierunku co ja, a inni w przeciwnym. Nie pamiętałem kiedy San Lizele było tak ruchliwe. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Z czasem zaczęło się rozrzedzać, aż w końcu zostałem sam. Zamyśliłem się, co mogła robić teraz Lou? Na samą myśl o tej ukochanej osobie robiło mi się lepiej. Nagle usłyszałem wystrzał, a już po chwili z moich ust wydobył się cichy jęk, zatoczyłem się do tyłu i przywarłem plecami do ściany. Łapałem szybkie oddechy, zasłoniłem dłonią miejsce pod żebrami. Szybkim marszem zacząłem iść w kierunku mieszkania, z każdym krokiem czułem nasilający się ból, obraz zaczął się rozmazywać, mimo to uparcie parłem na przód. W końcu zmuszony byłem do opierania się o ścianę by nie upaść, byłem już blisko domu. Zatrzymałem się i wziąłem świszczący oddech. Nie miałem już dość siły, obraz zostawał powoli pochłaniany przez ciemność. Szybko zamrugałem i zacząłem nerwowo się rozglądać. Muszę żyć...dla Louise. Dotarł do mnie stłumiony dźwięk.
- Alex! - ten głos rozpoznałbym wszędzie. Louise złapała mnie za ramię, wywołało to falę bólu i grymas na mojej twarzy.
Wszystko toczyło się tak szybko, nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się w mieszkaniu, a ja siedziałem na fotelu. Przymknąłem oczy. Słyszałem wiele stłumionych głosów.

~~*~~~~*~~

Znów byłem na tej ulicy, tym razem jakby widziałem wszystko. Zobaczyłem twarz strzelca...Louise. Zostałem trafiony w samo serce, padłem na chodnik, blondynka do mnie podeszła i uśmiechnęła sztucznie. 
- Moja droga...- wyjęczałem - Czy to śmierć? Czy tak powinna wyglądać?
Nie czułem bólu, żyłem, lecz nie mogłem się podnieść. 
- Być może - odpowiedziała słodko i wcisnęła mi w dłoń broń. 
- Mam tego dość - przystawiłem ją do skroni i zamknąłem oczy.
Pociągnąłem za spust.

~~*~~~~*~~

Otworzyłem szeroko oczy i jęknąłem przeciągle. Rozejrzałem się po otoczeniu, natknąłem się na stojącą, zmartwioną Lou. Następnie przyszedł ból. Spojrzałem w bok, ktoś grzebał mi w boku. Posłałem pytające spojrzenie dla mojej partnerki.
- Alex, spokojnie, nie ruszaj się zbytnio - powiedziała cicho.
- I tak już kończę - odezwał się mężczyzna, który właśnie wyjął kawałek srebra z pod moich żeber.
Spojrzałem na siebie, większość ubrania i całkiem spory kawałek fotela był we krwi. Zmarszczyłem brwi. Usłyszałem brzdęk, a następnie otwieranie się materiałowej torby.
- Louise to już ostatni kawałek, teraz trzeba go tylko opatrzyć - rzekł zmęczonym tonem.
- Co się tak właściwie stało? - spytałem.
- Dostałeś srebrną kulkę - odpowiedział i wyjął bandaż - Byłeś przez kilka chwil...
- Nie z nami - odparła zdenerwowana kobieta. 
- I tak cud, że przeżyłeś, srebro w okolice serca...
- Niech pan już nie kończy - powiedziała Lou i usiadła na drugim fotelu. 
Mężczyzna zaczął mnie oglądać i wykonywać opatrunek. Po kilkunastu minutach skończył.
- Moja praca jest zakończona - rzekł - Nie możesz się przemęczać, powinieneś siedzieć w domu.
- Mam pracę - powiedziałem i się podniosłem, z wielkim bólem, lecz jednak.
- Alex...- westchnęła blondynka.
- Louise musisz go pilnować, nie wiem w co się może wpakować - powiedział.
Mruknąłem tylko pod nosem i udałem się do kuchni. Nalałem sobie szklankę wody i powoli zacząłem ją pić. Usłyszałem trzask drzwi oraz kroki, zaraz to pojawiła się moja ukochana oparta o ścianę.
- Musisz zacząć bardziej uważać - powiedziała smutno.
- Kochanie...- zacząłem i spojrzałam na Lou, która zrobiła lekko zdenerwowaną minę - Dobrze.
- Gdy na chwilę od nas odszedłeś...- zacisnęła mocno powieki - Myślałam, że Cię straciłam.
Podszedłem do drobnej kobiety i ją delikatnie objąłem. Na co ona wtuliła się w mój tors.
- Spokojnie, żyję - pocałowałem ją w czubek głowy - Dla ciebie, wciąż żyję.
W tym momencie przybiegł do nas Sueno.


Louise? <3

13 kwi 2017

Od Alex'a do Willow

Wyszedłem z mieszkania. Lou musiała dziś zostać dłużej w pracy, postanowiłem jej to wynagrodzić.  Gdy byłem już na zewnątrz spojrzałem w niebo. Deszczowe chmury stawały się coraz bardziej nabrzmiałe. Zarzuciłem kaptur, schowałem dłonie w kieszeniach i ruszyłem ku najbliższej kwiaciarni. Kupię jej bukiet tulipanów, zapalę parę świec. Znalazłem się w parku, krople wody zaczęły uderzać o ziemię. Rozejrzałem się po opustoszałym terenie. Wyczułem, a następnie dostrzegłem czarnowłosą wrotkarkę. Ruszyłem w jej kierunku, chciałem skrócić czas dojścia do sklepu. Przechodziłem akurat obok niej gdy usłyszałem:
- W czym mogę pomóc?
Popatrzyłem na nią nieprzytomnym wzrokiem, lecz po chwili się ogarnąłem.
- Chyba w niczym - odparłem, zapadła cisza - Jestem Alex Fosher.
Wyciągnąłem dłoń ku kobiecie. Uścisnęła ją niepewnie.
- Willow Clothier - odpowiedziała. - Nie przeszkadza Ci deszcz?
- Mógłbym spytać Cię o to samo - uśmiechnąłem się. - Nie przeszkadza.
- Mi też - odparła.
- Musisz mi wybaczyć, zmierzam do kwiaciarni, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.
Spojrzałem na jej twarz, uśmiechnąłem się ciepło i ruszyłem dalej. Słońce było za chmurami, atmosfera wydawała się być ponura, lecz nie dla mnie. Wiedziałem, że idę po uśmiech Lou.
Po kilku minutach przekroczyłem próg kwiaciarni. Przywitał mi ciepły wzrok i uśmiech sprzedawczyni. Poprosiłem o bukiet tulipanów. Kobieta jakby sama do siebie się uśmiechnęła.

~~*~~~~*~~

Znalazłem się z powrotem w mieszkaniu. Położyłem delikatnie kwiaty na stole. Usiadłem na fotelu, moje włosy były wilgotne. Wziąłem głęboki wdech. Odchyliłem głowę do tyłu i zamknąłem oczy. Wsłuchiwałem się w stukot deszczu o parapet. Czekałem na dziewiątą wieczorem. 


Willow? A co ty porabiasz po spotkaniu z Alexem? :p

11 kwi 2017

Od Alex'a do Louise

Usiedliśmy na drugim końcu stołu. Atmosfera była lekko napięta, by zapomnieć na chwilkę o stresującym spotkaniu przywołałem obraz Lou tulącej swoich siostrzeńców. Piękny widok. Rozejrzałem się ukradkiem, dostrzegłem wzrok siostry Louise, był skupiony na mnie, analizowała moją personę. Uśmiechnąłem się lekko i odwróciłem głowę ku ukochanej. Przez chwilę nasz wzrok się spotkał. Nasze pierwsze spotkanie...to było cudowne. Może nie było prosto, lecz niebo wisiało nad nami, a ty Lou...podpalałaś je milionami barw. Dzięki przejawowi mojego obłędnego animuszu mamy teraz siebie, naszą wspólną miłość. Mogę budzić się przy tobie i słyszeć twój ciepły ton. Dzięki temu tylko żyję. Jesteś moją królową, będę iść za tobą przez dekady...obiecuję. Moja towarzyszka spojrzała za mnie i skrzywiła lekko swą buźkę w ledwie widoczny grymas. Wywnioskowałem, że jej krewna cały czas nam się przygląda.
- Louise - w końcu się odezwała. - Może opowiesz nam o swoim, wybranku?
Chwyciłem blondynkę za rękę, dając do zrozumienia, że jestem z nią.
- Nie jestem mocno ciekawą osobą - uśmiechnąłem się nerwowo.
- Z chęcią czegoś się o tobie dowiemy - naciskała.
- No cóż - zaczęła Lou - Alex jest fotografem. Ma teraz całkiem dużo pracy.
Od razu przypomniały mi się dwa śluby i wesela w przeciągu tego tygodnia. Zawsze wracam jak najwcześniej, wywalczam ten czas dla Lou i nie żałuję. Powróciłem do wsłuchiwania się w opowiastkę o mojej osobie.
- Yhym - mruknęła kobieta w sukience.
W tym momencie wkroczyła mama mojej ukochanej. Niosła zupę w ozdobnej wazie.  Wilczy węch od razu wiedział, iż to rosół z makaronem. Nie miałem apetytu, lecz z grzeczności postanowiłem wepchnąć w siebie jedną miskę zupy i pierwsze danie. Starsza kobieta usiadła i obrzuciła nas sztucznym uśmiechem. Zresztą wszystkie te dobre grymasy były wymuszane, stwarzały niezłe pozory. Każdy nalał sobie potrawy do porcelanowych miseczek. Rosół był dobry, jednak wolę kuchnię Lou. Przyszedł czas na danie główne. Czułem na sobie wzrok całej rodziny.

 ~~**~~~~**~~

Wsiedliśmy do auta. Czym prędzej ruszyłem, Lou oparła głowę o moje ramię, ufała mi.
- Tak, wiem - zacząłem. - To był ciężki dzień
- Nigdy. Więcej - skomentowała.
Od razu przypomniałem sobie te wszystkie pytania o nas lub do nas: co? jak? dlaczego?
Na szczęście zapomnieli, chyba, zapytać nas jak się poznaliśmy.
- Lou czasami trzeba trochę pocierpieć - uśmiechnąłem się ciepło. - Ja muszę jutro iść na ślub, a potem noc bez ciebie przez wesele, a ranek należy do obróbki chociaż części zdjęć. 
Kobieta mruknęła coś, powoli dojeżdżaliśmy do naszego domu.




Lou? Nie zabij mnie, widzisz, że nie umiem opisywać rzeczy :d

17 lut 2017

Od Alex'a do Louise

- Z tobą? Zawsze - odparła.
Uśmiech nie znikał z mojej twarzy. Przy niej byłem taki szczęśliwy.
- Zatem chodźmy - dopowiedziałem.
Ruszyliśmy w stronę lokalu. Po krótkim czasie byliśmy już w środku, a Sueno czekał na nas na zewnątrz. Akurat był wolny stolik dla dwojga. Usiedliśmy przy nim, zdjęliśmy swoje kurtki i narzuciliśmy je na oparcia naszych krzeseł.
- To ja pójdę zamówić herbatę - powiedziałem do ukochanej.
Podszedłem do kasy i zamówiłem ciepłe napoje. Powróciłem do Louise.
- Wiesz Lou... Chyba jutro nałożę ten niebieski garnitur z elementami czerwieni, co ty na to?
- Może być - odparła z uśmiechem.
- Pamiętaj, będę próbował odpowiedzieć poprawnie na wszystkie pytania, jakie mi mogą zadać... W sumie lekko się stresuję przed tym spotkaniem - dopowiedziałem, jutrzejszy obiad będzie wymagał ode mnie opanowania i stoickiego spokoju.
Usłyszałem kroki, to kelnerka przyniosła nam dwie filiżanki ciepłej herbaty, podała nam ją z uśmiechem. Podziękowaliśmy. Upiłem łyk, ciepło rozeszło się po partiach mojego ciała.

~~*~~*~~*~~
Wyszliśmy z kawiarni. Sueno od razu ucieszył się na nasz widok. Podrapałem cierpliwego psa za uchem i odwiązałem smycz. W trójkę ruszyliśmy w drogę powrotną. Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się na pustej ulicy, pod latarnią. Zatrzymałem się, spoglądaliśmy sobie w oczy. Złożyłem na ustach Lou delikatny pocałunek. Tak bardzo ją kochałem. To dla niej chciałem codziennie wstawać, żyć, sam w sobie mam zbyt dużo rzeczy ciągnących mnie w dół. Przeszłość...nie chcę do niej wracać. Kobieta obdarowała mnie swoim cudownym uśmiechem. Chwyciłem ją za rękę. W ciszy doszliśmy do domu.
Lou? Wybacz, że też krótkie :/

8 lut 2017

Od Alex'a do Louise

- Widzisz, ludzie to istoty próżne, pragnący dobra tylko dla siebie, wracając jednak do twojego pytania, dzień minął mi na sporcie, najpierw pobiegałem po lesie, potem byłem na siłowni i wróciłem, wyprowadziłem drapiącego w drzwi Sueno, a potem czekałem na ciebie.
Kobieta uśmiechnęła się i dokończyła spaghetti.. Odwzajemniłem gest.
- Zatem... - zacząłem.
Jednak nie dane było mi dokończyć, przerwał mi telefon. Louise szybko go odebrała. Słyszałem czyjś głos i urywki zdań, nie byłem zbytnio zainteresowany rozmową przez komórkę, w końcu to sprawy mojej Lou. Cudownie to brzmi..."Moja Lou".  Usłyszałem jak blondynka odkłada telefon. Spojrzałem na nią pytająco.
- Em... Mama zaprosiła nas jutro na obiad - powiedziała z nutką załamania w swoim tonie.
Lekko mnie zatkało.
- Dobrze - odparłem.
- Pamiętaj by ubrać się w garnitur - dodała.
- Zapamiętam - na moją twarz wbiegł uśmieszek.
Dobiła godzina 18. Usłyszałem stukot pazurków o podłogę i kundelek znalazł się przy nas.
- Może pójdziemy na wspólny spacer? - zaproponowałem.
- Możemy - odpowiedziała.
Zapiąłem smycz Sueno, nałożyłem kurtkę oraz buty, poczekałem, aż Louise się ubierze. Wyszliśmy, zamknąłem drzwi do naszego wspólnego mieszkania. Kobieta wzięła mnie pod rękę.
Ruszyliśmy z pieskiem po lekko oblodzonym chodniku. Temperatura była jak dla mnie idealna.


Lou? ^^

7 lut 2017

Od Alex'a do Louise

Obudziłem się, powoli otworzyłem powieki, po chwili przeszedłem do pozycji siedzącej, przetarłem oczy i spojrzałem lekko nieprzytomnie w bok, obok mnie leżała śpiąca Louise. Uśmiechnąłem się, kochałem ją tak bardzo. Była piękna, pełna wdzięku, a teraz gdy spała - urocza. Spojrzałem na zegarek 4:37. Znowu niekoniecznie sen chce przy mnie zostać. Wstałem. Ubrałem czarny t-shirt, tego samego koloru jeansy oraz ciemno-szarą bluzę rozpinaną na zamek. Przeszedłem do kuchni, zrobiłem sobie całkiem mocną kawę, którą wypiłem. Lekko się pobudziłem, wiem, że moc kofeiny przyjdzie trochę później. Może zaserwowałbym dla Lou śniadanie do łóżka? To chyba całkiem dobra myśl. Zrobię to czego na pewno nie przypalę - tosty. Odnalazłem jakiś mały wazonik, zabrałem jeden kwiat z bukietu, który był na stole. Postawiłem dekorację na tacy. Teraz chleb. Wsadziłem kromki do tostera i czekałem.  Po pewnym czasie gorące tosty były gotowe, próbując nie poparzyć palców w miarę ładnie zaprezentowałem je na białym talerzu. Przykleiłem w widocznym miejscu, na tacy, karteczkę i napisałem: "Dzień Dobry Kochanie, mam nadzieję, że tosty są nawet zjadliwe". Narysowałem serduszko oraz podpisałem się pod nim. Przygotowywałem siebie do wyjścia.  Była godzina 5:14, Poczekam jeszcze niecałe 16 minut i pójdę do lasu, potem na siłownię. Siedziałem w ciszy. Wychodząc zabrałem plecak z rzeczami na zmianę, tak na wszelki wypadek.
*~~*~~*~~*~~*~~*
Wszedłem między drzewa. Zapach drewna, świeże powietrze, mój wewnętrzny wilk aż wył we mnie z podniecenia. Przemieniłem się, byłem dużym, czarnym basiorem o miękkim futrze. Zacząłem biec, dałem kontrolę dla bestii, w ten sposób mogła się wyszaleć nie szkodząc nikomu i nie sprowadzając problemów. Moje łapy delikatnie i szybko przemierzały leśne dróżki, przeskakiwałem powalone drzewa, czy też krzaki. Po ok. godzinie mój wilk był lekko zmęczony, wróciłem do człowieczej formy. Postanowiłem iść na tą siłownię, poćwiczę brzuch i ręce. Po 30 minutach znajdowałem się w budynku. Zapłaciłem, przebrałem się i tak oto w szortach, i koszulce z krótkimi rękawami. Najpierw na rozgrzewkę 50 pompek i tyle samo przysiadów, potem 2 serie po 30 brzuszków i 20 minut na bieżni, następnie 15 na rowerku, oczywiście tempo będzie szybkie. Zacząłem swój trening.
*~~*~~*~~*~~*~~*
Siedziałem w swoim fotelu czytając gazetę, odpoczywałem i czekałem, aż Louise powróci. Jej piękne oczy i promienisty uśmiech, aż na twarz wbiegał uśmiech. Jej zdjęć miałem bardzo dużo, jednak chciałbym zabrać ją na spacero-sesję i zrobić nowe fotografie. Skończyłem czytać, teraz tylko siedziałem, patrząc na drzwi, nagle usłyszałem kroki.
Lou? :)


Gangsters don't cry...

KONTAKT: Gmail: sashwerewolf@gmail.com | Howrse: Fiord15 

Alex Fosher

28 lat | Mężczyzna | Wilkołak

Opis: Alex to bardzo przyjacielski osobnik, tylko... trzeba się z nim zapoznać. Ma swoje zasady. Na początku znajomości może wydawać się chłodny i gburowaty, to jego "maska", przeciw objawianiu cech i uczuć. Mimo tego służy pomocą. Dla kobiet jest pełen szacunku i aprobaty, dżentelmen - elegancki, wychowany, niezły z niego facet. Jednak kryje w głębi siebie coś potwornego, dzikiego i nieprzewidywalnego - okrutnego potwora. Podczas przemiany wyprowadzony z równowagi rozszarpie Cię, lecz czasami udaje mu się się zapanować nad brutalną bestią i uciec, by nikogo nie skrzywdzić. Wytrwały, utwierdzony w swojej racji. Jest wysportowany, dobrą sylwetkę zawdzięcza swojej wewnętrznej, złej stronie. Lubi towarzystwo, tylko niezbyt liczne. Jako mały chłopiec został porzucony przez rodzinę, nie pamięta nikogo, od małego towarzyszy mu antypatia świata i trudności. Jest dość twórczą osobą potrafi napisać niezły wierszy czy też wykonać niebanalny szkic. Jeśli zagościsz w jego sercu będzie dobrym, oddanym przyjacielem. Jest też jak na swoją rasę nadzwyczajny, gdyż przemiana dzieli się u niego, aż na 3 fazy. Kiedyś jako młodzieniec musiał utrzymywać się z przestępstw, jest to najskrytsza tajemnica, zaśmieca jego duszę, nadając jej miano brudnej i ciężkiej. Nie chce do tego wracać. Jest fotografem, dobrze opłacanym, nawet rozpoznawalnym, cały czas rozwija się w tym kierunku. Uwielbia to co robi, to piękne zajęcie. Interesuje się sztuką, wywołuje u niego wiele emocji. Gwałtowne pociągnięcia pędzla, a być może zupełnie odwrotne skrywają pod sobą uczucia. Często w jego głowie budzą się wspomnienia z nieidealnej przeszłości, ta paczka... która olała normy, nie ma jej teraz, Alex na szczęście zrozumiał, że z nimi zejdzie na dno. Wyrwał się z tego transu i poznał, jakimś cudem, Louise. Ma głębokie brązowe oczy, 197 cm wzrostu, zarost i gęste włosy, całkiem duże dłonie. Uwielbia ubierać się w czarne kurtki i ciemne bluzy z kapturami. Chodzi często z rękoma w kieszeni. Ma oryginalne spojrzenie na świat, własne. Jego waga to 90 kg.
Druga faza przemiany
Pierwsza faza przemiany

Pupil: -

Stosunki: 

  • Ojciec - Nieznany.
  • Matka - pamięta coś o jej kolorze włosów i miłej twarzy, porzuciła małego Alex'a.
  • Louise Halston - życiowa partnerka, jest jej wdzięczny za wszystko, kocha ją bezgranicznie.
  • Chris King - przyjaciel, czasem się z nim spotyka, przy przysłowiowym "piwie".

Ciekawostki:

  •  Ulubiony owoc to Mango.
  •  Lubi czasami wychodzić w nocy i szwendać się ulicami, tyle tu wspomnień....
  •  Zna wiele ładnych miejsc, często zabiera tam Lou.
  •  Uwielbia muzykę klasyczną i rap, dziwne nieprawdaż?
  •  Nosi przy sobie nóż Canivete Karambit Wild Wolf, pozostałość po przeszłości.

Przemiana całkowita