Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bethany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bethany. Pokaż wszystkie posty

1 lis 2017

Słodsi niż słodycze, czyli Beth i Ilja na cukierkowaniu! - Event Halloweenowy, temat 2.

Pociągnęłam pędzelkiem jeszcze kilka razy. Ilja kolejny raz zmarszczył nosek, niczym króliczek.
- Czy to konieczne? - spytał, patrząc na mnie z pewną wątpliwością w oczach.
- Już prawie kończę - uciszyłam go, nakładając jeszcze trochę brązowej farby na pędzelek i rozprowadzając ją po twarzy chłopaka. Widząc efekt, uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Perfekcyjnie - zaśmiałam się wesoło, odrzucając włosy do tyłu. Ilja tylko podniósł brew pytająco.
- Czy ja chcę to widzieć? - spytał podejrzliwie. Przeszłam za fotel i stanęłam za nim, obracając go razem z meblem w kierunku lustra. Teoretycznie, nie powinnam się tam odbić, ale voila! Byliśmy tam oboje, przebrani - ja za wampira, ona za wilkołaka. Pisnęłam z podekscytowania.
- Wyglądamy kompletnie jak Bella i Jacob ze Zmierzchu - podskoczyłam radośnie. Widać, że chłopak nadal był wobec tego bardzo sceptyczny, ale uśmiechnął się widząc moje szczęście. Potargałam jego włosy z podobnym uśmiechem.
- Więc, przypomnij mi po co to robimy? - wstał z fotela.
- Żeby zdobyć słodycze, duuuh! - zaśmiałam się, biegnąc po kurtkę. Zdjęłam kurtkę Ilji z wieszaka i rzuciłam mu. Po chwili wyciągałam go z mieszkania, trzymając dwa koszyczki w kształcie dyni. Gdy zamknął drzwi, podałam mu jeden z nich.
- Chodźmy! - rzuciłam i pobiegłam dalej, chichocząc szalenie. Parę osób patrzyło za nami z uśmiechami. Poczułam jak Ilja ciąga mnie za rękaw.
- Annie... - mruknął. Odwróciłam się i spojrzałam na niego pytająco. Wskazał na jakieś dziecko przebrane za ducha.
- Czemu tamta dziewczynka ma na sobie prześcieradło? - spytał przekrzywiając główkę, jak to zwykle on. Zaśmiałam się tylko.
- Jest przebrana za ducha - wytłumaczyłam mu z uśmiechem. Pokiwał głową i wskazał na jakąś kobietę, która z kolei wyglądała jak zombie.
- A czemu tamta pani jest taka brzydka? - zapytał a ja uciszyłam go szybko spanikowana. Nie chciałam, żeby pomyślała, że ją obrażamy.
- Pani udaje, że jest zombie - powiedziałam cicho. Pokiwał głową, kompletnie nie zauważając, co zrobił i zaczął iść dalej. Przekręciłam oczyma i pociągnęłam go w stronę pierwszego domu. Zapukałam i stanęłam uśmiechając się uprzejmie. Ilja tylko obserwował sytuację. Drzwi otworzyły się ukazując mężczyznę, tuż po 40. Uświadomiłam sobie, że znam go - wielokrotnie widywałam go na komisariacie policji. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
- Dzień dobry, panie Fynch! - przywitałam go radośnie. - Cukierek albo psikus! - zawołałam entuzjastycznie się. Mężczyzna podniósł brew, rozbawiony, patrząc na mnie i na Ilję.
- Nie jesteście trochę za starzy? - zaśmiał się, sięgając po cukierki.
- Na słodycze nie można być za starym - wystawiłam język rozbawiona i wyciągając koszyczek przed siebie, a także sięgając po koszyczek Ilji. Podziękowałam ładnie i pożegnałam się gdy pan Fynch zajął się przybyłą grupką dzieci. Uśmiechnęłam się i zaczęłam prowadzić Ilję dalej. Zatrzymaliśmy się dopiero gdy stanął przed nami mały chłopiec przebrany za wilkołaka.
- Pan też jest wilkołakiem! - wykrzyknął, zainteresowany. Ilja zmarszczył brwi.
- Skąd wiesz? - popatrzył na chłopca groźnie a dziecko się roześmiało. Szturchnęłam chłopaka łokciem.
- A, racja - uśmiechnął się niezręcznie i kucnął przed chłopcem.
- Jestem wilkołakiem. A ty jesteś moją alfą, najgroźniejszym wilkiem, który przewodzi wszystkim - uśmiechnął się zadziornie. Dziecko spojrzała na niego zafascynowane.
- Czyli jak ja zacznę wyć to ty też? - spytało zabawnie. Ilja pokiwał tylko głową. Po chwili zwijałam się już na ziemi ze śmiechu, gdy tamta dwójka zaczęła wyć, jak najprawdziwsze wilkołaki. Gdy przestali wyciągnęłam garść cukierków z koszyczka i dałam chłopcu, odciągając mojego chłopaka, zanim się przemieni, żeby ucieszyć chłopca. Po chwili ZNÓW poczułam ciągnięcie za rękaw. Odwróciłam się by zobaczyć Ilję podnoszącego swój koszyk lekko. Wystawił język, figlarnie.
- Cukierek albo psikus - rzucił a ja stanęłam w miejscu. Brakowało mi słów, tak zupełnie.
- Psikus. Wracamy do mieszkania, raz dwa! - odpowiedziałam, ciągnąc go z powrotem z diabelskim uśmiechem pod nosem. W sumie, od dłuższego czasu chciałam zatopić swoje sztuczne zęby w jego szyi.

Wybaczcie, musiałam po prostu napisać końcówkę! Happy (late) halloween, folks!

9 paź 2017

Od Bethany do Ilji

Patrzyła z uwagą na palce chłopaka oczyszczające jej skórę. Nie były super delikatne, ale były precyzyjne. Chłopak patrzył z uwagą na to co robił. Miał zmarszczone czoło i brwi w skupieniu. Usta lekko rozchylił. Patrzyłam na piegi na jego nosie i ledwo zarejestrowałam jak powiedział, że gotowe.
- Więc? Co się stało? - spytał patrząc na mnie uważnie. Westchnęłam. Ten chłopiec był dość uparty.
- Ojciec - zatrzymałam się na chwilkę. - Ten łowca, z którym Collin chciał pracować - dopowiedziałam i wyjaśniłam szybko.
- Wypadła mu ważna sprawa, z jakimś demonicznym dzieckiem. I oczywiście się zaczęło, że nie ma kogo wysłać, że długo się uczyłam, że dam sobie radę, że nie muszę się wychylać, po prostu ich wspierać. Gorzej, że te wilkołaki miały wtykę. Zaatakowały wcześniej, plecy w dodatku. Jeden się rzucił prosto na mnie. Stąd to - wymamrotałam wskazując na swoje ramię. - Stąd zdenerwowanie Collina - spuściłam wzrok na swoje dłonie. Nie byłam z tego dumna. Nie dałam rady. Dlatego akcja została przerwana. Chłopak wrócił do łatania mnie, mrucząc coś pod nosem.
- ... Dlaczego Collin nie zabrał mnie? - udało mi się wyłapać. Przekrzywiłam głowę słysząc to.
- Też bym cię tam nie zabrała - pokręciłam głową. - Dla ciebie, jako wilkołaka mogłoby to być jeszcze niebezpieczniejsze. Wiesz jak traktują zdrajców - powiedziałam, marszcząc brwi. Spojrzał na mnie bezuczuciowo.
- To było pytanie retoryczne - szepnął, zupełnie jakby nie chciało mu się odpowiadać. Pewnie tak było. Posmarował okolice rany jakąś maścią i przykleił na nią plasterek w minionki. Uśmiechnęłam się niedowierzająco.
- Plasterek w minionki? - zaśmiałam się. Spojrzał na mnie zaskoczony.
- Czym są minionki? - popatrzył się na mnie podejrzliwie, jakbym go obrażała. Moja mina wyrażała czyste "co do...".
- Te stworki. Na plasterku. To minionki. Nigdy nie słyszałeś o minionkach? - spytałam się zaskoczona. Wzruszył tylko ramionami na moje pytanie.
- Były po prostu urocze to je wziąłem - powiedział cicho. Popatrzyłam na niego, nie wierząc w to co mówił.
- Czy masz tutaj internet? - spytałam z całym planem w myślach. Pokiwał niepewnie głową. Na mojej twarzy pojawił się niecny uśmiech.
***
- I jak się podobało? - spytałam, odłączając telefon, przypięty odpowiednim kablem do telewizora. Nadal wyświetlały się tam napisy końcowe i śpiewające minionki. Zaśmiałam się widząc skonfundowaną minę Ilji.
- Te stworki były urocze. Ale nie mam zielonego pojęcia co o tym myśleć - powiedział, wyraźnie zmieszany. Wybuchłam jeszcze głośniejszym śmiechem, który natychmiast ucichł gdy usłyszałam kroki na klatce. Wyłączyłam film akurat gdy Collin wchodził do mieszkania.

Ilja? Jak wrażenia po minionkach? Jak bardzo Collin będzie chciał wykopać stamtąd Beth?

28 sie 2017

Od Bethany do Ilji

Spojrzałam nieco podejrzliwie na mężczyznę, który usiadł przede mną. Miejsce, które wybrał na spotkanie, nie wzbudzało zbytnio mojego zaufania. Obskurny bar, serio? Gorzej być nie mogło. Zapach panujący tutaj przyprawiał mnie o mdłości. Jednak z jakiegoś powodu tata chciał, żebym się z nim spotkała.
- Więc, ma pan współpracować z moim ojcem? - spytałam, patrząc na niego nieufnie. Wyglądał na dupka. Ale podobno był dobrym łowcą. Mężczyzna zaczął odpowiadać, lecz ja zdążyłam dojrzeć psa, który mu towarzyszył. Kundelek był przeuroczy, ale wyglądał jakby miał w każdej chwili skoczyć do ataku. Nic dziwnego, pies łowcy. Collin, bo tak się nazywał ten facet, zauważył chyba moje zainteresowanie zwierzakiem bo uśmiechnął się odrzucająco i przerwał swój wywód.
- Lubisz zwierzęta? - spytał a ja niechętnie odpowiedziałam mało szczerym uśmiechem.
- Tak mam fretkę - rzuciłam, nie chcąc wdawać się w szczegóły.
- Cóż, prawdopodobnie byście się dogadali - rzucił nieprzyjemnie a ja przekrzywiłam głowę, nie do końca rozumiejąc.
- Wilkołak, nadnaturalny - wyjaśnił, szczególnie akcentując drugie słowo. Dał mi jasno do zrozumienia, że wie kim jestem. Zaczęłam się wiercić. Sytuacja była dla mnie niewygodna. Zastanawiałam się co ojciec chciał osiągnąć współpracując z tym mężczyzną. I spojrzałam znów na psa. Czyli tam w środku był człowiek? I był psem, nie wilkiem, była to dla mnie nowość. Wilkołaki mogły przybierać psią formę? I dlaczego przyszedł na spotkanie po przemianie? Jaka była ich relacja? Wszystko to zaczynało być coraz bardziej niepokojące. Postanowiłam przejść prosto do rzeczy.
- Więc co może pan powiedzieć na temat tej watahy? - spytałam a mężczyzna zaczął mówić.
 ***
Znałam już wszystkie szczegóły i stwierdziłam, że tyle mi wystarczy, złe przeczucie i panika zaczęły układać w mojej głowie czarne scenariusze. 
- Okej, rozumiem, pomożemy panu - powiedziałam spięta. Ta grupa rzeczywiście wydawała się być niebezpieczna, więc ojciec najprawdopodobniej zaangażuje się w tą akcję. W normalnych okolicznościach dołączyłabym do niego, lecz nie mogłam się zdobyć by zaufać temu człowiekowi. Było w nim coś, co wywoływało niepokój. Pokiwał głową. Wstaliśmy od stolika i wyciągnął dłoń w moją stronę. Szybko ją uścisnęłam, rzucając uśmiech numer pięć i udając się do wyjścia. Czułam jego spojrzenie na sobie. Miałam ochotę się schować, uciec jak najdalej. Nie ufałam mu i od razu wyczułam, że on mi także, ze względu na moją nadnaturalność. Odetchnęłam dopiero gdy siedziałam na mojej ulubionej ławce w parku. Liczyłam na to, że nie będę musiała więcej spotykać tego mężczyzny. Ani jego psa, który cały czas wyglądał, jakby chciał mi się rzucić do gardła.

Ilja? Coś czuję, że Beth jednak dołączy do tej akcji z wilkołakami. Tylko, raczej nie z własnej woli. :p

22 sie 2017

Od Bethany

Samochód podskoczył lekko gdy podjechaliśmy do dystrybutora. Trzasnęły tylne drzwi, a na moim ramieniu ktoś położył rękę. Automatycznie podskoczyłam i strząsnęłam ją z siebie. Usłyszałam cichy głos Benji'ego.
- Beth. Wiem, że się denerwujesz, ale nic się nie stanie. Zatankujemy tylko i jedziemy dalej - zapewnił mnie a ja pokiwałam głową, w żaden sposób nie uspokojona. Po prostu... Miałam złe przeczucie. Po takim czasie byliśmy znów w San Lizele... Cieszyłam widząc śliczne miasteczko ale ta okropna myśl, że coś się stanie tkwiła gdzieś z tyłu. Cudem nie panikowałam, choć dłonie mi się trochę trzęsły.
Oparłam głowę o szybę.
- Nie wysiadasz? - zapytał a ja pokręciłam głową. Wzruszył tylko ramionami i wysiadł. Po chwili wyczułam w aucie delikatny zapach benzyny. Zawsze go lubiłam. Chwilę się zastanowiłam i jednak wysiadłam z samochodu. Potrzebowałam jednak chwili na zewnątrz, przerwa na toaletę też nigdy nikomu nie zaszkodziła. Założyłam kaptur na głowę i pobiegłam w stronę drzwi. Wbiegłam do środka, było tam dość jasno i pachniało kawą. Stanęłam obok stojaka z gazetą szukając drzwi do toalety. Znów wystraszyłam się gdy usłyszałam głos obok mnie.
- Mogę w czymś pomóc? - zza lady przechylał się starszy mężczyzna. Powoli wypuściłam powietrze, pilnując, żeby głos mi się nie załamał.
- Sz-szukam toalety - coś mi chyba nie wyszło. Wymusiłam zdenerwowany uśmiech. Mężczyzna spojrzał na mnie podejrzliwie i pokiwał głową.
- Drzwi są tam, za półką z chipsami - powiedział a ja uśmiechnęłam się znów i poszłam w wskazanym kierunku. Wejście było kompletnie niewidoczne z miejsca gdzie stałam. Weszłam do toalety. Po paru minutach dołączyłam do Zoe, kupującej batoniki muesli, gdy Gabe podszedł do nas i nachylił się między nami
- Powinniśmy już iść - powiedział i zacisnął dłoń na moim łokciu, oraz jej ramieniu. Czułam jak gardło mi się zaciska. To oznaczało kłopoty. Zoe akurat skończyła płacić więc szybko skierowaliśmy się w stronę wyjścia.
- Co jest? - spytałam szeptem.
- Ktoś nas rozpoznał - odpowiedział, wyraźnie zdenerwowany. - Kobieta zaczęła do kogoś dzwonić - wymamrotał, popychając nas w stronę auta, w którym szybko się zamknęliśmy. Przez głowę przebiegał mi milion myśli. Wiedziałam, wiedziałam, wiedziałam. Czułam jak oddech mi się urywa. Ledwo zapięłam pasy, gdy Benji zajął się uruchamianiem silnika. Serce zaczęło bić jak oszalałe. Przyłożyłam do niego trzęsące się dłonie. Nie Beth, nie panikuj, nie w takiej chwili, brałaś leki, będzie dobrze, nie zatrzymają was, nie zrobią tego, ojciec cię nie znajdzie. Powtarzałam to sobie w kółko, i w kółko, nie potrafiąc się jednak uspokoić. Nagle zrobiłam się ciężka a czas zaczął nabierać własnego, zwariowanego tempa. Przyśpieszał, zwalniał, nie mogłam się w nim osadzić.
***
- ... Proszę wysiąść z samochodu - doszedł do mnie głos. Otworzyłam niepewnie oczy, widząc tylko swoje stopy i wycieraczkę. Przetarłam szybko dłonią twarz, czując, że jest mokra. Była to mieszanka łez i potu.
- Ona ma atak paniki! - usłyszałam protest ze strony Zoe. Wyprostowałam się i rozejrzałam. Staliśmy na poboczu, wśród dwóch radiowozów. Obok moich drzwi stał policjant w średnim wieku, patrząc na mnie podejrzliwie. Gdy zobaczył moją twarz zamrugał gwałtownie. Odwrócił się w stronę wspólnika, stojącego nieopodal i pilnującego moich znajomych.
- To ona, powiadom go - powiedział, a ja czułam, że świat się rozpada.

Daniel? Popędzisz na spotkanie z córeczką? :p

11 sie 2017

"I'm not sure this is a world I belong in anymore."

KONTAKT: fennydragneel@gmail.com
Nick na chatcie: Fenny

Bethany Josie Miller

18 lat | Kobieta | Sukkub
Głos: Bethany Mota
Opis: 
Idę. Tylko to było w głowie tej dziewczyny gdy rok temu opuszczała ojca i swój dom. Ale dlaczego do tego doszło?
Bethany urodziła się 30 kwietnia 1999 r. Mimo, że dość krótko chodzi po tym świecie, trudno powiedzieć, że jej pobyt tutaj był usłany różami. Dorastała w ślicznym miasteczku w Anglii, w małym domku na przedmieściach, była rozpieszczoną jedynaczką. Niestety, gdy miała 2 lata wszystko zaczęło się psuć. Nie rozumiała tego oczywiście, ale u jej ojca zdiagnozowano raka. Garth często miewał dni, w których źle się czuł, ale nic ich wcześniej nie zaniepokoiło. Wtedy wszystko zaczęło dziać się coraz szybciej. Sylvię przerażała wizja stracenia męża, Garth czuł się bezradnie, wiedząc, że nie wychowa swojej córki, nie spędzi emerytury u boku swojej cudownej żony. Gdy zaczęło być źle, został w domu. Nie chciał umierać w szpitalu. 30 kwietnia 2002 r. Trzecie urodziny Bethany. I tak, to ta feralna data. Tego dnia Garth opuścił Sylvię i swoją malutką córeczkę. Tak więc, Beth ojca kojarzyła głównie ze zdjęć i opowieści mamy. Nie wiodło im się szczególnie źle - lecz obie odczuwały brak kogoś, kto mógłby się nimi dobrze zaopiekować.
Więc łatwo powiedzieć, jak wielką zmianę w ich życiu wywołało pojawienie się Daniela. Obie bardzo szybko mu zaufały, widać, że mu też na nich zależało. Zaczął wychowywać ją jako swoją córkę i Beth jest mu wdzięczna, za to jak ją ukształtował. Dlatego tym bardziej wyrzuca sobie rzeczy, które robiła jeszcze tak niedawno.
Niestety, nie mogło być tak pięknie. Los stwierdził, że dziewczyna nie nacierpiała się wystarczająco, i gdy Beth miała 14 lat, odebrał jej matkę. Sylvia jechała po nią do koleżanki gdy w jej auto wjechał pijany kierowca. Oboje zginęli na miejscu. Tym razem Bethany nie zniosła tego tak dobrze. Na bardzo długo zamknęła się w sobie. No i w swoim pokoju. Miała ochotę zniknąć, odciąć się od wszystkich. Z czasem ta chęć odeszła, lecz nadal zbyt wiele rzeczy osób, rzeczy przypominała jej o zmarłej matce. Wtedy także niedługo po tym stwierdzono u niej zespół lęku napadowego. Zaczęła się zachowywać jak nie ona. Powoli utraciła kontakt ze swoimi przyjaciółmi. Nie dość, że nie mogła na nich patrzeć, oni także zauważali jej zmianę i mówiąc wprost - mimo, że było im szkoda koleżanki, przeszkadzało im to. Poznała innych ludzi, którzy już całkowicie ją zmienili. Nie było to świetne towarzystwo, ale otwierali przed nią nowe możliwości. Dzięki nim, mimo swojego złego samopoczucia zaczęła czerpać z życia jak najwięcej.
 Wtedy nastąpił kolejny przełom.
Dzień jej siedemnastych urodzin był dla niej piekłem. Nie imprezowała, wyszła tylko na spacer na grób matki. Wtedy obudziło się w niej coś dziwnego, co sprawiło, że przestała panować nad sobą. Przerażały ją te zmiany, nie wiedziała co zrobić, nie dość, że przechodziła nadal kryzys, kolejne niewiadome stawały na jej drodze. Bardzo długo zajęło jej dowiedzenie się, co się z nią stało. Co ciekawe podpowiedzi znalazła najpierw w pamiętniku matki. Nie było to powiedziane wprost, ale były tam wzmianki o nadnaturalności ojca. Miała z tego ogólną wiedzę, kim jest. Ostateczne odpowiedzi otrzymała jednak od swojej przyjaciółki, Zoe. Nie była zadowolona gdy usłyszała, że jest sukkubem, ale się cieszyła, że jest ktoś podobny u jej boku. Z radością pozwoliła by Zoe została jej lilith.
Niestety, mimo tego, że miała wsparcie lilith, nadal nie czuła się dobrze z tym kim jest. Częste ataki paniki - co jeśli ojciec dowie się, że jest nadnaturalną i znienawidzi ją z tego powodu? Dziewczyna zaczynała tracić z tego powodu nerwy, każdego dnia było coraz gorzej. Z jednej strony była ograniczana przez swoje lęki, chciała się wyrwać, z drugiej strony nie chciała tego robić kosztem jedynej rodziny, która jej pozostała. Dlatego czuła się kompletnie zagubiona, gdy Zoe zaproponowała żeby razem wyjechali, zwiedzali całe UK, żyli na własną kieszeń. Cała reszta, której nic tu nie trzymało od razu entuzjastycznie się zgodziła. Tylko Beth miała wątpliwości. Tego dnia wróciła do domu i intensywnie myślała co zrobić. Na jej decyzję wpłynął dopiero powrót ojca. Opowiedział o tym, jak musieli dziś wyeliminować wyjątkowo niebezpiecznego sukkuba. Wtedy dziewczyna się przełamała. Przez cały wieczór wybierała i pakowała rzeczy, które chciała wziąć. Nie mogła zabrać ich zbyt wiele. Następnego dnia, gdy jej ojciec był w pracy znajomi podjechali po nią vanem. Tak zaczęła się ich roczna przygoda.
Pojechali na północ, zatrzymując się w różnych uroczych miasteczkach, rozkoszując się pełnymi zieleni lasami, jechali wzdłuż wijących się jak wstęgi rzek. To było uwalniające, lecz szybko się im znudziło. Dlatego gdy w jednej mniejszej wiosce usłyszeli o przesądach na temat wilkołaków postanowili zbadać temat. W ten sposób unicestwili całą watahę. Jedno dziecko porównało ich do ekipy ze Scooby Doo. Spodobało się im to porównanie i gdy Beth dostała fretkę, nazwali ją właśnie Scooby. Od tego czasu poza podróżowaniem rozwiązywali także takie sprawy. Bethany uważała to za ironiczne - grupa nadnaturalnych robiła dokładnie to co jej ojciec. Zostali łowcami. Nikt tego nie mówił głośno, nie był to ich oficjalny tytuł, ale to właśnie robili, polowali na potwory niebezpieczniejsze od nich samych. Zostali swego rodzaju mitem. Ktoś nawet stworzył bloga poświęconego im, próbując notować każde ich pojawienie się! Zrobili koło po całym kraju i teraz byli w okolicach San Lizele. Benjamin zachęca ich by zatrzymali się na chwilę w mieście.
Beth jest prześliczną dziewczyną, choć nie wiadomo czy nie jest to zasługa bycia sukkubem. Ma bardzo długie, brązowe oczy, nieco tylko ciemniejsze od jej brązowych oczu. Jest szczupła, ale ma dość zaokrąglone biodra. Nie jest wysoka, gdyż ma zaledwie 163 cm wzrostu. Lubi ubierać się modnie a jej ulubioną częścią garderoby są buty. Wygląda na sympatyczną i taka zresztą jest. Bycie miłą to jedna z największych zalet dziewczyny. Kieruje się tym, że dopóki ktoś nie wyrządza krzywdy innym, nie powinno się krzywdzić i jego. Według niej każdy ma w sobie dobro i zazwyczaj dąży do tego by je odkryć. Nie lubi kłamać, ale robi to by ukryć swój wiek. Nie skończyła w końcu szkoły. Teoretycznie, nie musi już do niej uczęszczać, ale jest to jeden ze środków bezpieczeństwa. Zazwyczaj przedstawia się także jako Josie, używając drugiego imienia.
Nie lubi posługiwać się bronią ale z racji zajęcia Gabe wyposażył ją w mały pistolet: P-99.


Pupil: Scooby
Stosunki: 
  • Sylvia Miller - Mama Beth. Dziewczyna darzyła ją wielkim zaufaniem i szacunkiem. Wspierały się bardzo po stracie Gartha. To z nią łączą się najmilsze wspomnienia Bethany. Często zasypia przypominając sobie głos matki, czytającej jej "Kubusia Puchatka" gdy była mała.
  • Daniel J. Miller - Ojczym Bethany - jest on dla niej jak prawdziwy ojciec. Jest wdzięczna, że dzięki niemu Sylvia znów poczuła się szczęśliwa, sama Beth także znalazła pocieszenie w jego postaci. Bardzo zależy jej na nim. Jest szalenie ambitna na jego punkcie, chciałaby być jego idealną córeczką.
  • Garth Paul - Biologiczny ojciec Beth. Dziewczyna nie bardzo go pamięta, lecz zawsze miło o nim myślała.
  • Zoe Coleman - Bliska przyjaciółka dziewczyny, także sukkub. Lilith Bethany. Jest od niej o rok starsza, poznały się w szkole. To głównie ona wprowadziła zagubioną Beth w świat nadnaturalności.
  • Benjamin Metz - Także przyjaciel Beth. Wampir, były Zoe. Jest ich "szoferem" oraz do niego należy charakterystyczny niebieski busik.
  • Gabe Scully - Kolejna osoba z ich grupy, ktoś z kim Bethany się najgorzej dogaduje. Antynadnaturalny, aktualny partner Zoe. Dołączył do nich już w trakcie podróży, ale dziewczyna nie zaprzeczy, że nieraz uratował im tyłki.
Ciekawostki:

  • Uwielbia kołysanki
  • Mogłaby się żywić tylko deserkami w słoiczkach dla dzieci.
  • Uwielbia muzykę Taylor Swift i Bruno Marsa (głównie tę starszą).
  • Przeraża ją wizja prowadzenia auta.
  • Jej telefon wytrzymuje średnio pół roku zanim skończy roztrzaskany na kawałki.
  • Ma małą maskotkę koali, która zawsze znajduje się w jej torbie.
  • Nie przeżyłaby dnia bez jakiejkolwiek pomadki.