Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anthony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anthony. Pokaż wszystkie posty

27 sty 2018

Od Anthony'ego do Holland

Syknąłem głośno, w momencie cofając się o krok w tył, kiedy zobaczyłem martwą kobietę. Przełknąłem głośno ślinę, momentalnie znajdując się obok dziewczyny i szturchając ją lekko w ramię, jakby chcąc, żeby się ruszyła.
Nie znosiłem patrzeć na śmierć ludzi - zwłaszcza w takiej sytuacji. Nie miałem pojęcia, kim martwa kobieta była za życia. Może była istną szmatą bez litości, która znęca się nad słabszymi od siebie? Może była jedną z nadnaturalnych gorszego sortu, do których akurat nie miałem za grosz szacunku i nawet nie fatygowałem się do bronienia ich przed Łowcami? A może i nawet była po prostu zwyczajnym, szarym człowiekiem, który nic nie miał wspólnego z wręcz drugim światem San Lizele, w które bałem się mieszać, równocześnie nie mając większego wyboru? Nie wiedziałem, choć wiele pytań cisnęło mi się na usta. Wiedziałem jedynie, że owa kobieta jest martwa, wilkołak zaraz się przebudzi, a dla mnie i dziewczyny może to się źle skończyć, jeśli nie znajdzie nas jakichś Łowca lub jeśli stąd natychmiast nie uciekniemy.
Szarpnąłem dziewczynę trochę mocniej za ramię, jednak nie tak, żeby sprawić dziewczynie ból.
- Mówię serio. Powinniśmy uciekać stąd jak najszybciej, póki nie zjawi się tu wataha tego tam gościa - powiedziałem, wskazując za siebie, na wilkołaka.
Starałem się udawać spokojnego, chociaż po tym, jak marszczyłem brwi i zaciskałem palce na ramieniu mojej towarzyszki, doskonale było widać, że powoli zaczynam być niespokojny. Tutaj było coś zdecydowanie nie tak, jak wyraziła się dziewczyna wcześniej.
- W ewentualności może wkrótce zjawić się tutaj coś gorszego, dlatego naprawdę sugeruję, że powinniśmy uciekać, a nie sterczeć tutaj jak skończeni idioci i czekać, aż coś się zjawi - syknąłem już nieco ostrzej.
W momencie, kiedy poczułem się zagrożony, przestało zbierać się mi na żarty. Popchnąłem delikatnie dziewczynę, żeby ruszyła krok do przodu, w kierunku swojego samochodu.
Usłyszałem szelest, który od razu przywrócił mnie do pionu. Rozejrzałem się gwałtownie, rozglądając po lesie, który nas otaczał. Zapadła cisza, przy której słychać było tylko nasz głośny oddech.
Zza krzaków wyszedł zając, który najpierw spojrzał się w naszym kierunku czujnymi oczami, by potem uciec z powrotem pomiędzy drzewami. Odetchnąłem.
Chyba zaczynam wariować.
Już miałem odtworzyć usta, żeby ponownie zabrać głos i pogonić moją towarzyszkę...
Gdy nagle z głośnym warczeniem spomiędzy krzaków wyskoczył wilk, przygważdżając mnie do ziemi na tyle skutecznie, że pomimo szarpaniny nie mogłem się poruszyć. Zaraz za nim spomiędzy drzew zaczęły wychodzić kolejni przedstawiciele gatunku.

Holland?

20 sty 2018

Od Anthony'ego do Holland

Uprzedzając pytania - nie, nie mam pojęcia, dlaczego pomogłem dziewczynie, którą ktoś - lub coś - próbowało, delikatnie mówiąc, zabić. Ciężko było mi stwierdzić, dlaczego w ogóle pomogłem jakiejkolwiek obcej osobie spotkanej na ulicy. Być może moja empatia wzięła górę, a ja nie chciałem, żeby biedna, delikatna, kobieca istotka została skrzywdzona przez pierwszego lepszego osiłka? Być może. Bynajmniej z pewnością nie zdawałem sobie wtedy sprawy, że owa istota również należy do istot nadnaturalnych... I nie byłem pewien, czy ona sama to wiedziała.
Istotą, która zaatakowała dziewczynę był wilkołak - nic dziwnego, księżyc w pełni jasno świecił na niebie, a mężczyzna nie był zdolny do pełnej przemiany. Musiałem jednak zneutralizować jego umiejętność do momentu, aż nie znajdą nas łowcy, a ja, jako antynadnaturalny, próbowałem tym faktem również ochronić dziewczynę, która mogła paść jego ofiarą. Próbowałem przytrzymać większego ode mnie stwora, przez co doszło między nami do szamotaniny, a ja za wszelką cenę nie chciałem, żeby to bydlę mnie ugryzło. Co to to nie, nie dołączę do brygady zmutowanych ludzi, którzy wyją do księżyca i najwyraźniej nie wiedzą, że istnieje coś takiego jak golarka... Ale to tylko moje drobne narzekania.
Próbowałem się skupić, aby zebrać się w sobie na tyle, aby zneutralizować moc nadnaturalnego - nie było to jednak takie łatwe, zważając na fakt, że właśnie szamotaliśmy się na ziemi, a ja na dodatek uchylałem się przed kłapnięciami jego szczęk. Dostał w pysk w prawego sierpowego, na co zaskomlał przeraźliwie, a ja wykorzystałem moment jego konsternacji i skupiłem myśli, żeby uaktywnić umiejętność antynadnaturalnego.Wilk zawył, zaczynając drżeć na całym ciele. Odskoczyłem, nie chcąc paść ofiarą jego furii, która w każdej chwili mogła nastąpić. Już po chwili na miejscu wcześniejszej istoty leżał nieprzytomny, pobity mężczyzna, z licznymi siniakami i zadrapaniami na ciele. Odetchnąłem, widząc, że chwilę zajmie, zanim moja ofiara wróci do siebie.
- Siłownia się przydała - prychnąłem do siebie, rzucając wzrokiem na dziewczynę, która wydała się roztrzęsiona.
Nie chciałem jej popędzać, ale martwiło mnie to, że wilkołak może w każdej chwili oprzytomnieć - musiałem mieć jednak najpierw pewność, że z nią wszystko w porządku.  Ukucnąłem przy nieznajomej, wyciągając drżącą dłoń, żeby musnąć opuszkami palców jej policzków, aby zwróciła na mnie uwagę.
- Witaj, śliczna nieznajomo, na imię mi Anthony Twój Przystojny Wybawca Troye Blake, w skrócie możesz mi mówić Ciacho, aczkolwiek sądzę, że powinniśmy uciekać...? - zacząłem niepewnie, nie chcąc jej przestraszyć.

Holland?

19 sty 2018

Od Anthony'ego

San Lizele nigdy nie było spokojnym miejscem.
Dla mnie raczej zawsze było miastem dalekim od spokoju, przepełnione istotami nadnaturalnymi i bitwami, które toczyły się na z pozoru zwykłych ulicach miasta, pomiędzy odwiecznymi wrogami. Jako antynadnaturalny - z pozoru człowiek, ale jednak z niezwykłą umiejętnością - sam nie miałem cichego i spokojnego życia, nawet jeśli na pozór mogłoby się tak wydawać… Przynajmniej od momentu, kiedy stanąłem w obronie Cupcake przed wilkołakiem i odkryłem swoją umiejętność. W pewnym sensie wręcz polubiłem tę dawkę adrenaliny, którą dawała mi współpraca z Łowcami - był jednak jeden haczyk zawarty w mojej umowie z nimi.
Mogłem zneutralizować ich moc, pod warunkiem, że ostatecznie nie zabiją owego stworzenia.
Były jednak takie dni, kiedy doskwierała mi wręcz nurtująca samotność, a wokół mnie nic się nie działo - zazwyczaj wykorzystywałem ten czas na chwilę spokoju, przekomarzanie się z Iris, czy nadrabianie serialów i musicali… Podobnie planowałem zrobić tego dnia. No właśnie, planowałem.
Iris wyszła gdzieś na miasto, a ja zostałem w domu sam, próbując zabić czas nad kartonem pizzy i puszką coca coli. Z laptopem na kolanach, skulony pod kocem oglądałem jakichś denny serial Netflixa, równocześnie przeglądając Twittera. Spojrzałem na pudełko pizzy, uśmiechając się jak skończony idiota i pisząc wpis na swoje konto na koncie społecznościowym.

Imnotgay pisze:
Dlaczego opakowanie pizzy jest kwadratowe, pizza okrągła, a kawałki trójkątne?

Odłożyłem telefon, przez chwilę wpatrując się tępo w ekran laptopa i próbując połapać się w akcji, aż nie zawibrowało mi wcześniej odłożone urządzenie, wskazując przychodzące powiadomienie. Niezbyt zainteresowany serialem chwyciłem za komórkę, widząc odpowiedź na mojego tweeta.

Homoatom pisze:
Żeby żadna figura geometryczna nie poczuła się zdyskryminowana.

Już miałem odpisać na komentarz, kiedy usłyszałem pukanie. Mój wzrok padł na okno, a serce stanęło w piersi - panicznie bałem się horrorów, a scena ta przywoływała mi na myśl właśnie najgorsze sceny z owych filmów. Poczułem się niezręcznie na samą myśl o tym, że istoty nadnaturalne powinny być dla mnie już niemal codziennością, w końcu współpracowałem z Łowcami ze względu na moją antynadnaturalność, a jednak przestraszyłem się tak błahej głupoty.
Wyczołgałem się spod koca, wstając chwiejnym krokiem i niepewnie podchodząc do okna. Odsłoniłem zasłony, spodziewając się ujrzeć twarz zmory, wilkołaka, czegokolwiek, co u każdego przeciętnego zjadacza chleba zjeżyłoby włosy na karku - zamiast tego zobaczyłem tylko ciemność nocy. Odetchnąłem z ulgą, odwracając się na pięcie, żeby znowu wrócić na swoje miejsce na łóżku… Ale wtedy ponownie usłyszałem pukanie, odwróciłem się więc w stronę okna drugi raz, ale zamiast nocy ujrzałem to, czego tak bardzo bałem się ujrzeć.
Zza okna obserwowała mnie istota nadnaturalna.

Ktoś, coś?

28 sie 2017

Od Anthony'ego do Mai

Zmywałem akurat naczynia w restauracji ojca, gdy na kuchnię wpadła Iris i rzuciła mi się na szyję. Zmarszczyłem brwi i spojrzałem na nią skonfundowany.
- Zgodziła się! - krzyknęła i zaczęła podskakiwać podekscytowana. Przekrzywiłem głowę, wycierając dłonie w ręcznik papierowy, żeby pozbyć się piany.
- Kto? Tamta fotografka? - spytałem a siostra pokiwała radośnie głową. Zrobiłem nadąsaną minę.
- A miałem nadzieję, że się nie zgodzi - skomentowałem, za co dostałem kantem dłoni w głowę.
- Wredne! - rzuciła rozeźlona kobieta. - Poza tym, to nie wszystko! - uśmiechnęła się złośliwie. Przewróciłem oczyma.
- Więc? Co jeszcze? - zapytałem a ona odwróciła się i zaczęła iść w kierunku sali.
- Odpowiem, jak dostanę jakiś dobry makaron! - odpowiedziała a ja westchnąłem. Poprosiłem Marco o ugotowanie dodatkowej porcji makaronu, tymczasem dokończyłem zmywanie i zająłem się przygotowywaniem sosu. Po jakichś 20 minutach szedłem z dwoma gotowymi porcjami penne al pollo della casa - czyli po prostu penne z kurczakiem, pieczarkami i sosem śmietanowym, wiedząc, że to było ulubione danie Iris. Zawsze jej je przygotowywałem w domu.Wypatrzyłem ją siedzącą przy dwuosobowym stoliku tuż przy wejściu. Postawiłem talerze po obydwu stronach blatu i usiadłem naprzeciw niej. Sięgnęliśmy po widelce, Iris poprosiła jeszcze Annikę, studentkę, która dorabiała u nas jako kelnerka o colę.
- To co jeszcze chciałaś mi powiedzieć? - spytałem kobietę z pełnymi ustami makaronu. Rzuciła mi wredne spojrzenie.
- Nie mów jak przeżuwasz - westchnęła. - Ta fotografka chyba ma wątpliwy gust - odpowiedziała a ja przekrzywiłem głowę.
- Czyli jednak nie chcesz z nią współpracować? - skołowałem się a ona pokręciła głową.
- Nie, chyba TY ją zaintrygowałeś, bo w swoim mailu pytała o ciebie - powiedziała z dziwnym uśmieszkiem a ja zdziwiłem się. Mój mail był dziecinny i miał tylko zdenerwować Iris. Na serio kogoś zainteresował?
- O co dokładnie pytała? - zaciekawiłem się. To było... Dość nieoczekiwane.
- Sam zobacz - powiedziała i wyciągnęła telefon, włączając maila. Gdy ja wziąłem urządzenie ona zajęła się jedzeniem spoglądając na mnie ciekawie. Zacząłem czytać odpowiedź fotografki. Miała na imię Maya? Ładne imię. Doszedłem do momentu z pozdrowieniami i podniosłem brwi zaskoczony. Kobieta na serio mogła mieć wątpliwy gust. Ale temat albumu, o którym wspomniała był ciekawy, zwłaszcza dla mnie, kogoś komu zdarzało się współpracować z łowcami. Wiedziony tą ciekawością otworzyłem załącznik. Zdjęcie, które mi się ukazało sprawiło, że od razu odwołałem słowa o wątpliwym guście. Współpraca z Iris raz na jakiś czas nauczyła mnie jak odróżniać dobrą fotografię od złej a ta była... Świetna? Trudno mi było znaleźć dobre słowo. Wróciłem zaraz do czytania maila, bo zauważyłem wcześniej, że było tam coś więcej. Przeczytałem te post scriptum i znów się zdziwiłem. Chciała ze mną rozmawiać? Na serio? Ze mną? Podszedłem do tego nieco scpetycznie. Uwielbiam poznawać nowych ludzi, ale niekoniecznie przez internet. Zawsze lepiej się rozmawiało normalnie. Jeśli już spotkałem kogoś, kto mnie zainteresował, podawałem mu swojego skype'a. Nie dość, że chat był wygodny, to gdy relacja wkraczała na wyższy poziom można było ją kontynuować przez połączenia głosowe, albo nawet wideo, bez podawania swojego numeru, ani lokacji. To było dość wygodne, zwłaszcza, że Anthony miał parę złych doświadczeń, nie będąc wystarczająco ostrożnym przy takich znajomościach. Więc i na to zdecydował się teraz. Otworzył nowego maila i zaczął pisać.

Witam,
z tej strony znów Anthony. Cieszę się, że udało mi się Panią przekonać, na tak wątpliwą współpracę. Mam nadzieję, że będzie ona owocna.
I mimo tego, że moja siostra namiętnie mnie wykorzystuje, oczywiście znajdę chwilę na rozmowę, zwłaszcza, jeśli odbędzie się ona przez skype'a, do którego pozwolę sobie dodać moją nazwę - CupcakeDad (proszę mnie za nią nie oceniać). 
Będę z niecierpliwością czekał na odpowiedź z Pani strony. 
Sprzedany już przez Iris, osobisty niewolnik
Maya? :3

14 sie 2017

Od Anthony'ego

Przeglądając twittera wszedłem do domu, smycz z kluczem zawiesiłem sobie na dłoni a stopą zatrzasnąłem za mną drzwi. Ściągnąłem buty nie odrywając wzroku od ekranu telefonu. Rzuciłem klucz na stolik stojący tuż obok wieszaka. Było dziś ciepło, więc nie miałem kurtki. Suwając czerwonymi skarpetkami po podłodze przeszedłem do kuchni żeby zrobić sobie herbatę. Wstawiłem wodę i zajrzałem do salonu. Na kanapie siedziała Iris, robiąc coś na komputerze. Podszedłem do niej i nachyliłem się nad meblem by dać siostrze buziaka w policzek. Zajęta mruknęła tylko coś na temat pracy. Wróciłem do blatu i przygotowałem dwa kubki, jeden z narysowanym koniem, drugi z grumpy catem. Do obu wsypałem herbatę, do jednego cukier. Gdy wszystko było gotowe wróciłem do salonu, stawiając kubek ze słoniem przed Iris. Usiadłem na fotelu taty, czekając aż kobieta oderwie się od obowiązków. W końcu westchnęła i odkładając urządzenie sięgnęła po herbatę.
- ... Więc? - spytałem. Pociągnęła łyka napoju i skrzywiła się.
- Poparzyłam język. Co "więc"? - spojrzała na mnie zmęczona.
- Co tu robisz? - spytałem, a moją twarz zaraz uderzyła poduszka.
- Wredne! To nadal i mój dom, wiesz? - warknęła a ja przewróciłem oczami.
- Ile spałaś? - zadałem pytanie a siostra przetarła twarz dłonią.
- 2 godziny. Ta mała cholera nie dawała mi spać - powiedziała wskazując na swój, zresztą już dość spory brzuch. - A Dominic cały czas panikuje, że to może coś oznaczać i powinnam jechać do szpitala - wyjęczała i oparła głowę o jedną z ulubionych poduszek Aidy.
- On naucza medycyny - spojrzałem na nią z podniesioną brwią.
- I jest przewrażliwiony na punkcie swojego dziecka. Zabronił mi jedzenia korniszonów, bo co jeśli się jednym zakrztuszę? - pokręciła głową z histerycznym uśmiechem. Zaśmiałem się cicho i wziąłem kolejnego łyka herbaty.
- Czym się teraz zajmujesz? - spytałem i oparłem podbródek na dłoni. Pachniała czosnkiem, mimo tego, że nosiłem rękawiczki podczas całego dnia.
- Chcę nakłonić pewną młodą fotografkę na współpracę, ale nie mam zielonego pojęcia jak sformułować maila - pociągnęła kolejnego łyka z kubka.
- Jak współpracują fotografowie? - zapytałem głupio a Iris przewróciła oczami.
- Kretynie - westchnęła i położyła się. - Nic już dzisiaj robię. Mam wolne - rzuciła a ja oparłem się wygodnie.
- Zgaduję, że to sugestia, żebym napisał do niej za Ciebie? - podsumowałem a ona pokiwała głową z zamkniętymi oczami. Wziąłem jej laptopa i postawiłem go sobie na kolanach. Spojrzałem na otwartego maila i parę zdań nabazgrolonych przez siostrę. Wziąłem je w cudzysłów a poniżej napisałem swoją wersję.

Witaj.
Z tej strony Anthony Troye Blake, brat Iris Joye Rush, do której należy ten email. Jest ona fotografką  i prowadzi własne studio. Chce Cię zaprosić do współpracy (jak to wygląda?), ale jest leniwą kozą i nie potrafi napisać nawet głupiego maila. Więc robię to ja. A niezbyt ładnie, bo rzuciła mi w twarz poduszką. I tak, wiem, jak to wygląda, ale nie mam dwunastu lat. To tak właściwie moja taktyka, żeby Cię skusić na tę współpracę. I wiem, że działa.
Pozdrawiam
Osobisty niewolnik Iris.

Maya? Co powiesz na tę cudowną propozycję?

11 lip 2017

Life isn't about finding yourself. It's about creating yourself.

KONTAKT: ciurakelnaruciakel@gmail.com || nothing. | howrse || Omega | doggi-game
Nick na chacie: Alexynn

Anthony Troye Blake
22 lata | Mężczyzna | Antynadnaturalny
Głos: Troye Sivan
Opis: Anthony przyszedł na świat czwartego lutego 1995 roku w szpitalu w San Lizele. Tak, ma 22 lata, choć wygląda na młodszego. Cóż, takie geny. Jego rodzice to Cornelia i Eelis Blake. Są oni dla chłopaka bardzo ważni. Wychowywali Tony'ego i Iris na skraju miasteczka, w dość sporym, przytulnym domu, z dwoma psami: Cupcake i Puffsem, owczarkami belgijskimi. (Puffsa Iris zabrała do nowego domu.) Wydaje się być sielankowo, prawda?




Cóż, w pewnym momencie, przestało być tak dobrze. Restauracja Eelisa była na skraju upadku. Wystawiło to na poważną próbę relację mężczyzny i Cornelii. Przestali się dogadywać, ojciec za wszelką cenę chciał bronić interesu, Australijka nie chciała tak ryzykować. Codzienne spięcia wprowadzały napiętą atmosferę w domu. W końcu, dzięki uporze mężczyzny, kryzys został zażegnany, ale żadne z nich nie czuło się dobrze z tym co zaszło. Podjęli wspólną decyzję - rozwiodą się i ułożą sobie nowe życia, bo najwyraźniej to nie było to. Niedługo poinformowali o tym swoje dzieci, które nie potrzebowały zbyt wiele czasu by zrozumieć sytuację - choć nie zmienia to faktu, że poczuli zawód. Nastąpił w miarę uczciwy podział majątku i szczęśliwie, wszyscy uznali, że najlepiej będzie, jeśli dzieci zostaną w domu z Eelisem. Cornelia wyprowadziła się do swojej wynajmowanej do tej pory kawalerki w innym mieście. Widywali się regularnie i chyba w takich relacjach czuli się lepiej. Wszyscy zaczęli się na nowo dogadywać, ich rodzina się powiększała. Cornelia bowiem związała się z Martinem, Iris poznała Dominica, prawniczka urodziła córeczkę, Eelis poznał Aidę... Tylko Anthony pozostawał singlem.

Wracając do Anthony'ego. Jak już zostało powiedziane, jego największym skarbem jest rodzina, a także - jego pies. Cupcake znaczy dla niego bardzo wiele ze względu na ich dość ciekawą historię. To dzięki zwierzakowi Anthony odkrył, że jest antynadnaturalnym. Gdy chłopak zabrał raz pieska na wieczorny spacer, zostali zaatakowani przez oszalałego wilkołaka po przemianie. Myśląc, że to zwykły wilk, nie zważając na niebezpieczeństwo próbował odepchnąć zwierzę od swojego powalonego pieska. Był bardzo zaskoczony, zresztą nie tylko on, gdy w miejscu wilka pojawił się zwykły człowiek. Obaj byli przerażeni, szybko znalazł ich łowca, który polował na agresywnego stwora i dokończył robotę. Także on wytłumaczył Tony'emu co dokładnie zrobił i kim jest. Onieśmielony odkryciem nowych zdolności trochę spanikował, ale nauczył się ich używać i teraz zdarza mu się współpracować z łowcami.
Aktualnie chłopak dorabia jako kucharz i kelner w restauracji ojca oraz jak można zgadnąć po jego wieku, Anthony studiuje. Dokładnie medycynę na uczelni w San Lizele. Nie udało mu się dostać na wybrane uniwersytety a goniony terminami stwierdził, że zacznie edukację w rodzinnym mieście. Mimo że planował potem przenieść się na jakąś lepszą uczelnię, poziom w tej szkole go dość pozytywnie zaskoczył i stwierdził, że zostanie tutaj. Jest na pierwszym etapie edukacji. Chce zostać pielęgniarzem/ratownikiem medycznym - wie, że to niewdzięczna robota, ale tylko w takiej roli się widzi.
Wiąże się to dość mocno z jego charakterem. Od najmłodszych lat Tony kieruje się potrzebą pomocy innym. Empatyczny - gdyby miał wybrać jedno słowo do opisania siebie, to byłoby to. Mimo, że jest to raczej pozytywna cecha, ma też swoje minusowe strony. Chłopak zdecydowanie jest przewrażliwiony. Pomaga każdemu własnym kosztem. Na każdą negatywną uwagę reaguje bardzo gwałtownie - potrafi wdać się w bójkę za słowa krytyki w czyimś kierunku. Często pakował, pakuje się przez to w kłopoty. Chłopak jest realistą. Często problemy współczesnego świata - rasizm, homofobia go przygnębiają. Jeśli chodzi o swoją przyszłość - ją widzi całkiem pozytywnie. Bywa trochę leniwy, ale jeśli chodzi o jego wymarzoną karierę, jest w stanie zrobić wszystko. Bywa ambitny, ale nie jest typem lidera. Raczej trzyma się na uboczu. Widząc go pierwszy raz, można pomyśleć, że jest nieśmiały. W końcu przypomina małego, niewinnego chłopca. Bardziej nie można się pomylić. Chłopak jest urodzoną duszą towarzystwa. Czuje się dobrze wśród ludzi, a ludzie czują się wokół niego. Jego pomysły, żarty potrafią bardzo poprawić atmosferę i wszyscy często to doceniają. Zdarza mu się przekroczyć granicę, ale zazwyczaj nie ma problemu z wybrnięciem z niezręcznej sytuacji. Potrafi zagadać nieznajomego na ulicy pod wpływem impulsu - wierzy, że w taki sposób nawiązuje się najciekawsze znajomości.
Trudno powiedzieć, żeby Anthony był przystojny. Słowa takie jak uroczy czy słodki bardziej do niego pasują. Jego delikatne, dziecięce rysy twarzy i delikatna sylwetka komicznie wręcz kontrastują z jego wzrostem - 173 cm. Nie jest oczywiście jakiś super wysoki, ale przy jego budowie jest to widoczne. Waży niewiele, bo około 60 kilo. Mimo, że jego aparycja na to nie wskazuje - jest dość silny. Jest to wymagane przy karierze ratownika, więc młody mężczyzna często chodzi na lokalną siłownię.
Ma brązowe włosy, które kręcą mu się zabawnie, nadając mu jeszcze bardziej dziecięcy wygląd. Jego duże, niebieskie oczy sprawiają, że ludzie często się w nich zagapiają. Bywa to zawstydzające, ale Tony wie, że to jego największy atut i często tej wiedzy używa.
Nie miał zbyt wielu dziewczyn - umawiał się z dwiema, trzema przez okres szkoły i z żadnego związku nic nie wyszło. Jest heteroseksualny, ale nawet jego najlepszy przyjaciel przez pewien czas myślał, że jest inaczej. Tony nigdy nie wie, dlaczego tak wielu mężczyzn go podrywa. Czy to z powodu delikatnej, chwilami wręcz dziewczęcej urody?
Chłopak poza medycyną nie ma zbyt wielu zainteresowań. Czasami lubi pośpiewać, ale nigdy nie uczył się tego robić, jest zupełnym amatorem. Umie gotować, zwłaszcza włoskie jedzenie, jest to doświadczenie wyniesione z restauracji jego ojca. Tak samo nauczył się fotografii, gdy pomagał Iris w jej studiu. Jedynym czego nie zamierza się tykać jest prawo - ale i zna parę paragrafów na pamięć, których wyuczyła go matka w razie nagłych sytuacji. I mimo, że nie przepada za tą dziedziną, uwielbia "Suits", serial prawniczy. Nałogowo używa Netflixa i Twittera.

Pupil: Cupcake


Stosunki:
  • Cornelia Stanford - Matka. Odeszła gdy Tony miał czternaście lat. Mieszka teraz w innym mieście, lecz regularnie widuje się z synem i byłym mężem. Wyszła szczęśliwie za mąż drugi raz. Ma australijskie korzenie. Pracuje jako prawniczka.
  • Eelis Blake - Ojciec. To z nim Anthony mieszka w San Lizele. Prowadzi własną restaurację, co ciekawe z włoską kuchnią. Nie pasuje to za bardzo do jego pochodzenia, bo jest on Finem. Przyjął nazwisko po (byłej już) żonie.
  • Iris Joye Rush - Siostra. Ona także została z ojcem w San Lizele, ale zdążyła już założyć własną rodzinę i się wyprowadzić. Spodziewa się dziecka. Ona także założyła swoją własną działalność - studio fotograficzne. Młodszy braciszek często działa jej na nerwy, ale zazwyczaj ze sobą współpracują.
  • Martin Stanford - Mąż Cornelii. Poznali się tuż po wyprowadzce kobiety, został on jej szefem. Zejście się zajęło im długo, nie od razu między nimi zaiskrzyło. Są teraz szczęśliwym małżeństwem i mają córkę.
  • April Kylee Stanford - Siedmioletnia córka Cornelii i Martina. Siostra przyrodnia Tony'ego i Iris. Dwójka uwielbia dzieciaka i często go gdzieś ze sobą zabierają.
  • Aida Millward - Partnerka Eelisa. Poznali się stosunkowo niedawno, ale świetnie czuje się w rodzinie, wszyscy za nią przepadają. Bardzo dobrze opiekuje się całym domem, dba o wszystkich i pomaga partnerowi w restauracji. Gdy cała rodzina się spotyka, zazwyczaj to ona przygotowuje jedzenie, z czego wszyscy są szczęśliwi.
  • Noel Adams - Przyjaciel Tony'ego z dzieciństwa. Znają się z przedszkola, chodzili do tych samych szkół i rozstali się dopiero przy pójściu na studia. Sobotni wypad do wesołego miasteczka z Noelem i Sethem, jego chłopakiem to ich ulubiony sposób na spędzanie wolnego czasu. 
  • Dominic Rush - Szwagier Tony'ego, mąż Iris. Bardzo dba o siostrę chłopaka i Anthony to docenia. Dość dobrze się dogadują - Dominic wykłada na miejscowym uniwersytecie, na kierunku medycznym, potrafią godzinami rozmawiać o odbytych tego dnia zajęciach.
  • Dziadkowie - Anthony bardzo ich ceni, lecz z racji odległości widują się za rzadko, by mogli odegrać jakąś znaczącą rolę w życiu chłopaka.
  • Tarmo Rinne - Wujek Anthony'ego, wraz z Eelisem przyjechał do Wielkiej Brytanii. Jest kucharzem w restauracji brata. Często żartuje z Tony'ego, że tak jak on zostanie wiecznym kawalerem.
         

         Ciekawostki:
  • Chłopak, mimo że nie jest rodowitym Brytyjczykiem potrafi wypijać litry herbaty.
  • Uwielbia serial "Suits".
  • Ma bliznę na brzuchu, nikt nie wie skąd się wzięła.
  • Bez wiedzy rodziców zrobił sobie tatuaż na przedramieniu, przedstawiający kolorową łapę swojego psa - klik.
  • Lubi deszcz, zwłaszcza zapach, który się wtedy wydziela.
  • Ma alergię na kurz.
  • Nauczyciele go nie lubili, wydawał się zbyt arogancki.
  • Uwielbia jeść krewetki, w każdej postaci.
  • Nie znosi gruszek. Lubił je kiedyś jako dziecko.
  • Jeździ szesnastoletnim Daihatsu Rocky, ale marzy mu się motocykl.
  • Uwielbia Disneya.
  • Oprócz angielskiego zna fiński, którego nauczył go w domu ojciec, w szkole poznał francuski, hobbystycznie uczy się szwedzkiego i rosyjskiego.
  • Jest fanem musicali, lubi śpiewać, czasem nawet mu to całkiem nieźle wychodzi.