Spojrzałem na osoby, które znalazły się w tym samym miejscu, co ja. Kojarzyłem tylko niewielką część z nich. Po aurach zebranych rozpoznałem wśród nich demona, anielicę i Łowcę. Co do rasy drugiego chłopaka oraz mówczyni nie miałem pewności. Ta zmierzyła wzrokiem naszą piątkę, jakby podobnie jak ja chciała wiedzieć z kim ma do czynienia. Pewnie tak też było.
- Nawet nie wiecie, jak wdzięczna jestem wam za to, że się pojawiliście. Naprawdę. Szczerze mówiąc bałam się, że będę musiała robić to wszystko sama. Byłoby to trudne, ale dałabym radę. Tak myślę. - po tych słowach nastąpiła chwila przerwy. Dziewczyna wzięła głęboki oddech i kontynuowała.
- Sprawa ma się tak, pewien angielski książę Logan Caroll na podstawie jakichś super skomplikowanych działań obliczył, że jeśli w pewnych ważnych momentach historycznych wprowadzi daną zmianę, teraz byłby władcą chyba z połowy świata. Może i tak, ale działanie to utworzyłoby ogromną dziurę w czasoprzestrzeni, która z czasem, według moich przewidywań w ciągu trzech miesięcy, wessałaby do środka Ziemię. Jednym słowem, apokalipsa. Dlatego też zebrałam was tutaj, żebyśmy spróbowali coś z tym zrobić. - mówczyni spróbowała chyba się uśmiechnąć, co nie wyszło jej najlepiej, ale w końcu liczą się chęci.
- Każde z grup dostanie po cztery kule, otwierające przejścia do następnego czasu. Jedyne co musicie z nią zrobić, to rzucić na ziemię. Są już zaprogramowane tak, żeby zaprowadzić was do odpowiedniej chwili w historii. Ale pierwszą rzeczą, jaką musimy zrobić po znalezieniu się w przeszłości, jest znalezienie odpowiedniego stroju. Jeśli będziemy odstawać od innych albo oskarżą nas o konszachty z czarną magią, albo wystraszymy szpiegów Carolla. - dziewczyna zamilkła i spojrzała na nas, jakby chciała przypomnieć sobie coś ważnego.
- Będziemy podzieleni na dwie grupy trzyosobowe. Każda z grup dostanie sześć postaci historycznych, których historii musimy przypilnować. Wysłannicy Carolla niekoniecznie muszą je zaatakować, ale na pewno były one przez nich sprawdzane. - po tych słowach jedna z toreb została przekazana anielicy, a druga - demonowi. Przez chwilę zawiesiłem na nim wzrok. Czy na pewno jest tutaj po to, żeby nam pomóc? Demony zazwyczaj jeśli udzielają się w podobnych do tej sprawach, to tylko dlatego, żeby przerwać nudne oraz monotoniczne życie i móc się zabawić cudzym kosztem. Nie twierdzę jednak, że nie mogę być w błędzie. Przyjrzałem się bardziej jego twarzy, rozpoznając znanego mi detektywa. Wciąż pamiętając nasze pierwsze spotkanie, uznałem, że lepiej dam sobie spokój z tym swoim wewnętrznym monologiem, przez którego długo miałem ochotę spalić się ze wstydu lub zapaść pod ziemię. Spuściłem wzrok czerwony jak burak.
Z rozmyślań wyrwał mnie głos znalezionej przez nas dziewczyny. Skupiłem więc na niej swoją uwagę.
- W środku znajdują się kule, trochę pieniędzy i kartki z informacjami odnośnie postaci. W pierwszej grupie jest Auraya, Cigno i Eligiusz. Macie Aleksandra Wielkiego, Lutra, Napoleona, Da Vinci, Waszyngtona i Kopernika. Nie bójcie się o języki, o ile nie zgubicie torby powinna działać trochę jak tłumacz. W drugiej jestem ja, Ruvik i James. My z kolei zajmiemy się Cezarem, Wiktorią Hanowerską, Kolumbem, Einsteinem, Ludwikiem XIV i Hitlerem.
- Hitlerem? Tym Hitlerem? - odezwał się ktoś z tyłu. Mnie bardziej jednak ciekawiło, skąd ta osoba zna nasze imiona.
- Tsa. Był dosyć ważny, co nie? Czy nam się to podoba, czy nie, musimy uratować mu to niemieckie dupsko. - odpowiedziała niejaka Harriet. Dziewczyna wyciągnęła przed siebie rękę i wyraźnie się skupiła. Jej dłoń po chwili otoczyła fioletowo-niebieska mgiełka, która wystrzeliła do przodu i utworzyła portal. Przypominał on niewielkie jeziorko, unoszące się pionowo w powietrzu. Kałużę, w której można było dostrzec rozmyte budowle, charakterystyczne dla czasów antycznych. Obok został utworzony przez Harriet drugi portal o podobnym obrazie w swoim wnętrzu.
- To co? Ahoj, przygodo! - zawołała dziewczyna i wskoczyła do pierwszego portalu. Jej dwuosobowa grupa ruszyła za nią. Odprowadziłem demona smutnym, a jednocześnie wystraszonym wzrokiem. Nie byłem pewny, czy dam sobie radę. A on był jedyną osobą, którą znałem. Nasze spojrzenia się spotkały. Detektyw zatrzymał się przed portalem. Niepewnie postawiłem pierwsze kroki w jego kierunku, by następnie przyspieszyć. Uczepiłem się jego ramienia.
- Dasz sobie radę. - mruknął młodzieniec. Przytuliłem się do demona, ryzykując, że albo mnie znienawidzi, albo zabije. Ruvik poczochrał moje włosy. Uniosłem na niego wzrok, gdy skończył.
- Uważaj na siebie. - wymamrotałem, po czym wsunąłem dłoń pod swoją koszulę i wyrwałem jedno ze swoich piór. Wsunąłem je do ręki detektywa.
Odprowadziłem demona wzrokiem. Nawet, gdy zniknął w wnętrzu portalu, wciąż wpatrywałem się w kolorową tarczę.
- Skończyłeś już, Romeo? - zapytała zniecierpliwiona Auraya.
- Przepraszam. - odparłem, wracając do swojej grupy. Razem przeszliśmy przez przeznaczony dla nas portal.
***
Zapewne każdy z nas poczuł gorąco, spowodowane promieniami słońca. Rozejrzeliśmy się po dookoła, by co nieco dowiedzieć się o naszym położeniu. W odległości kilkudziesięciu metrów udało nam się dostrzec skromną budowlę, obok której suszyło się pranie.
- Musimy zdobyć te ubrania. - zadecydował Łowca.
- Ale kradzież jest zła... - zacząłem nerwowo miętosić koniec swojej koszuli.
- Musimy je mieć.
- Nie będę okradał, tym bardziej ubogich!
- Halo, mamy mamonę. - mruknęła dziewczyna.
- A widzisz tu sklep? I jak mamy je kupić niezauważeni? Te ciuchy wzbudzą podejrzenia.
-... To na golasa? - szepnąłem niepewnie.
< Auraya? Eligiusz?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cigno/Umiltà. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cigno/Umiltà. Pokaż wszystkie posty
25 lip 2018
12 lip 2018
Od Cigno/Umilty do Ruvika
Do budynku wszedł młodzieniec. Od razu rozpoznałem jego twarz. To właśnie jego szukałem.
Niejaki Shelgyn skierował się od razu do biurka, przy którym stałem. Nasze spojrzenia się spotkały. Zadrżałem na całym ciele ze strachu przed kolejną karą za swoje głupie zachowanie.
Wzrok demona przeniósł się na bukiet, a następnie wrócił do mnie. Znieruchomiałem. Młodzieniec pochylił się nad siedzącym przed nami policjantem.
- Co to do kurwy nędzy i jej cholernych córek znaczy? - wycedził, wskazując na mnie - Kto go tu wpuścił? Czego chce? I co to są za badyle?
- Sam tu przyszedł. - policjant odsunął się nieco na krześle i spojrzał na mnie, uśmiechając się lekko - Szukał cię, a ty, jak na zawołanie...
Demon uderzył dłonią w blat. Podskoczyłem wystraszony w miejscu.
- D-Detektywie Shelgyn... - zacząłem niepewnie. Młodzieniec ponownie spojrzał na mnie.
- Nie odzywaj się. Po prostu zamilcz, bo ci do akt, oprócz napaści na funkcjonariusza, jeszcze piękny bukiet uwag i wykroczeń wpiszę. - warknął demon. Następnie chwycił mnie za ubrania i zaciągnął do innego pomieszczenia, prawdopodobnie biura.
Od razu zostałem pchnięty na fotel. Zadrżałem i uniosłem wzrok na młodzieńca przede mną. Ten zmierzył mnie wzrokiem. Po chwili odetchnął ciężko, chcąc się uspokoić. Moja wizyta musiała być dla niego niemiłym widokiem, czego wcześniej nie przemyślałem. Demon oparł się o blat biurka i odchylił głowę do tyłu. Zakrytą przez bandaże dłonią muskał kolbę pistoletu przy swoim pasie.
- To, co zrobiłeś wczoraj... - zaczął powoli - było głupie, zdajesz sobie z tego sprawę?
Przytaknąłem prawie bezgłośnie. Następnie skuliłem się i splotłem dłonie na kolanach. Czułem się okropnie. Ciężar poczucia winy wciąż wzrastał i przygniatał mnie coraz bardziej.
- I na pewno rozumiesz też, że jestem zły, nie?
Ponownie zgodziłem się ze słowami młodzieńca, starając się jednocześnie powstrzymać łzy napływające do moich oczu. Demon sięgnął po miskę ze słodyczami i podsunął mi ją pod nos.
- Poczęstuj się.
Po raz kolejny uniosłem wzrok na twarz młodzieńca. Dlaczego po tym wszystkim jeszcze mnie częstował czymkolwiek? Dodatkowo należeliśmy do dwóch od dawna skłóconych ze sobą ras.
- Cukier pomaga na wszystko. A temu idiocie przyda się dieta.
Wciąż wpatrywałem się w twarz demona z niedowierzaniem. W głowie miałem mieszaninę różnych myśli. Przez tego osobnika zamiast lepiej, czułem się coraz gorzej. O czym ja w ogóle myślałem? Że mi wybaczy? Sam bym sobie nie wybaczył.
Poczułem jak po moich policzkach spływają pojedyncze łzy, by po chwili zamienić się w potok. Poderwałem się z miejsca i padłem młodzieńcowi do nóg, następnie przytulając się do jego stóp.
- Tak bardzo pana przepraszam! Zachowałem się okropnie wobec pana jako gościa i osoby mi obcej! Zaatakowałem pana bez żadnego powodu! - łkałem prosto w buty demona.
<Ruvik? >
29 cze 2018
Od Cigno/Umilty do Ruvika
Zbudziłem się, słysząc dźwięk budzika. Leniwie sięgnąłem do niego i wyłączyłem urządzenie. Następnie przetarłem pięścią zaspane oczy. Melody rozciągnęła się na drugiej połowie łóżka. Z uśmiechem na twarzy przytuliłem kotkę. Zwierzak zamruczał cicho.
Ucałowałem czubek głowy Melody i wstałem z łóżka, po czym przeniosłem kotkę na jej kojec, by nie zrobiła sobie krzywdy, chcąc skorzystać z kuwety lub coś zjeść.
Szybko przebrałem się w białą koszulę, czarną kamizelkę i spodnie o wąskich nogawkach w tym samym kolorze. Do tego dodałem czarne obówie wyjściowe i również czarną muszkę. Po zjedzeniu tosta i doprowadzeniu się do porządku opuściłem swoje skromne mieszkanie w zabytkowej kamienicy.
Wciągnąłem nosem zapach powietrza, które było czystsze po wieczornym deszczu. Zapowiadało się na piękny, słoneczny dzień, a to oznaczało wielu klientów.
Otworzyłem drzwi kawiarni, w której pracowałem i przekroczyłem jej próg. Od razu zabrałem się za ściąganie krzeseł ze stolików i ustawianie ich przy nich. Następnie ustawiłem kilka stolików przed kawiarnią.
Zostawiłem drzwi otwarte i zająłem swoje miejsce baristy. Po chwili do kawiarni wszedł rudowłosy mężczyzna, który ze mną pracował. Powitałem go z uśmiechem i odprowadziłem wzrokiem, gdy zniknął za drzwiami kuchni.
***
Tak, jak wcześniej myślałem, nie mogliśmy narzekać na mały ruch. Z uśmiechem malowałem na kawie kwiaty, koty i inne wzory, które by wywołały na twarzach klientów uśmiech.
Gdy moja zmiana zbliżała się ku końcowi, do lokalu wszedło trzech mężczyzn. Spojrzałem na najmłodszego z nich. Nie mogłem oderwać wzroku od twarzy szatyna. Ocknąłem się dopiero, gdy napotkałem jego zirytowane spojrzenie. Podskoczyłem w miejscu i chwyciłem trzy karty z menu. Przytuliłem je do swojej piersi i udałem się do stolika zajętego przez mężczyzn. Sądząc po ubiorze, pracowali w policji.
Podałem karty gościom kawiarni z uśmiechem.
- Witam państwa. Dam panom chwilę na podjęcie decyzji, a później wrócę do państwa. Dobrze? - zapytałem z uśmiechem.
- Nie trzeba. - mruknął najmłodszy z nich. W tamtym momencie poczułem bijącą od niego aurę. Demon.
- Trzy kawy i tyle samo kawałków jabłecznika.
Zebrałem karty i wróciłem na swoje stanowisko. Zagotowałem wodę, wciąż nie mogąc oderwać wzroku od nieznajomego.
Gdy woda była gotowa, zalałem nią kawę. Kim jest ten młodzieniec? Co robi demon w policji? Czy zawarł z kimś pakt?
W pewnym momencie poczułem pieczenie. Spuściłem wzrok na swoją czerwoną dłoń, na którą cały czas wylewałem wrzątek. Czym prędzej odstawiłem czajnik, wytarłem kałużę i schłodziłem oparzenie pod bieżącą wodą. Przygryzłem dolną wargę, by nie wydać z siebie nawet najcichszego syku. Szybko dokończyłem kawy, malując na nich motyle. Następnie przeszedłem z nimi do kuchni, by podać je wraz z ciastem na jednej tacy. Wciąż jednak moje myśli krążyły wokół nieznajomego. Ocknąłem się, słysząc kroki kogoś, kto zdecydowanie nie był moim współpracownikiem. Trzy talerzyki z ciastem leżały już na tacy, a ja trzymałem nad filiżanką przeznaczoną dla młodzieńca niewielką fiolkę z wodą święconą, którą zwykle trzymam w kieszeni na wszelki wypadek. Do moich uszu doszedł głos mężczyzny. Wystraszony cofnąłem dłonie.
- Skończyłeś już? To fajnie. Trochę się nam spieszy.
Po tych słowach młodzieniec wziął filiżankę i tacę, po czym wrócił do swojego stolika. Chciałem zaprotestować, ale nie mogłem wydobyć z siebie głosu.
Nie trzeba było długo czekać na powrót nieznajomego. Skrzydła pod moją skórą poruszyły się instynktownie.
- Co to było?! Co?! - młodzieniec chwycił mnie za koszulę zabandażowaną dłonią i pchnął na szafki. Filiżanki zatrzęsły się wraz z szybami. Poczułem ogromny ból pleców. Wystraszony patrzyłem nieznajomemu prosto w oczy.
- Shelgyn, co ty wyprawiasz? - do kuchni wszedł jeden z policjantów.
- Chciał mnie otruć.
- Co? O czym ty bredzisz? Kawa jest świetna.
- Czyżby? Przynieś więc moją.
- Co?
- Przynieś ją.
Mężczyzna niepewnie wyszedł z kuchni, a po chwili wrócił z kawą "Shelgyn'a". Ten chwycił filiżankę i siłą napoił mnie gorącą kawą. Poczułem, jak do kącików moich oczu napływają łzy.
- Co ty wyprawiasz?! Zostaw go!
Mój współpracownik odciągnął ode mnie mężczyznę i przytulił mnie, by pomóc mi się uspokoić. Gdy tylko jego palce dotknęły moich pleców, pisnąłem z bólu. Na dłoniach mężczyzny znajdowała się krew. Rudowłosy puścił mnie z przerażeniem wymalowanym na twarzy. Po chwili odwrócił się wściekły do demona.
- Wyjdź. Natychmiast. - rozkazał tonem nie znającym sprzeciwu. Młodzieniec jednak wciąż wbijał we mnie wzrok.
Położyłem dłoń na ramieniu współpracownika, chcąc by odpuścił. W końcu to ja zawiniłem. Nie powinienem atakować demona bez wcześniejszego upewnienia się, że jego zamiary są złe.
Następnie zwróciłem się do policjantów i schyliłem się nieco, wyrażając w ten sposób swoją skruchę. Poparzone gardło paliło mnie od środka i uniemożliwiało wydobycie z siebie choćby najmniejszego słowa. Czy czułem się winny? Bardzo.
Młodzieniec jedynie prychnął pod nosem i wyszedł. Odprowadziłem go i jego towarzyszy wzrokiem. Moja zmiana dobiegła końca.
Z trudem dotarłem do domu. Melody od razu poderwała się z miejsca. Podrapałem kotkę za uszkami i udałem się do łazienki. Zdjąłem wygniecione i nasączone krwią ubranie, po czym zabrałem się za czyszczenie go. Następnie wszedłem pod prysznic. Woda zmieszana z krwią najpierw powoli, a potem coraz szybciej spływała z mojego ciała. Przygryzłem dolną wargę z bólu. Spróbowałem przywołać skrzydła, lecz bez skutku. Nie czułem ich. Spanikowany pobiegłem do kuchni po nóż i rozciąłem skórę, pod którą się skrywały. Ból nasilił się. Drżącymi i skąpanymi w krwi rękoma wyciągnąłem na zewnątrz połamane skrzydła. Poczułem jak po mojej twarzy spływają ciepłe łzy.
***
Po nastawieniu i zabandażowaniu skrzydeł położyłem się na łóżku na brzuchu. Musiałem jak najszybciej zacząć regenerację. Nie mogłem paradować z nimi na wierzchu.
Niestety musiałem wziąć wolnę na kilka dni. Ryan poinformował szefa ocałym zajściu. Lub przynajmniej tej wersji, w której to ja byłem ofiarą. Dzięki temu bez problemu otrzymałem zgodę na powrót do zdrowia. Mimo tego poczucie winy mnie przytłaczało coraz bardziej.
***
Od razu po zakończeniu regeneracji przebrałem się w szarą koszulkę z rękawami do łokci oraz błękitne spodnie o wąskich nogawkach. Włożyłem czarne sportowe obuwie i wyszedłem z domu. Kupiłem bukiet złożony z fioletowych hiacyntów oraz fiołków wonnych i alpejskich. Następnie udałem się na komisariat.
- P-Przepraszam... Czy zastałem pana Sh-Shelgyn'a...?
- Niestety nie ma go jeszcze. A pan jest...?
- N-Nieważne, nikim szczególnym. Mógłby pan mu to przekazać? - położyłem bukiet na blacie biurka i już zamierzałem uciec. Wtem ktoś wszedł do budynku. Odwróciłem się w stronę drzwi.
<Ruvik? >
28 cze 2018
"Do what is right. Not what is easy."
Kontakt: Gmail: weronikanime@gmail.com | Howrse: MichaeleJohnes888
Nick na chacie: Michaele
Cigno/Umiltà Angelo
19 lat | Najczęściej mężczyzna, ale potrafi przybierać postać kobiety | Anioł
Opis: Cigno jest szczupłym oraz stosunkowo wysokim (175 cm wzrostu) młodzieńcem o jasnej cerze i szarych oczach. Rysy jego twarzy są łagodne, dzięki czemu nawet nieznajomi czują, że mogą mu zaufać. Włosy chłopaka to mieszanina czerni i jasnego, prawie białego, blondu. Cigno nie należy do umięśnionych osób, jednak pozory czasem mylą i tak jest w tym przypadku, gdyż Anioł nie należy do słabeuszy.
Jako kobieta jest szczupłą blondynką o tym samym wzroście, ciemnych pasemkach, szarych oczach i biuście średniej wielkości .
Cechą rozpoznawczą chłopaka są duże, białe skrzydła, które na co dzień ukrywa oraz emanująca światłem aureola, z której to Anioł czerpie energię.
Cigno jest miłą i zawsze chętną do pomocy osobą. Jest jednak niezwykle nieśmiały w stosunkach międzyludzkich, ale w momencie walki nie tchórzy. Na początku znajomości zawsze jest nieufny. Tylko jego brat i Stwórca wiedzą o nim wszystko. Chłopak nie potrafi kłamać, co często jest jego przekleństwem. On jednak za bardzo się tym nie przejmuje, gdyż uważa, że należy być szczerym w stosunku do każdego i postępować zgodnie z głosem swojego serca.
Do magicznych i związanych z rasą umiejętności Cigno należy zdolność regeneracji, fotokineza (czyli zdolność wytwarzania światła i sterowania nim), umiejętność przepowiadania przyszłości i leczenia, rozumienie mowy zwierząt oraz umiejętność zmieniania płci. Natomiast do tych nie związanych z rasą, zdolności plastyczne i cukiernicze oraz umiejętność gry na harfie, skrzypcach i fortepianie.
Cigno wychował się w Edenie wraz ze swoim bratem. Jako bliźnięta byli nierozłączni od najmłodszych lat. Różnili się jednak charakterem. Cigno nie był tak ostrożny jak jego brat i zawsze chciał służyć wszystkim pomocą. Z tego powodu zstąpił na Ziemię, by sprowadzać ludzi na dobrą drogę i pomagać potrzebującym.
Pupil: Melody
Stosunki:
- Stwórca - ojciec, którego Cigno szanuje i podziwia. Przez swoje dziecinne zachowanie ciągle jest przez Niego obserwowany.
- Coraggio Angelo - brat bliźniak, który mianował się opiekunem Cigno. Aniołowie są nierozłączni od najmłodszych lat.
Ciekawostki:
- interesuje się muzyką i sztuką
- uwielbia słodycze
- nie potrafi tańczyć, mimo że by chciał się kiedyś nauczyć
- jest biseksualny
- kocha wszystkie zwierzęta i rośliny
- zdarza mu się rozmawiać z roślinami, które dzięki temu lepiej rosną.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

